single-image

Co tak naprawdę robią matki? Czyli „Mama przyłapana”.

Aleksandra Broda

Jesteśmy największym i najważniejszym autorytetem dla naszych dzieci. Trzymamy nerwy na wodzy i potrafimy robić kilka rzeczy jednocześnie. Gdyby ktoś ukradkiem zamontował kamery w naszym mieszkaniu, a później puścił to do „internetów”, z pewnością wprowadziliby nagrodę Nobla w kategorii najbardziej wytrzymała istota na Ziemi i animatorka przygód z żelazkiem w tle.

Wyobrażacie to sobie? Nagle wychodzimy z domu, a tam tłum ludzi, który krzyczy: „Jak ty to robisz?! Jesteś najlepszą matką na Świecie!”. Kiedy uciekniemy od tego całego zamieszania, za rogiem dorwie nas dziennikarka, która wepchnie 1000 zł w dłoń i poprosi: „Pozwól, że przeprowadzę z tobą wywiad. Zdradź, jak ty to robisz. Drugie tyle dam Ci po wszystkim”.

Świat by oszalał. Wyszłoby na jaw, że my w tym domu naprawdę COŚ robimy. Że kurde faktycznie samo się nic nie robi. Że zamiast w cieplutkim kocyku, z syrami na wierzchu, to my przyjmujemy pozycję siedzącą (lub leżącą) przeważnie tylko w toalecie. A to psikus! Mało tego, gdyby zamontować pluskwy i minikamerki do naszych wyblakłych nieco płaszczy, świat by oszalał na wieść, że przed pracą potrafimy się ogarnąć, w pracy możemy dawać z siebie 200%, a po pracy co najmniej 300%. I żyjemy! Nie lewitujemy. Nie śpimy. Robimy. Cały czas coś. Nawet jak śpimy, to zawsze z jednym okiem otwartym do połowy. Tak na wszelki.

Ale wiecie, co jest najfajniejsze w tym wszystkim? Że te kamery zarejestrowałyby przełom w dziedzinie przesyconego filtrami Instagrama. Mamy, które uwierzyły w idealne życie, dostałaby pozytywnego szoku, na widok naszych nieposkładanych ubrań, zawalonego naczyniami zlewu i zapasem słodyczy w szufladzie. Wreszcie powiedziałyby: „A ja wierzyłam, że to ze mną jest coś nie tak”. Te kamery nawet zarejestrowałyby w niektórych domach parówkę na śniadanie i biały makaron na obiad. A między tym wszystkim przelot małego cukierka od kuchni do pokoju naszych dzieci.

PS. Te kamery uchwyciłyby nawet nasze przewracanie oczami i najmniejsze drgania naszych kącików ust, które układają się w niezły grymas.

Świat by oszalał, gdyby się dowiedział, jaki kawał dobrej roboty robimy. Że walczymy, nie poddajemy się, jesteśmy twarde. Że nasze życie, chociaż daleko mu do tego przesłodzonego (w 80% przypadków) Instgarama i telewizji, to jest prawdziwe. Realne. Namacalne.

I gdyby ludzie widzieli, co my takiego wyprawiamy, to pytaliby, jak to robimy i skąd bierzemy na to siły.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider