#Ku przestrodze – pokaż mi jak traktujesz zwierzęta, a powiem Ci kim jesteś

Dzisiaj głos oddajemy Julii. 

„Historia sprzed lat, chociaż nadal ciężko mi w nią uwierzyć. Moja wówczas siedmioletnia córka miała przyjaciółkę. Spały u siebie raz w miesiącu, wspólnie chodziły do szkoły i odrabiały lekcje- naprawdę były nierozłączne. Cieszyłam się, że miały ze sobą dobry kontakt, bo dziewczynka była naprawdę mądra i grzeczna. Wiadomo- bywały drobne kłótnie między przyjaciółkami, ale nigdy nic poważnego. Odkąd pamiętam, chciałam przygarnąć kota pod swój dach. Zawsze jednak były jakieś „ale”. W końcu zaadoptowaliśmy małego kocurka ze schroniska. Minęło kilka dni a nowy członek naszej rodziny czuł się jak u siebie. Pewnego dnia dziewczynki przybiegły do kuchni, gdzie na krześle spał kocurek. Amelia (tak miała na imię przyjaciółka mojej córki) zrzuciła rękami naszego kota i powiedziała coś w stylu: Spadaj sierściuchu, ja chce tu siedzieć.
Jestem dość wybuchową osobą, więc od razu powiedziałam, że sobie takich sytuacji nie życzę w moim domu. – Może ma zły dzień?- pomyślałam.

Ale to był dopiero początek tego jakże dziwnego zachowania… Amelia buntowała moją córkę przeciwko… kotu! Mówiła jej, że koty śmierdzą i brudzą. Nie pomogły rozmowy z obiema dziewczynkami, postanowiłam więc ograniczyć im widzenia. Coś mi jednak nie dawało spokoju i przyznam szczerze, że zaczęłam bać się, że moja córka uwierzy w te brednie… Dlaczego ta grzeczna i poukładana dziewczyna tak nienawidzi kotów? Dzieci zazwyczaj kochają zwierzaki, no nie mówcie mi, że nie.

Zrobiłam to, wsiadłam w auto i zabrałam moją córkę do przyjaciółki. Miałam nadzieję, że jej matka wpuści mnie z latoroślą do środka i będę mogła wywęszyć, dlaczego siedmiolatka tak nienawidzi kotów, że zmusza moją córkę do kopania swojego i wyrzucania z łóżka.

Był luty, więc zimno dawało popalić. Dojechaliśmy na miejsce i szybko zdałam sobie sprawę z tego, co jest grane. W ogródku stała psia buda, której jeszcze kilka miesięcy temu nie było, a w środku budy leżał ich pies, który jeszcze niedawno mieszkał w środku domu. Wierzcie mi, było tak zimno, że założę się, że psu w tamtym momencie zamarzały kości. Okazało się, że ich pies zaczął poważnie chorować, przez co sikał w domu gdzie popadnie i śmierdział nie tylko on sam, ale również cały dom. Właściciele, zamiast pomóc psu…wywalili go na podwórko, bo „uśpić szkoda”, ale „domu też szkoda”. Wierzycie w to? Matka Amelii ogólnie zrobiła mi niezłą aferę, że zwróciłam jej uwagę w ogóle. Psa zabrałam od razu do weterynarza, ale okazało się, że jego stan jest jeszcze gorszy, niż by na to wskazywało…. Niestety.

Zastanawiam się do tej pory, dlaczego matka Amelki zrobiła jej taką wodę z mózgu i zamiast uczyć jej empatii i miłości, wywaliła psa (członka rodziny przecież) na dwór i jeszcze wpajała jej, że zwierzęta śmierdzą i brudzą. Strasznie mi było szkoda tej dziewczynki… Od tej pory moja córka sama nie chciała mieć z nią kontaktu, a jedyne co przyszło mi do głowy, to zgłosiłam sytuację straży miejskiej, która od tamtej pory miała czuwać, czy aby na pewno nie krzywdzą nowego zwierzęcia. Jako że córka chodziła z Amelką razem do szkoły jeszcze kilka dobrych lat, od czasu do czasu rozmawiały ze sobą na przerwie i z tego, co mi wiadomo- żadnego zwierzaka od tamtej pory nie mieli.”

 

Przypominamy, że nadal możecie wysyłać Wasze historie #ku przestrodze na adres: [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

# Ku przestrodze
close slider
Slider