single-image

Co napisałabyś o swoim macierzyństwie, gdybyś prowadziła pamiętnik?

Aleksandra Broda

Dzisiaj pewne też szybko nie zasnę. Będę się martwić. Może trochę posprzątam mieszkanie. Zanim się położę, popatrzę, spróbuję napatrzeć się na zapas na te małe rączki, które tak szybko rosną. I delikatnie, położę moją dłoń na te małe paluszki. I delikatnie, żeby nie zbudzić, pocałuję w czółko.

Chociaż jestem zmęczona. Chociaż nie pamiętam, kiedy ostatni raz naprawdę dobrze się wyspałam.

A jutro? Co nas jutro spotka? Przestanie kaszleć? Poczuje się lepiej? Może jutro uda mi się chociaż trochę zabrać tego bólu. Żeby znów było szczęśliwe i zdrowe. 

I wzięłabym to wszystko na siebie, chociaż też nie czuję się zbyt dobrze. Ale wzięłabym, aby tylko było zdrowe. Moje dziecko.

Już kilka dobrych lat minęło, odkąd moje życie stało się parabolą uczuć i emocji. Od totalnej euforii, dzięki której pokochałam zabawy w kałuży, po głęboki smutek, który nie spływał wraz z deszczem podczas wyczekiwanego, samotnego spaceru. Już kilka dobrych lat minęło, odkąd zrozumiałam, że podczas niektórych sytuacji zawodzą mądre podręczniki. Ani techniki relaksacyjne, ani też porady innych mam czasami nie zdają egzaminu.

Zobacz. To już kilka dobrych lat, jak muszę być ekspertem w swoim domu, pomimo braku kompetencji. To już kilka lat, odkąd jestem ekonomistą, panią domu, czasami lekarzem i kreatorką najgłośniejszych, beztroskich zabaw. To już kilka lat odkąd nikt się mnie nie pyta, czy dam radę. Ja wiem, że muszę. Oni wiedzą, że i tak dam. A moje dziecko po prostu mi ufa. Nie oczekuje. Dla niego to normalne, że rodzice są bohaterami.

Skąd ja mam tyle sił na to wszystko? To jest pytanie. Czasami mi się wydaje, że nie mam ich wcale. A później jednak okazuje się, że pojawiają się w ekstremalnych sytuacjach, tak po prostu.

Jestem zmęczona, a potrafię zobaczyć, że z moim dzieckiem dzieje się coś złego. Jestem zaspana, a i tak czuję, że coś unosi się w powietrzu. Czasami to woń przypalonego garnka, a czasami zły humor, który rujnuje weekendy.

A jednak kocham ten bałagan. Kocham moje dziecko.

W moim domu czasami ktoś krzyczy. A tu ktoś komuś nadepnął na nogę. Tutaj ktoś znowu wdepnął w klocka. Później, że zupa nie taka, chociaż taka miała być. Że ja już mam trochę dość, tracę cierpliwość i liczę do trzech…

A oddałabym wszystko za pewność, że takich dni będzie mi dane przeżyć jeszcze setki tysięcy. Oddałabym wszystko, na co tak ciężko pracowałam, aby być pewnym, że policzę do trzech jeszcze nie jeden raz.

I to już kilka lat minęło, odkąd mam powód, żeby żyć. I to już tyle lat, odkąd kocham bezgranicznie i bezwarunkowo. Nigdy nie wiedziałam, że można tak bardzo. Tyle czasu zbieram z ziemi najdrobniejsze kawałki szkła. Parabola skrajnych uczuć i emocji, od euforii aż po smutek.

Żeby wiedzieć, czym jest miłość. Żeby cieszyć się z tych małych rzeczy. Żeby BYĆ, PRZEŻYWAĆ z moim dzieckiem.

A jutro? Nie wiem, jakie będzie. Wiem tylko, że przyniesie nowe wyzwania i ogrom szczęścia.

Jak ja to szczerze kocham, tego nie wie nikt. Naprawdę.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider