Święta to nie udział w Perfekcyjnej Pani Domu i MasterChefie jednocześnie

Idealnie mokra babka, mazurek pięknie ozdobiony. Koszyczek wielkanocny wypchany po brzegi zostawiający za sobą woń kiełbaski i ugotowanych jajek. Przez okna wreszcie można dostrzec, czy pada deszcz, czy to tylko brud z zewnątrz osadzający się na szybach. Posprzątany każdy domowy kąt, a nawet odsunięte meble. Wypastowana podłoga i przetarte wszystkie lustra. No i żurek wyszedł jak nigdy przepysznie. Będą chwalić.

W dodatku odświeżona fryzura, paznokcie zrobione. Ciocia z Warszawy przyjedzie z rodziną i teściowa przyjdzie z nowym mężem. Usiądziemy sobie przy zastawionym, pachnącym wędlinami stole, aby wspólnie się pośmiać, pobyć trochę razem i porozmawiać o pogodzie.

Po południu napijemy się gorącej kawy, a dzieciom pozwolimy napić się trochę coli do ciasta. A jak przyjdzie ktoś jeszcze z dzieciakami, to nie będę martwić się, że ich białe rajstopki i koszule wybrudzą się od kurzu na podłodze. Ot co, każdy kąt wysprzątany przecież, co nie?

Kto by nie chciał takich Świąt? Takich wiecie, przygotowanych od A do Z i jak to mówią – zapiętych na ostatni guzik? Żeby mieć czas na to wszystko – na te okna, z których brud to trzeba zdrapywać, a nie przecierać. Na te dywany, których nie da się doprać. No i kto by nie chciał mieć umiejętności pieczenia trzech ciast jednocześnie bez żadnego zakalca albo opadania. No i jeszcze później mieć siły na to, aby cieszyć się RODZINĄ. Bliską, daleką – obojętnie. W Świętach przecież chodzi o to, żeby się radować i żeby nasycić się sobą wzajemnie przy zapachu piaskowej babki, ale absolutnie nie chodzi o to, żeby ciasta, czy potrawy zdominowały nasz świąteczny nastrój. A jak wiadomo – nie jesteśmy robotami. Pieczeń wyjdzie nam za sucha, zapomnimy włożyć do koszyczka soli lub baranka. Przesolimy żurek i będziemy całe w nerwach, czyż nie? Przyjdzie rodzina, a my znowu nie spędzimy z nią czasu, bo będziemy ją obsługiwać. O nie, moje drogie.

Nie można mieć wszystkiego, a życie to kwestia tylko i wyłącznie priorytetów. Ale życie jest zdecydowanie za krótkie i często musimy z czegoś zrezygnować dla dobra naszego i naszych bliskich. Czy potrafisz zrezygnować z pastowania podłogi na rzecz zabawy z dziećmi? Czy jesteś w stanie poświęcić swoje świeżo pomalowane ściany, kiedy dasz dziecku mokrą ścierkę i razem powycieracie kurze? A może zamiast idealnego, własnego mazurka, kupicie go w osiedlowej cukierni? A kiedy zaprosisz do siebie gości – bliskich ludzi, z którymi wreszcie masz okazję spędzić czas, to usiądziesz z nimi na sofie, zamiast pytać: „coś jeszcze podać? Czegoś Wam brakuje?”. Oni nie przychodzą do restauracji, żeby nasycić swój wzrok nienaganną czystością i nasycić żołądek jedzeniem mistrza kuchni, oni przychodzą do CIEBIE. Tylko Tobie się wydaje, że jest inaczej. A jeśli ktoś oczekuje od Ciebie Świąt niczym z najnowszego wydania magazynu, to niech sobie idzie do pięciogwiazdkowego hotelu. Święta to czas spędzony w rodzinnym gronie, a nie udział w Perfekcyjnej Pani Domu i MasterChefie jednocześnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

# Ku przestrodze
close slider
Slider