Dzień dobry dziewczynko, a dlaczego ty jesteś taka smutna?

Była druga połowa czerwca. Dzieci właśnie kończyły rok szkolny i w pośpiechu wracały do domu, aby nacieszyć się upragnioną wolnością. Siedziałem na ławce w parku i przypominałem sobie, jak dwadzieścia lat temu mój syn wracał tak ochoczo. Co roku wyjeżdżaliśmy na cały miesiąc na Mazury, zawsze w tę samą okolicę. To był nasz rytuał, coś, co nigdy się nie nudziło.

Gdy tak przywoływałem wspomnienia z tamtych lat i pozwalałem, aby czerwcowe słońce grzało moją twarz, dostrzegłem dziewczynkę, miała może 8 lat. Siedziała na ławeczce i spoglądała w dal. Pomyślałem sobie, że na kogoś czeka. Znałem ją z widzenia. To była córka kobiety, u której zawsze kupowałem kwiaty dla żony. Minęło pół godziny, a nikt się nie zjawił. Zacząłem się zastanawiać: „Może coś jej się stało? Może ktoś ją skrzywdził?”. Na tę myśl wstałem jak oparzony i udałem się w jej stronę.

– Dzień Dobry dziewczynko. Dlaczego ty jesteś taka smutna? Ktoś Cię skrzywdził? – zapytałem, gdy byłem już obok niej.

Spojrzała na mnie i bardzo się zdziwiła. Jej oczy błyszczały niczym wypolerowane szkło. Szkło, które wypełnione było słoną wodą. Jakby zaraz miało nie wytrzymać…

Po jej policzku zaczęły spływać łzy. Czułem się winny. Strasznie było mi wstyd, że moim pytaniem, chęcią pomocy doprowadziłem ją do płaczu. Kontynuowałem. Naprawdę chciałem pomóc i upewnić się, że jej nic nie jest.

– Zadzwonić po Twoją mamę? Może wezwać jakąś pomoc?

Zapadła cisza. Nagle dziewczynka lekko się uśmiechnęła, wzięła głęboki oddech i wreszcie powiedziała:

– Moi rodzice cały czas się kłócą. Poradzę sobie.

Nie wiedziałem co powiedzieć. Dla mnie kłótnie to było coś normalnego, coś, z czym każdy dorosły ma do czynienia na co dzień. Dla tego dziecka właśnie kończył się może Świat. „A może nie jest tak źle, tylko ta dziewczynka za bardzo przeżywa?”.

– Dorośli często się kłócą. To przecież normalne.

Spojrzała na mnie tak, jakbym był kolejną osobą, która nie rozumie. Jakbym był kimś, kto ją w tym momencie bardzo zawiódł. Przynajmniej tak to odbierałem.

Ale oni ze sobą nie rozmawiają. Oni tylko się wydzierają! – krzyknęła.
 – I na mnie nie zwracają uwagi. Myślą, że tego nie widzę. A ja uważam, że to przeze mnie się kłócą… – kontynuowała.

– Naprawdę mi przykro. Nie wiem jak Ci pomóc, ale uważam, że jesteś silną dziewczyną i dasz sobie radę. A rodzice kłócą się przez inne rzeczy, nie przez Ciebie. Jestem dorosły, wychowałem syna. Wiem, co mówię, posłuchaj starszego.

Dziewczynka uśmiechnęła się i skinęła głową. Jeszcze chwilę trwaliśmy w ciszy.

– Muszę już iść. Dziękuję panu za rozmowę. Chociaż pan chciał ze mną porozmawiać.

I poszła. Oddalała się, a z każdym jej krokiem czułem złość. Może mogłem jej jakoś inaczej pomóc? Następne dni spędziłem na myśleniu o niej i jej problemach. Złość na siebie zmieniła się na gniew do jej rodziców. Dziewczynka cierpiała. Odważyła się powiedzieć o swoich problemach. Mnie. Obcemu mężczyźnie. Gdyby tak otworzyła się przed kimś innym, ktoś mógłby jej smutek wykorzystać. W końcu tyle słyszy się o pedofilach i mordercach.

