#Ku przestrodze- To jest historia, którą powinna przeczytać każda matka!

Tym razem wiadomość dostaliśmy od Ani. Nie ukrywamy- Ania dała nam dużo do myślenia, a swoją historię opowiedziała w zabawny, ale szczery sposób. Każda mama powinna poznać jej historię. 

“Nie będę pisać co się stało, bo w sumie nie stało się nic konkretnego. Po prostu pewnego dnia, ja-matka dwójki dzieci w wieku szkolnym. Ja- matka kura domowa, żona i kucharka. Ja- matka, znerwicowana, ale kochająca swoją rodzinę do szpiku kości. Ja-matka, powiedziałam sobie (a raczej wykrzyczałam do siebie) – DOŚĆ. ROBIĘ SOBIE PRZERWĘ.

Zadzwoniłam z płaczem do męża i powiedziałam:
-Weź sobie weekend wolny (wybranek mój w weekendy pracuje również).
-Ale dlaczego? Wiesz, że tak nie mogę! – odparł do słuchawki zdziwiony.
-Weź, bo oszaleję! – rzekłam i się rozłączyłam. Wtedy poczułam się trochę jak za czasów studenckich, kiedy uważałam się za pępek świata i nie miałam oporów mówić wprost, czego oczekuję od innych ludzi. Zastanawiałam się przez moment- Gdzie, do cholery jest ta stara Anka? Chyba zniknęła pod dodatkowymi kilogramami.

Ale dobra. Usiadłam wieczorem (udało mi się w końcu, chociaż siedzę rzadko) i czekałam z niecierpliwością, kiedy to mój mąż wróci z pracy i powie mi, czy wziął wolny weekend, czy nie. Wyobrażałam sobie różne scenariusze i moją reakcję na każdą odpowiedź.
-Nie, kochanie nie dostałem wolnego.
-Nawet nie miałem kiedy poprosić szefa o wolny weekend.
-Wiesz, że pieniądze się przydadzą… Nie wezmę wolnego.

Na te wszystkie wymówki już szykowałam odpowiedzi, kiedy to faktycznie wrócił do domu mój mąż.

-I co? Wziąłeś wolne?!- Wykrzyczałam, chociaż dzieciaki dawno już spały.
-Nie tylko wziąłem wolne, ale i umówiłem się z mamą, że przyjedziemy do niej na weekend z dziećmi. Ty zostajesz w domu, a jak wrócę i zobaczę, że sprzątałaś to nigdy nic dla Ciebie nie zrobię! Masz odpoczywać!

I w tym momencie, jak to matka dwójki dzieci, zamiast się cieszyć, zaczęłam zastanawiać się, czy chłop mój da radę ze wszystkim i czy przypadkiem u niego w rodzinie nikt nie jest chory. Jeszcze tego mi brakowało, że wrócą z gorączką, czy kaszlem. I już miałam coś powiedzieć, jakoś wymigać się z tego… ale ugryzłam się w język. Podziękowałam. Po prostu.

Zostałam sama. W sobotę z samego rana mój mąż nie budząc mnie, pojechał z dzieciakami do rodziców. Do tej pory zastanawiam się, jak on to zrobił, że nic mnie nie zbudziło. Tego dnia spałam do 10 rano. Nie pamiętam, naprawdę nie pamiętam, kiedy się tak wyspałam. Chociaż było mi smutno, kiedy zobaczyłam, że w domu nikogo nie ma… to… szybko mi smutek przeszedł. I chociaż naprawdę miałam już mopa w ręce i zastanawiałam się, na ile stopni wstawić pranie to powiedziałam sobie „o nie, moja droga. To czas dla Ciebie”.

Zajrzałam do szuflady, gdzie leżały kosmetyki. Sprawdziłam datę ważności maseczki do twarzy, o dziwo była jeszcze dobra. Zapaliłam sobie świeczki (w biały dzień!) i urządziłam sobie naprawdę relaksującą kąpiel. Zapomniałam już jak to jest mieć na twarzy jakiś kosmetyk i nie wiedziałam, że tyle razy można dolewać sobie gorącej wody do wanny w zupełnej ciszy. Wiecie, bez krzyków w stylu- Mamoooo! Siku mi się chce!

Obiad? Zamówiłam sobie pizzę z boczkiem i ogórkiem konserwowym. Poprosiłam o podwójny ser. W międzyczasie obejrzałam mój ulubiony serial, w którym nie wiedziałam kompletnie co się dzieje.

Wieczór? Zaprosiłam do siebie przyjaciółkę, z którą przez ostatnie miesiące gadałyśmy tylko przez telefon. Przyszła do mnie z butelką wina i filmem na DVD.
-Ale przecież możemy obejrzeć coś na internecie- powiedziałam bardzo zdziwiona.
-Jak za starych dobrych czasów!- powiedziała i otworzyła wino starym, zardzewiałym korkociągiem, który od czasów naszego ślubu był w ogóle nieużywany.

Niedziela? Wstałam jak nowo narodzona, szczęśliwa i naprawdę wypoczęta. Mąż miał wrócić o piętnastej, więc miałam trochę czasu, żeby zrobić się na bóstwo. Podkręcam rzęsy zalotką (ktoś jej jeszcze używa?), nałożyłam troszkę pudru i różu. Wyciągnęłam z dna szafy tunikę. Przywitałam moją rodzinę w wielkim uśmiechem i obiadem zamówionym u chińczyka.

Nie pamiętam. Naprawdę nie pamiętam, kiedy spędziliśmy całe popołudnie i wieczór wszyscy razem. Bez sprzątania, bez kłótni o byle co. Sterta brudnych naczyń i skarpetki porozrzucane po łazience były tylko nic nieznaczącym tłem. Najważniejsi byliśmy my- ja wypoczęta i zrelaksowana a on dumny, że dał radę z dzieciakami. A dzieci? Cieszyły się, że w końcu jesteśmy wszyscy razem. Na sto procent.”

 

Aniu, dziękujemy za taką wspaniałą historię i życzymy więcej wolnych weekendów!

Przypominamy, że swoje historie możecie wysyłać na adres: [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

# Ku przestrodze
close slider
Slider