Panie Premierze! A co z dziećmi z domu dziecka?

Co z dziećmi przewlekle chorymi? Co z ich zmęczonymi rodzicami, którzy czasami nie mają sił? Co z tymi dziećmi, którzy, aby żyć, muszą uzbierać kolosalne kwoty? Spuszczacie głowę, kiedy ktoś prosi o pomoc, a przecież chore dzieci to też przyszłość.

Co z tymi dziećmi, które czekają na swoich rodziców w domu dziecka? O nich już chyba nikt nie pamięta. A przecież każdy zasługuje na miłość i szacunek.

A co z samotnymi matkami, które z bagażem doświadczeń trafiają do ośrodków? A co z tymi, dla których miejsca nie starczyło? To one pracują na 4 etaty, a może i więcej. I o nich też Świat zapomniał, a przecież… są tu i potrzebują pomocy.

A co z miejscami w żłobkach? Przedszkolach? Dlaczego wciąż ich brakuje, aby rodzice mogli odbić się finansowo i zapewnić dzieciom dobry byt?

To nie trudne warunki zabijają na drodze. To brak oświetlenia, dziury na drogach i nieoznakowane zakręty. To długie kolejki do specjalistów zabierają nam rodziny. To lekarze, którzy zmęczeni i obojętni wysyłają dziecko do domu, które po godzinie umiera.

Kiedy wy jecie kolację w najdroższej restauracji za nasze podatki, umiera czyjaś nadzieja na przyszłość. Na przyszłość, którą obiecujecie lepszą. A nie robicie nic.

Kiedy Wy kłócicie się i wzajemnie obrzucacie błotem przed kamerami, dziewięcioletni Adam chory na białaczkę zbiera pieniądze na leczenie.

Tymczasem zachęcacie do rodzenia dużej ilości dzieci. Dajecie premię za urodzenie dziecka, obiecujecie pieniądze i emerytury za wychowanie co najmniej czwórki. Ale nie mówicie o tym, że coraz więcej dzieci rodzi się przewlekle chorych. Że już jedno na czworo dzieci ma ADHD albo autyzm. Nie mówicie, że wszystko jeszcze bardziej zdrożeje i nie przyznacie, że macie wobec wszystkich plan. Plan to tania siła robocza, która będzie łatać dziurę budżetową, która wciąż rośnie.

Was nie obchodzi Adaś, Emilka, ich rodzice, setki tysięcy dzieci i setki tysięcy rodziców, którzy codziennie się z czymś zmagają. Was nie obchodzi dlaczego ludzie umierają. Was obchodzi tylko to, żeby jak jedna osoba umrze, to w tym samym czasie urodziło się dziesięć.

W internecie krąży bardzo ważny cytat nieznanego autora. Mówi o tym, że sekretem długiego związku jest naprawianie, a nie wymieniane na nowe.
Tymczasem wy chcecie powymieniać ludzi właśnie na nowych, bo nie chcecie naprawiać tego, co teraz jest popsute. Nie naprawicie Państwa dużą ilością osób — naprawicie je, kiedy zaczniecie nas słuchać.
Zaczniecie słuchać niepełnosprawne dzieci i ich rodziców. Zaczniecie dostrzegać dzieci z domów dziecka. Nie będziecie odwracać wzroku, kiedy ktoś będzie prosił o pomoc. Zamiast premii przyznawanych sobie, jedna załatana droga. Zamiast kampanii wyborczych wartych trzynaście ludzkich żyć, bezinteresowna pomoc umierającym dzieciom. 

Zamiast zachęcać kobiety do rodzenia dzieci, sprawić, żeby MOGŁY je godnie wychowywać.

Zamiast przyznawać premię za szybkie urodzenie dziecka, zapewnić każdemu głodnemu dziecku ciepły obiad w szkole.

Zamiast nagradzać za ilość, wesprzeć samotnych rodziców, którzy dla swojego jednego dziecka są w stanie nie jeść przez miesiąc. Którzy napiętnowani przez politykę, jako ludzie gorszego sortu, bo mają tylko jedno dziecko w dodatku bez dwojga opiekunów.

Zamiast pomników i drogich ceremonii — pomóc dzieciom, które zbierają pieniądze na drogie leczenie. A później pokazać obywatelom, że razem możemy zrobić prawdziwy krok ku przyszłości.

Bo żeby coś zakwitło, to trzeba podlewać i dbać, a jeśli roślina zaczyna się psuć — należy szczególnie obdarzyć ją troską. Tylko wtedy zakwitnie zdrowy ogród, z którego wszyscy będziemy dumni. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

# Ku przestrodze
close slider
Slider