single-image

Co traci mężczyzna, który nie angażuje się w obowiązki domowe?

Aleksandra Broda

Wraca jak bumerang. Z każdym razem silniejszy, intensywniejszy i bardziej przerażający. Usługiwanie mężowi, czyli myślenie stereotypowe, które gdzieś jeszcze może być w głowach naszych babć, ale z pewnością nie naszych. Nie ma czegoś takiego, jak usługiwanie mężowi i nie ma czegoś takiego jak usługiwanie żonie. Nie ma, że jedna strona ogarnia całe mieszkanie, dzieci i rodzinne „sprawy” typu: wyjścia do lekarzy, zakupy.

I nie ma, że obowiązek tej drugiej strony to przyniesienie pieniędzy do domu i na tym się kończy. Bo nawet jeśli sobie na to „pozwolimy”, to w momencie, kiedy ta druga osoba również wróci do pracy, to będzie miała na głowie: pracę, dzieci, obowiązki domowe, sprzątanie, wizyty u lekarzy, opiekę nad dziećmi po pracy, zakupy. A druga: pracę. No i od czasu do czasu odniesie talerz do zlewu z wielką łaską.

Związek dwojga dorosłych ludzi to nie jest usługiwanie. Kiedy jesteś mężczyzną i chcesz, aby twoja partnerka odwalała za ciebie całą robotę, to wiedz, że tracisz to, co najcenniejsze.  Co zyskujesz? Czyste skarpetki, obiad, zwolnienie z obowiązków. A w gratisie zmęczoną, smutną i sfrustrowaną kobietę. Związek z drugą osobą może być cholernie cudowny i szczęśliwy. Wiesz, że masz obok przyjaciółkę, która zawsze cię wesprze, możesz z nią porozmawiać o wszystkim. Wiesz, że dla niej jesteś przystojny jak Gyllenhaal albo Gosling, chociaż wyglądem nie przypominasz żadnego. Codziennie jesteś obdarowywany uśmiechami, komplementami. Ona cię słucha, wierzy w ciebie. W ogóle jesteście cudowni, nawet jak się czasami pokłócicie o „głupotę”. Tak jest, jeśli ty ją wspierasz. Tak jest, jeśli nie traktujesz tego, że zarabiasz albo że zarabiasz więcej, jako zwolnienie z obowiązków. Tak może być, jak ona wyrzuca do śmieci resztki z talerza, a ty wkładasz je do zmywarki, żeby było szybciej. Żebyście razem to skończyli i zajęli się sobą. Obydwoje.

Ale jeśli nie robisz nic w swoim domu i pomyliła ci się kobieta ze sprzątaczką, czy opiekunką dzieci, to nie możesz za bardzo na to wszystko liczyć. I to nie chodzi o to, że związek to wyliczanki.  To nie chodzi o to, że ktoś w związku oczekuje czegoś w zamian, a powinno się robić wszystko bezinteresownie. Chodzi o to, że kobiety są zmęczone i zawiedzione. Często na tyle, że nie są w stanie ogarnąć domu, dzieci, pracy i być jeszcze dobrymi rozmówczyniami, przyjaciółkami i uśmiechniętymi, rozpromienionymi kobietami. One się duszą i krztuszą dla dobra RODZINY. Wy się cieszycie, że macie łatwo, chociaż i tak nie omieszkacie narzekać.

Ale zarówno ty, jak i Twoja partnerka tracicie na tym WSZYSTKO. Tracicie dzieci, które mają: zmęczoną mamę i ojca, który nie wie, jaki jest numer do przychodni i nie umie zrobić zupów. Dzieci w takich warunkach nie nauczą się ani równouprawnienia, ani partnerstwa. Ty tracisz przyjaciółkę, której uśmiech może rozpromienić twój dzień. Ty tracisz kobietę, której komplement potrafi podwyższyć twoją wartość. Ty, mężczyzno, tracisz dobre słowo na dzień dobry i dobre słowo na dobranoc. Tracisz kogoś, kogo kiedyś tak kochałeś.

I to samo traci twoja zmęczona partnerka, która jest nią tylko dlatego, że sprząta i przejmuje obowiązki. Myślisz, że ona nie potrzebuje przyjaciela? Że ona nie chciałaby zbudować związku opartego na zaufaniu i ZROZUMIENIU? Ona chciałaby odczuć, że ten DOM, to wspólny, i naprawdę przypomnieć sobie, jak to jest znowu cię kochać. I czuć się kochaną. 

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider