single-image

Dziecko wybiega na ulicę – jak radzić sobie w takiej sytuacji?

Agata Filewicz
Kiedy zauważamy, że nasze dziecko biegnie w kierunku ulicy uruchamia się w nas szereg reakcji i emocji. Silny strach o bezpieczeństwo i zdrowie malca powoduje szybkie złapanie go i zabranie z dala od jezdni. Bezpieczna odległość i analiza sytuacji wywołuje ulgę, że nic się nie stało. Jednak po chwili zmienia się ona w złość na dziecko, jego niefrasobliwość i nieposłuszeństwo, co często wywołuje w rodzicach chęć wymierzenia klapsa. Czy jest to właściwa reakcja?

Zacznijmy od tego, że emocje, wywołane w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia naszych dzieci są naturalne i trudno się im dziwić. Kochamy nasze pociechy, więc jak tylko potrafimy staramy się je chronić przed niebezpieczeństwami. Warto jednak pamiętać, że prawo do emocji to jedno, a wyrażanie ich – to drugie. Działanie z rozsądkiem jest niezwykle ważne, ponieważ od niego zależy jaki osiągniemy skutek.

Jak więc mądrze zachować się w sytuacji, kiedy malec wybiega na ruchliwą ulicę, a rodzic chce, aby nic mu się nie stało i nigdy więcej tego nie robił? Możemy wyróżnić kilka ważnych kroków:

1. Najlepiej byłoby po prostu unikać spacerów przy jezdniach, przynajmniej do czasu, kiedy pociecha zacznie respektować nasze przestrogi. Niestety nie zawsze mamy taką możliwość, dlatego najlepsze co możemy zrobić to pilnować dziecka baczniej niż w innych miejscach. To my jesteśmy za nie odpowiedzialni i to nasz brak czujności może spowodować nieszczęście.

2. Pilnowanie, aby dziecko szło blisko rodzica to nie tylko próba trzymania go za rękę czy gonitwa za uciekającym brzdącem, ale także umiejętność zaaranżowania zabawy, która go zaabsorbuje i nieco „spowolni”. Na przykład: proponujemy, aby określona odległość (do najbliższego znaku/ławki/drzewa) została pokonana w podskokach lub tylko na jednej nodze albo idąc tyłem itp. Mogą to być też rodzaje kroków, jak „słoniowe”, „mrówcze”, „dziwaczne”. Dzieci lubią wyzwania, więc jest szansa, że na niebezpiecznym odcinku wykonywanie zadania będzie bardziej atrakcyjne niż ucieczka.

3. Rozmowa z dwu-, trzylatkiem może wydać się abstrakcyjnym pomysłem, jednak lepiej jej nie lekceważyć. To prawda, że malec nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji uderzenia przez samochód, nie jest w stanie wyobrazić sobie bólu, a czasami nasze tłumaczenia traktuje jak zabawę, ale można mieć pewność, że w którymś momencie zacznie to akceptować, a z czasem i rozumieć. Potrzeba jedynie cierpliwości i konsekwencji. Dobrym pomysłem jest rozmawianie z dzieckiem przy innych okolicznościach, np. kiedy się przewróci czy uderzy. Opisując ból, który wówczas odczuwa można nawiązać do tego, co może się zdarzyć kiedy wybiega się na ulicę.

4. A jeśli jednak nie unikniemy tej pełnej emocji sytuacji? Najlepiej jest szybko i pewnie zabrać dziecko w bardziej bezpieczne miejsce i przez chwilę nie mówić nic, nie okazywać uczuć. Dzięki temu damy sobie szansę, aby się uspokoić i podejść do tematu bardziej konstruktywnie. Na pewno nie jest to dobry moment na rozmowy czy pouczanie, ponieważ nasza frustracja i wzburzenie wzbudzi w dziecku lęk i bunt przed nami, a nie konsekwencjami wbiegania na jezdnię. Po kilku minutach możemy spróbować opowiedzieć dziecku o naszych uczuciach – o lęku o jego bezpieczeństwo, a nawet złości na brak posłuszeństwa w tak poważnej sprawie.

5. Czemu nie klaps? Przede wszystkim dlatego, że uderzenie odwróci uwagę dziecka od tematu, a przecież chcielibyśmy skoncentrować się na zagrożeniu, płynącym z uderzenia przez auto. Do tego klaps spowoduje opaczne zrozumienie naszego przekazu. Mianowicie, że nie wolno tego robić, kiedy rodzic widzi. Oczywiście z uderzeniem wiążą się inne skutki, jak np. przyzwolenie na bicie innych i załatwianie spraw siłą, brak faktycznego zrozumienia sytuacji i ograniczenie zaufania do rodziców, a w konsekwencji próby robienia rzeczy zakazanych za ich plecami.

Warto szukać innych rozwiązań, nawet jeśli jesteśmy przekonani do swoich. Zawsze może się okazać, że są o niebo lepsze!

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider