Babcia i dziadek to skarb

Z czym kojarzą się dziadkowie? Z nieograniczonymi pokładami miłości i cierpliwości. Z zapachem najlepszego jabłecznika i najpyszniejszego rosołu, koniecznie z wielkimi oczkami. Babcia i dziadek to jedyne osoby na Ziemi, które nie wpuszczą nikogo głodnego i chociaż przeważnie żyją skromnie, zawsze mają czym poczęstować wnuki. I zawsze znajdą sposób, żeby przemycić im chociażby 2 zł do kieszeni „na bułeczkę”.

Chociaż każda osoba starsza ma swoje przekonania i ciężko zmienić jej niektóre (nawet niewłaściwe) poglądy, to zawsze zasługuje na szacunek. A szacunku dzieci uczą się od rodziców. Najprostszym sposobem na naukę szacunku jest właśnie pozwolenie dziecku na kontakty ze starszym pokoleniem.

Mamo! Prosiłam tyle razy, żebyś nie dawała Małgosi tyle cukierków!

Nie ma się co dziwić, że dziadkowie lubią słodzić życie wnukom. Zapewne większość z nich pamięta słynny cytat z PRL, że cukier krzepi. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu faktycznie dzieciakom podawano cukier nawet w postaci glukozy. A o szczęśliwym dziecku świadczyła wielkość jego brzuszka: ). Na szczęście te czasy już się skończyły i dzisiaj rodzice wiedzą, że węglowodany i cukry proste nie służą zdrowiu. Niektórzy dziadkowie jednak wciąż brną w zaparte i uważają, że cukier to lekarstwo na wszystko. I chociaż wytłumaczenie im tego bywa czasami trudne, nie możemy się na nich gniewać i złościć. Tutaj potrzebna jest rozmowa i kompromisy.

Bo dziadkowie oprócz swojego czasami nadopiekuńczego podejścia wnoszą w życie dzieci wiele rzeczy. Opowiadają ciekawe historie, są wzorem do naśladowania i łączą całą rodzinę. Dbają również o tradycje, o których rodzice czasami w biegu zapominają.

A położyłaś sianko pod obrus?

„Nigdy nie zapomnę pewnej wigilii. Miała odbyć się w naszym domu. Wszystko przygotowałam na tip-top i dopięłam razem z dzieciakami i mężem na ostatni guzik. Siadamy już wszyscy do stołu, wyciągam opłatek a nagle odzywa się moja mama:
-Kochanie! Dałaś sianko pod obrus?
Popatrzyłam się na nią lekko zdziwiona, a ta kontynuowała:
-Kochanie, sianko pod stołem gwarantuje dobrobyt i symbolizuje żłobek Jezusa.
Nawet nie wiecie, co sobie wtedy pomyślałam, ale nie chciałam się złościć. Wyciągnęłam sianko z szopki i położyłam je pod obrus.
I wiecie co? Od tego zdarzenia minęło już 5 lat, a moje dzieciaki zawsze pilnują, żeby pod obrusem znajdowało się sianko. Co roku dokładają je tam i cieszą się, że to ich taka tradycja i obowiązek”.

Babcia i dziadek to lek na całe zło

Rodzice nieważne jakby się starali, czasami czują się zmęczeni. Chorują tak samo, jak dzieci, ale nie mogą pozwolić sobie na tygodniowe wylegiwanie się w łóżku.

„Miałam zapalenie oskrzeli, kaszlałam, jakbym miała się zaraz udusić. Przy dwójce urwisów (mam bliźniaki) ledwo widziałam na oczy. Przedszkole zamknięte, bo przerwa wakacyjna. Niby nic, ale mój grunt pod nogami trochę się sypał, a mąż jak zwykle w pracy. Dzieci co chwile płacz, bo mama się nie bawi. Zdenerwowane tak samo, jak ja. Napięta atmosfera pomiędzy nimi, pomiędzy mną a nimi i całym Światem. Nie zmrużysz oka, bo zaraz wpadną na jakiś głupi pomysł, nie wypuścisz ich na plac zabaw, bo jest za daleko. Sama też się nie ubierzesz i nie wyjdziesz, bo od kaszlu pocisz się jak… świnka. O nie, nie zadzwonię do teściowej. Biłam się z myślami. Dobra, jeden dzień ok, drugi gorzej… trzeciego dnia zadzwoniłam. I wiecie co usłyszałam? ”A dlaczego ty dopiero dzisiaj do mnie dzwonisz? Zaraz przyjadę!”. Nie uwierzycie, kazała mi spakować dzieciaki na kilka dni. Myślałam, że będą płakać, że nie będą chciały. Pomachały mi na do widzenia z bananami na twarzy. 4 dni ich nie widziałam, bo one nie chciały do mnie wracać. Teściowa co chwilę na messengerze wysyłała mi zdjęcia i filmiki, co wyprawiają moje urwisy. One naprawdę świetnie się bawiły. Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego wcześniej nigdy nie pozwalałam im chodzić do babci na noc albo na weekend. Dlaczego nigdy nie wpadłam na to, że zamiast „obiadku u babci”, możemy posiedzieć u niej wszyscy pół dnia i świetnie się bawić. Nigdy jakoś się nie lubiłyśmy, a właściwie trzymałyśmy się na dystans. Ale dlaczego przez ten dystans moje dzieci znały babcie tylko z niedzielnych obiadków i spotkań przy rodzinnych imprezach?

W nieskończoność można wyliczać korzyści płynące z posiadania dziadków. To swojego rodzaju terapia nie tylko dla babci i dziadka, ale również dla dzieci, które jak nic — potrzebują być kochane przez całą rodzinę, a nie tylko rodziców.

Wszystkim babciom i dziadkom życzymy dużo zdrowia i szczęścia! Bo więcej miłości już chyba się nie da!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

# Ku przestrodze
close slider
Slider