Lato minęło, przyszła jesień. Ani razu nie widziałem tej dziewczynki. Nie raz zastanawiałem się, co u niej słychać. Zimą dużo chorowałem. Na wiosnę ożyłem i znów zacząłem swoje wędrówki do parku. Pewnego majowego ranka, wreszcie ją spotkałem. Tym razem z uśmiechem na twarzy. Moje serce zaczęło się radować.

– Dzień Dobry! Co u Ciebie słychać?
– O! Dzień Dobry! Wszystko w porządku! A co u pana? – zapytała uradowana. Wyglądała całkiem inaczej, niż ją zapamiętałem. Miała w sobie jakiś blask.

– Widzisz, mówiłem, że rodzice się pogodzą! – wręcz wykrzyczałem.
– Nie pogodzili się, są w trakcie rozwodu.
Oznajmiła tak, jakby to było coś normalnego. Jakby przywykła do tego. Jakby mówiła o tym, że Ziemia jest okrągła. Zdziwiłem się.

– Ale wie Pan co, oni wreszcie ze mną porozmawiali. Oni pewnego dnia po prostu usiedli ze mną i przeprosili. I wszystko wyjaśnili. To nie była jednak moja wina, że się kłócili.
– Cieszę się, że tak to się potoczyło. Wspaniale widzieć Cię taką szczęśliwą.
– Nie jestem wcale szczęśliwa, że się rozstali, ale cieszę się, że to nie moja wina – odparła trochę oburzona. 

Moje życie tego dnia nabrało barw. Czułem, że pomogłem. Że miałem w tym swój udział.

Zimą dopadło mnie poczucie winy. Zachorowałem, ale mogłem liczyć na swoją rodzinę. Syn przychodził do mnie codziennie, a żona podawała gorący bulion do łóżka. Pilnowała mnie, żebym brał leki, których tak nie cierpię. A co się stanie z tą dziewczynką, jeśli nikt nie usłyszy jej wołania o pomoc? A może coś się już stało? Na tę myśl dostawałem zawrotów głowy. Któregoś dnia, gdy poczułem się trochę lepiej, przy asyście żony, odwiedziłem kwiaciarnię, której właścicielką była mama dziewczynki. Nie chciałem wyjść na kogoś, kto wciska nos w nie swoje sprawy. W ogóle to do końca nie byłem pewien, czy tam iść. Poszedłem. Do tej pory pamiętam śnieg, który raził w oczy i moje bicie serca, które gdyby dotknęło białego puchu, zaraz by go roztopiło. Mowy odjęło mi już na wejściu. Powiedziałem więc tylko:

– Pani córka cierpi. I to bardzo. Przynajmniej bardzo cierpiała w czerwcu.

I wyszedłem. Szczerze mówiąc, liczyłem na to, że jednak się pogodzą. Ale, jak widać – czasami rozstanie jest najlepszym rozwiązaniem. 

Ale czasami, w wirze swoich spraw, pomiędzy jednym słowem a drugim, stoją dzieci. Niewinne istoty, które zastanawiają się: DLACZEGO. Niewinne istoty, którym jak się nie wytłumaczy, wezmą winę na siebie. Dlatego jestem jak najbardziej za rozwodami, jeśli dwoje ludzi ma się męczyć, wplatając w to niewinne dzieci. Ale zawsze będę powtarzał, że dzieci należy do tego rozwodu przygotować: rozmawiać, tłumaczyć. Żeby żadna dziewczynka i żaden chłopiec nie czuli się winni.

Udostępnij. Być może Twoi znajomi są w ciężkiej sytuacji i pomijają w niej dziecko – nie z wygody, ale z zabiegania, czy gniewu do partnera.

Żeby żadne dziecko nie czuło się winne. Już nigdy więcej. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

# Ku przestrodze
close slider
Slider