single-image

Czy warto zapisać się do szkoły rodzenia?

Joanna Jesiołowska

Ogrom informacji jaki spada na nas kiedy jesteśmy w ciąży jest wręcz przytłaczający. Fora internetowe kwitną, ale nierzadko powodują niepotrzebny stres i mętlik w głowach przyszłych mam. Dlatego zdecydowanie odradzam akurat tę formę zdobywania wiedzy. Jeśli zależy nam na rzetelnych informacjach najlepiej sięgać do publikacji medycznych, blogów prowadzonych przez profesjonalistów, książek czy też zachęcam do posłuchania praktyków, którzy prowadzą zajęcia w szkołach rodzenia lub szkolenia dla rodziców.

Czy dla każdego szkoła rodzenia jest dobrym rozwiązaniem? Na pewno nie. Musimy sami przeanalizować jaki styl uczenia się preferujemy. Czy w szkole docierało do nas jedynie to co wysłuchaliśmy podczas lekcji? Czy może woleliśmy wszystkie zagadnienia przeanalizować w zaciszu domowym? Dla 100-procentowego wzrokowca szkoła rodzenia nie będzie najlepszym rozwiązaniem. Lepiej wtedy wybrać jakąś szkołę on-line lub po prostu zaopatrzyć się w dobre książki. Za to kinestetyk może czuć się na takich zajęciach jak ryba w wodzie.

Szkoła szkole nierówna. W większych miastach mamy szeroki wachlarz szkół rodzenia. Przede wszystkim musimy się zastanowić czy wybieramy zajęcia prowadzone przy szpitalu czy w szkole prywatnej. Tu ważne są nasze własne priorytety i indywidualne cele. Czy najważniejsze jest dla nas poznanie pracowników szpitala i kontakt z położnymi, które pracują w nim na co dzień? Czy priorytetem jest cena? Nie oszukujmy się, ale wyprawka dla malucha kosztuje, a rozpiętość cenowa prowadzonych zajęć jest ogromna. Najważniejsze to zrobić dobry wywiad. Dla mnie najbardziej cenna jest różnorodność. Nie wiem czy dałabym radę słuchać przez 8 godzin o samym porodzie. Dlatego dobrze jeśli szkoła oferuje zajęcia o różnej tematyce, ale też kiedy każdy wątek jest prowadzony przez innego specjalistę. I to najlepiej jeśli są to praktycy z krwi i kości, na co dzień pracujący z dziećmi lub z kobietami w ciąży.

Czy ja zdecydowałabym się jeszcze raz na szkołę rodzenia? Myślę, że tak. Mimo, że nie wszystkie zajęcia mi odpowiadały. Bo jeśli np. większość uczestniczek jest po 30 tygodniu ciąży, a ktoś nam mówi o żywieniu w I trymestrze to uważam, że są to zajęcia niedostosowane do potrzeb odbiorców. Za to już zajęcia z fizjoterapeutką, pracującą  na oddziale intensywnej terapii noworodków były naprawdę świetne i osobiście uważam je za najważniejsze podczas całego kursu. Nie ukrywam, że dla mnie ważna była też ogólna wiedza dotycząca wyprawki do szpitala, jakie dokumenty przygotować, jakie kobieta ma prawa podczas porodu, jak napisać plan porodu i jakie są możliwości rozwiązania ciąży. Oczywiście wszystko można znaleźć w sieci, ale położna bardzo rzeczowo przedstawiła nam wszystkie aspekty i zwróciła uwagę na niuanse, na które w internecie się akurat nie natknęłam. Bardzo ciekawe i naprawdę warte zainteresowania są też szkolenia, często bezpłatne, organizowane przez różnych sponsorów. W ciągu ok. 3h mamy kilka krótkich prelekcji i naprawdę każdy znajdzie podczas takiego cyklu ważny dla siebie temat.

„Po co Ci szkoła rodzenia? Ja 3 dzieci wychowałam bez tego”. Pewnie większość kobiet słyszała tego typu wypowiedzi. Ja osobiście też i to wielokrotnie. Czy się z tym zgadzam? No, nie. Świetnie podsumował tego typu podejście bardzo znany fizjoterapeuta podczas szkolenia, w którym uczestniczyłam: „Każdy niemowlak poradzi sobie z nawet najbardziej niedoświadczonym i najmniej świadomym rodzicem”. Z jednej strony jest to bardzo pocieszające, bo kierowani instynktem po prostu wiemy co robić. Nie mamy możliwości przygotować się do macierzyństwa w 100%. Trzeba być elastycznym, szybko reagować na potrzeby malucha i często lepiej jak się za wiele przy tym nie myśli. Jednak szkolenia dają nam fajną bazę, zwracają uwagę na aspekty, o których pierworódka po prostu nie może wiedzieć. Poza tym wiedza dotycząca rozwoju dzieci zmieniła się diametralnie przez ostatnie 30 lat. Więc stosowanie tych samych metod jak kiedyś nie ma dla mnie sensu. Poza tym myślę, że im więcej wiemy przed urodzeniem dziecka, tym łatwiej jest przefiltrować pewne informacje i wyrobić sobie swoje własne poglądy. Czytanie „na gorąco”, gdy w dodatku każdy pisze i mówi coś innego, może wywołać konsternację i w efekcie po prostu nie wiemy co mamy robić.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider