„A gdzie jest dziecko?”, czyli o imprezowaniu rodziców na wesoło!

Jutro (12 lipca) jest Światowy Dzień Imprezy. Nie ma co ukrywać – rodzice imprezują równie często, jak i ludzie niemający dzieci. Wieczorami tańczą do Pszczółki Mai, robią mleczne drinki, a na końcu opuszczają parkiet na rzecz wygodnego łóżka. Rano? Oczywiście niewyspanie. Ale impreza znowu się udała! Domówki mają praktycznie codziennie.

Drugi rodzaj imprez to te plenerowe, czyli wszystkie mające miejsce poza domem. Odbywają się zazwyczaj w dyskontach spożywczych, a główną atrakcją jest tańczenie między półkami. Te imprezy są szczególnie wyjątkowe, jeśli nie uczestniczą w nich dzieci. Nie dość, że wtedy koszt takiej imprezy jest mniejszy, to i  większa swoboda. Najbardziej lubiane wśród rodziców są takie, w których mogą pozostać dłużej w kolejce. W końcu na takich imprezach nie ma co się śpieszyć. Dzieci w domu – nic tylko szaleć!

Trzeci i już chyba ostatni rodzaj imprezy, który preferują rodzice, to wyjście na piwo/kawę z koleżankami lub kolegami. Raz wychodzi mama, raz tata. Zdarza się, że wychodzą razem. Wtedy nazywa się to randką i nieważne, czy towarzyszą im znajomi. Impreza – randka to w wielu przypadkach również wypad pod nazwą „załatwianie spraw w urzędach”, cechujący się szybkim wyjściem na pizze. W samotności. W ciszy. We dwoje. Impreza to również wyjście na paznokcie, do fryzjera lub na siłownię. Nam – rodzicom wiele do imprezowania wcale nie trzeba. Gdybyśmy mieszkali w akademiku, bylibyśmy najmniej narzekającymi imprezowiczami.

Najzabawniejsze jest tylko to, że kiedy ktoś spotyka ludzi, którzy nie mają dzieci, zadaje mu pytanie: „Hej, co u Ciebie?”. A kiedy któryś z rodziców zostaje przyłapany na swoim osobistym imprezowaniu, na wstępie słyszy: „A gdzie dziecko? Gdzie dzieci?”. Najczęściej takie pytania słyszą matki. No bo przecież miejsce matki jest przy dziecku. Tata może sobie wyjść, bo wiadomo – wtedy dzieci są z mamą. Ale kiedy wychodzi mama, to Z KIM SĄ DZIECI?!

Ha, ha, ha.

Apogeum jednak jest wtedy, kiedy obydwoje rodziców pojawia się na mieście bez swoich latorośli. Jakim prawem odważyli się wejść w głąb nocnego życia miasta? Jak oni to zrobili, że drinkują sobie i tak beztrosko wcinają pizzę? I jeszcze się cieszą! NIEWIARYGODNE. Aż by się chciało podejść i zapytać: „A gdzie dzieci?”. W większości przypadków takie pytania nie ominą rodziców. Niestety. Jakby fakt zostania rodzicem, był równoznaczny z brakiem życia osobistego, towarzyskiego.

Jeśli więc nie wiesz, jak przywitać się z rodzicem, który imprezuje (nieważne w jaki sposób), to zrób to po prostu normalnie. Zapytaj, co u niego. Powiedz, że fajnie wygląda. To tyle.

Bo jeśli rodzice pojawiają się „na salonach” bez dzieci, to znaczy, że dzieci są pod inną, dobrą opieką. Może być to tata, babcia, ciocia, niania, sąsiadka. Weź pod uwagę również fakt, że jeśli zobaczysz ich do południa, to dzieci mogą być w przedszkolu, szkole, na zajęciach… Dzieci mogą być wszędzie. I raczej nie płaczą. Mają co jeść. Być może smacznie śpią i cieszą się, że mogą odetchnąć od rodziców. Uff!

Ściskamy imprezowicze! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

# Ku przestrodze
close slider
Slider