single-image

Dla wszystkich mam, które mają (lub miały) złamane serce

Aleksandra Broda

Im intensywniej bijące serce, tym łatwiej je złamać. Im bardziej rozgrzane policzki, tym szybciej się wychładzają. Im więcej zapasu nadziei w kieszeniach, tym żwawiej się ona ulatnia. I tylko poduszka, która chłonęła zapachy miłości, tymi zapachami zostanie przesiąknięta na wieki. Chyba że ją wyrzucisz. Ale wiem, że to nie jest łatwe.

„Zobaczysz, dzieci Ci wszystko wynagrodzą”. „Przy dzieciach szybciej zapomnisz”. A jednak nie jest łatwiej. Totalne bzdury. Dzieci nie są i nie powinny być plastrem na złamane serce dorosłych. Dorosłość na tym polega, że starasz się płakać tak, aby nikt nie zauważył. Że starasz się uśmiechać nawet wtedy, kiedy kąciki ust ciągną w dół. Kiedy musisz być obecna tu i teraz, chociaż myślami jesteś daleko stąd. Mama ze złamanym sercem. Z ulatniającymi się nadziejami, w głębokim smutku, żalu…

Ile to jeszcze potrwa? I jak w ogóle o tym zapomnieć, skoro macie dzieci? Tyle jeszcze spraw przed wami. „No przestań się przejmować! Masz dla kogo żyć”. Kolejny tekst, który wrzucasz do worka na śmieci, chociaż zaczynasz popadać w poczucie winy. Jak inne to robią, że tak szybko stają na nogi? A może da się to wszystko jeszcze naprawić?

Smutek zamienia się w złość, by za chwilę wkurzenie stało się żalem. Zaglądasz do kieszeni, a tam nadziei już nie ma. Dotykasz swoich bladych policzków, ale coraz bardziej przyzwyczajasz się do ich niższej temperatury. Już nie płaczesz tak często. Często łapiesz się na tym, że już prawie o tym nie myślisz. Ale te wieczory… Wciąż jakieś takie obce, samotne i puste. No i ta poduszka.

Z każdym dniem jest jakoś lżej, ale w dalszym ciągu pojawiają się łzy. Nie jest to jednak morze, lecz kilka kropel, które samowolnie spływają po policzkach. „Mamo, a ty nie wrócisz już do taty?”.

Nie wrócę, kochanie. Wyrzucasz poduszkę. Mama ze złamanym sercem. Mama, która nie daje odczuć, że coś jest nie tak, że sobie nie radzi. Wyrzucasz i czekasz, chociaż presja jest ogromna. Z jednej strony wyrzuty sumienia, że dzieci zostały pozbawione pełnej rodziny. Z drugiej strony złamane serce i konfrontacja z największym wrogiem. Ze swoim poczuciem winy, ze swoim wstydem. Ze swoim złamanym sercem, o którym żadne podręczniki dla mam nie mówią.

I pewnego dnia, budzisz się swobodnie. Nie myślisz o tym, co się wydarzyło. Wstajesz i wiesz, że już wszystko będzie dobrze. Ile czasu minęło? Być może nawet rok. Ale dzisiaj jesteś silniejsza. Dzisiaj już nie masz załamanego serca. Dzisiaj nabrałaś rumieńców i zrozumiałaś, że to Twoje samopoczucie nadaje im kolorów.

Cieszę się, że dajesz sobie czas i przyznajesz, że ktoś Cię mocno zranił. Nie można ukrywać przed sobą, że wszystko jest ok. Być może masz złamane serce, a być może przeszłaś już to wszystko i żyjesz szczęśliwie. Nie jestem tu po to, aby Cię pocieszać i mówić, że wszystko będzie dobrze. Jestem tutaj po to, aby powiedzieć Ci, żebyś dała sobie czas.

Bo właśnie ten czas, trudne rozmowy między własnym „ja” a sercem są najlepszym lekarstwem na złamane serce.

Daj serduszko pod tym postem na Facebooku, aby Twoja znajoma, która ma teraz złamane serce, wiedziała, że ktoś ją rozumie. Jeśli masz ochotę – skomentuj. Bardzo często temat rozstań sprowadzany jest tylko do tego, jak zrobić tak, aby nie ucierpiały dzieci. To bardzo ważne i w pełni się z tym zgadzamy. Nie należy jednak zapominać o kobietach, którym jest z tym wszystkim źle.

Dziękuję.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider