single-image

„Byłam zmęczona, myślałam, że to przejściowe. A to była depresja”. Wywiad

Aleksandra Broda

Depresja wśród matek wciąż jest tematem tabu. Duża część kobiet nie chce się diagnozować u psychiatry, ponieważ boi się odebrania praw do dzieci. Tak naprawdę matka zarówno chora na depresję, jak i na nerwicę może opiekować się dziećmi. Pod warunkiem, że zacznie terapię lub przyjmie leczenie farmakologiczne. Więcej szkody tak naprawdę może spowodować tłumienie w sobie emocji lub udawanie, że problemu nie ma.

Depresja i zaburzenia psychiczne mogą być uwarunkowane genetyczne, ale wcale nie muszą. Tak naprawdę dzisiaj każda kobieta jest zagrożona. To bardzo ważny temat. Przeprowadziliśmy wywiad z jedną z naszych czytelniczek, która leczy się na depresję. Jest to bardzo intymna, chociaż krótka rozmowa. Pamiętajcie, że wciąż możecie pisać do nas na adres e-mail: [email protected]


Cześć. Masz 33 lata, dwójkę dzieci i… depresję. Czy pamiętasz, kiedy zaczęły się Twoje problemy?

Cześć. Dzięki za zainteresowanie. Mam dwójkę dzieci: parkę. Hania ma 4 lata, a Hubert 6.

Czyli to nie była depresja poporodowa?

Nie. Wręcz przeciwnie. Po urodzeniu Hani mój świat stał się jeszcze szczęśliwszy. Moje problemy zaczęły się, kiedy Hubert poszedł do przedszkola. Od razu podkreślę, że mój syn sam podjął decyzję i z chęcią uczestniczył w zajęciach. Ja w tym czasie miałam opiekować się Hanią i pracować na pół etatu w firmie męża. Miałam być jego księgową, pracować zdalnie. […] Hubert zaczął przynosić z przedszkola różne choroby, a tu zapalenie ucha, a tu zapalenie gardła. Ja bardzo chciałam wrócić do pracy, uparłam się, że nie zawiodę męża. Był bardzo wymagający, a firma była dla niego bardzo ważna. Zdarzały się dni, w których jedną ręką podawałam synowi syrop, a drugą dzwoniłam, żeby omówić faktury.

Dawałaś radę?

Wiesz co, trwało to kilka miesięcy. Jakoś sobie radziłam. Coraz częściej jednak mąż miał do mnie pretensję i pomimo tego, że zawsze dzieliliśmy obowiązki, coraz mniej go było w domu. Firma naprawdę dobrze się rozwijała. Mieli jedno zlecenie po drugim. Cały czas prosiłam go, aby trochę zwolnił, albo zatrudnił dodatkowego pracownika. Nie brakowało nam pieniędzy, zawsze nam starczało. Brakowało mi czasu. Infekcja za infekcją, jak nie Hania to Hubert. W nocy stawałam też ja, bo mąż zmęczony. Miałam wrażenie, że mnie nie rozumie.

Porozmawiałaś z nim o tym?

Tak. I mnie zwolnił, hahaha. To znaczy, zaproponował, żebym odpuściła sobie księgowanie, i tak się zresztą myliłam. Zatrudnił inną księgową. To był dla mnie cios w policzek. Praca była dla mnie w jakiś sposób odskocznią od tego wszystkiego. Kochałam cyferki i poczucie, że jestem ważna nie tylko dla dzieci. Nie pomogło to w ogóle. Dalej siedziałam w domu z dwójką dzieci. Zrezygnowaliśmy z przedszkola. Wiesz, co jest najgorsze? Że syn dalej chorował. Może już mniej, ale jednak.

Jak układały się wasze relacje, jeśli mogę zapytać?

Jak mieliśmy czas, to pogadaliśmy. Ogólnie to ja siedziałam w domu z dwójką dzieci i wymyślałam im zabawy, a on się rozwijał, zdobywał sukcesy. Ja mu tego nie zazdrościłam, ale wiedziałam, że do tych sukcesów ja się przyczyniłam. Gdybym oddała córkę do żłobka, a Huberta do przedszkola, musiałby mi pomóc. Też bym pracowała. Bolało mnie, że on tego nie widział, nigdy nie podziękował. Z czasem zaczął nawet się na mnie dąsać, że ja znowu nie ogarnięta, że mam pieniądze, mogłabym sobie kupić jakieś kosmetyki albo chociaż się uśmiechnąć. Czułam się zaniedbana, ale nie mogłam wyegzekwować dla siebie czasu. Później nie było już chęci…

Mówisz o depresji? Jak to się zaczęło?

No właśnie. Nie miałam chęci na nic. Dzieci bawiły się ze sobą w domu, a ja nawet się nie myłam. Wiedziałam, że nigdzie i tak nie wyjdziemy. Hubert raz na jakiś czas chorował. Nie mogłam spać po nocach, bo wydawało mi się, że kaszle i że będzie powtórka z rozrywki, np. zapalenie oskrzeli. Jak były tygodnie, gdzie był zdrów jak ryba, to żałowałam, że jednak nie chodzi do przedszkola. Miałam za dużo myśli. Z czasem zaczęło to się rodzić w obsesję. Z jednej strony kochałam dzieci, a za chwilę myślałam, żeby uciec. Później zdawałam sobie sprawę z tego, że potrzebuję po prostu męża obok. Tęskniłam za nim, ale jego naprawdę pochłonęła praca… Depresja to nie jest tylko smutek, to też natłok myśli, uczuć, których nie rozumiesz. Zmęczenie. Uśmiechasz się tak ślepo do dzieci i czekasz, kiedy usiądziesz. Dopiero później przeradza się w obojętność, brak sił… Pomiędzy tym wszystkim jest poczucie, że już nie możesz pokonywać tych wszystkich kłód, które los stawia pod nogi. Nie widzisz w nich najmniejszego celu. Masz wrażenie, że ktoś Cię oszukał, a ty jesteś bardzo zmęczona tym wszystkim. Mnie oszukało życie i jak się później okazało – mój mąż.

Czy możesz to rozwinąć?

Pewnego dnia po prostu nie mogłam wstać z łóżka. Nie mogłam też nic powiedzieć. Słyszałam tylko budzik mojego męża. Mówił coś, że dzieci trzeba ogarnąć, że on idzie na ważne spotkanie. A ja leżałam jak kłoda, nie mogłam się ruszyć. Myślał, że sobie żartuje, bardzo się zdenerwował. Zerwał ze mnie kołdrę. Wyszedł…

Wstałaś? Co wtedy czułaś?


Właśnie nie czułam nic. Obojętność. Dopiero kiedy usłyszałam płacz Hani, wstałam i zadzwoniłam po moją mamę. Zaczęłam płakać jej do telefonu, że nie wiem, co się dzieje. Że chyba mam grypę. Przyjechała w pięć minut.

To musiało być dla Ciebie bolesne…

Było. Później minął amok. Mama zapytała, co się stało. Uświadomiłam sobie, że mój mąż zostawił mnie, kiedy miałam paraliż, niemoc. Kazała mi iść do ogólnego, a sama zabrała dzieci. Akurat wypadał weekend, mówiła, żebym odpoczęła.

Odpoczęłaś? 

Od depresji, jak się okazało, nie można odpocząć. Przeleżałam cały weekend w łóżku. Mój mąż się do mnie nie odzywał. Dopiero kiedy mama przywiozła w poniedziałek rano dzieci, zrozumiałam, że nie dam rady. Ja nie nabrałam sił, ja się w tym wszystkim pogubiłam. Moich dzieci zaczęłam się bać. Że im nie podołam. Że tym razem nie przeżyje ich choroby. Zdałam sobie sprawę, że jestem sama. Chociaż mam męża. Ojca moich dzieci. […] Moja mama okazała mi więcej wsparcia niż on. Sama zasugerowała depresję. Zarejestrowała mnie do najlepszego psychiatry w mieście. Poszłam. Okazało się, że choruję. Miałam już ją wtedy, kiedy czułam się zmęczona i przestałam chcieć o siebie dbać. A to, że dostałam paraliżu, to było zaawansowane stadium. Nie mogłam uwierzyć.

Podjęłaś leczenie? Co zrobiłaś dalej?

Tak, chodziłam do tego psychiatry na terapię i dodatkowo przyjmowałam dość silne leki. Później zaczęliśmy zmniejszać dawkę, a zwiększać częstotliwość spotkań. Psychiatra sugerował, żebym przychodziła z mężem. Chciał zrobić nam terapię małżeńską, pokazać mężowi, że jestem chora. Przyszedł raz i powiedział, że to bzdury. Że jestem leniem i nikt nam się w związek nie będzie mieszał. Często śmiał się, jak do niego szłam. Mówił, że idę do mojego guru słuchać bzdur. A psychiatra nakierowywał mnie, pokazywał moje błędy i mówił, co mam naprawić. Z każdym spotkaniem czułam się coraz lepiej. W końcu zasugerował, abym rozstała się z mężem.

Posłuchałaś go?

Tak. Wyprowadziłam się z dziećmi do mojej mamy. To była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć! Odpoczęłam. Mam wyrzuty sumienia, że „wykorzystuję” mamę, ale ta dała mi tyle miłości, ile nawet nie byłam w stanie. Okazało się, że terapia, leki i poczucie, że jestem przez kogoś kochana, wyleczyły mnie z tego wszystkiego. No i odpoczynek, rytm dnia. […] To nie jest do końca prawda, że dzieci dadzą nam tyle miłości, że pokonamy wszystko. Ja na własnej skórze się o tym przekonałam. Jeśli otaczasz się złymi ludźmi, którzy Cię nie kochają i nie pomagają, stajesz się dla siebie nikim. Dla dzieci jesteś całym światem. Kochasz je. Ale z każdym dniem tracisz poczucie siebie, kawałek czegoś. Zwłaszcza jeśli czujesz, że ktoś Cię oszukał. Że miał być, a go nie było. […] Mamy separację. Jemu to na rękę. Przychodzi czasem i bawi się z dziećmi. Wysyła duże pieniądze, ale co z tego? Ja niedługo w pełni stanę na nogi. Coś tak czuję. Życzcie mi tego!

Dziękuję za rozmowę. Trzymaj się. Jesteś silna.

To ja dziękuję. Lżej mi na sercu. Kobiety nie ignorujcie depresji. Leczenie pomaga i nam i dzieciom.

Zobacz również: Po czym poznać, że kobieta-matka jest naprawdę zmęczona?

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider