single-image

Cukierki albo bańki mydlane. Co przynosi mały solenizant do szkoły? NOWA MODA!

Aleksandra Broda

Coraz więcej przedszkoli oraz szkół zabrania przynosić uczniom cukierki w ramach urodzin. To wszystko ze względu na rosnącą świadomość dotyczącą cukru w diecie oraz alergii pokarmowych u dzieci. Jak wiadomo, dzisiaj duża część pociech zmaga się z licznymi uczuleniami.

Cofnijmy się kilkanaście lat wstecz, gdzie każde dziecko w swoje urodziny przynosiło woreczek „cuksów” i częstowało nimi nauczycieli i swoich kolegów z klasy. Jak to była radość! Pamiętacie to jeszcze? Najgorsze były „raczki”, bo mało kto je lubił.

W ostatnich latach jednak zrezygnowano z tego pomysłu, z wyżej wymienionych powodów. Czy to była dobra decyzja? Opinie są oczywiście podzielone. Przedszkola i szkoły zaproponowały różne alternatywy: w niektórych placówkach można przynosić suszone owoce, galaretki, a nawet drobne upominki. I właśnie „te drobne upominki” podzieliły matki oraz same dzieci. Dlaczego?

Ponieważ „drobne upominki” dla każdego znaczą co innego, a w dużej mierze zależą to od możliwości finansowych rodziców. I tak o to, jednego dnia Kacper przynosi bańki mydlane opakowane w piękną folię, a kilka dni później Marysia przynosi do szkoły suszone owoce. A dzieci? Jak to dzieci – bardziej ucieszą się z baniek mydlanych, które można zabrać do domu, albo książeczki, niż z garstki chipsów jabłkowych. Marysi zrobi się przykro, a rodzicom głupio. No ale przecież nie każdy ma czas zapakować pięknie upominek i przede wszystkim – nie każdego stać, aby zafundować całej klasie po niezłym gadżecie.

Czytając ostatnio komentarze pod postami blogerek, które przedstawiły swoje „alternatywy” słodyczy, dowiedziałam się kilku istotnych rzeczy. Przede wszystkim tego, że zbliżające się urodziny pociechy zawsze wywołują zamieszanie w domowym budżecie i w samych rodzicach. Bo jak się okazało, niektórzy opiekunowie wysyłają swojego solenizanta z workiem baniek mydlanych, czy też jojo. Niektórzy z kolei specjalnie na tę okazję zamawiają z internetu specjalne folie, aby pięknie zapakować owoce i „drobne upominki”.

Ale przecież każdy daje to, na co go stać!

I oczywiście, że tak jest. I nawet nie mamy nic przeciwko. Ale jako portal, który stoi przede wszystkim za rodzicami i zdrowym rozsądkiem, rozumiemy zmartwionych rodziców. Czy nie byłoby lepiej, aby każde przedszkole, lub szkoła określiła, co uczeń może przynieść w dniu swoich urodzin? Żeby właśnie nie było sytuacji, w których dzieci czułyby się gorsze, lub zranione, bo nie przyniosły „czegoś namacalnego”. I tutaj już nie chodzi o to, że jest to kwestia wychowania. Żeby dziecku mówić, że to się nie liczy. Że każdy daje to, na co go stać. I nawet nie chodzi tutaj o wpajanie dobrych wartości. Bo każdy rodzic powinien to robić cały czas.

Tutaj chodzi bardziej o to, że szkoła to miejsce, w którym nie powinno być podziału. Miejsce, w którym każde dziecko powinno czuć się dobrze i wyjątkowo ze względu na swój charakter, a nie ze względu na to, co przynosi do szkoły. A dzieci, jak to dzieci – potrafią się zasmucić, czy też „dopiec” koleżance i to nawet nie chodzi o kwestię wychowawczą, ale o bezpośredniość, którą mają w naturze.

Kiedyś cukierki rozdawane przez solenizanta były formą poczęstunku, à la imprezy urodzinowej zorganizowanej w ciągu pięciu minut lekcji. Dzisiaj zamiast cukierków mamy suszone owoce, co oczywiście też jest super pomysłem. Ale obdarowywanie swoich koleżanek i kolegów upominkami z okazji SWOICH urodzin, całkowicie mija się z celem. W końcu to solenizant, jeśli już, powinien dostać prezent od swojej klasy. Nie mówiąc już o rodzicach, którzy nie mają czasu, albo pieniędzy, aby zorganizować prezenty dla całej gromadki.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider