single-image

Jesteśmy smutni i sfrustrowani? Na to wychodzi, ale możemy to zmienić

Aleksandra Broda

Polska zajmuje 40 miejsce w rankingu Szczęśliwości Krajów. Takie badania przeprowadził zespół niezależnych ekspertów. I chociaż w ciągu kilku lat poprawiliśmy znacząco wynik, wciąż nie jest on satysfakcjonujący. Oprócz tego jeszcze w tym roku 40% Polaków przyznało, że są sfrustrowani. Tak wynika z badania „Nastawienie do finansów”, przeprowadzonego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. O czym świadczy nasze niezadowolenie? I czy my w ogóle potrafimy cieszyć się tym życiem?

„Nastawienie do finansów” pokazuje, że najczęstszym powodem naszej frustracji są niskie zarobki. 22% z nas denerwuje stan zdrowia, który nie jest dobry. Zaraz obok oczywiście są wysokie wydatki na leczenie i leki. 11% Polaków narzeka na swój wygląd, a 10% na partnera. Tak więc można powiedzieć, że jednak większość rzeczy, przez które chodzimy sfrustrowani, są nałożone z góry, a ostatnie wybory udowodniły, że nie mamy na to wpływu. A przynajmniej chciały nas nieco zniechęcić, aby przestać „walczyć” z tym wszystkim. Jeśli chodzi o badania „World Happiness Report 2019” wskazujemy jasno, że najbardziej unieszczęśliwia nas korupcja, która jest i którą widać.

Ja zauważyłam jedną, bardzo istotną zależność. Większość z nas zarabia mało (chociaż pracuje bardzo ciężko), a problemy ze zdrowiem wiążą się z tym, że nie zawsze nas stać na zdrową żywność, której ceny wciąż idzie w górę. Wykorzystują to koncerny farmaceutyczne. Większość Polaków, zamiast zainwestować we właściwą dietę, woli kupić gotowe rozwiązanie w aptece, które działa tylko na chwilę, albo i wcale. Ten problem dotyczy głównie emerytów i rencistów, którzy całe życie pracowali na to, aby teraz żyć od piętnastego do dwudziestego. Reklamy również nie pomagają. Dawno nie widziałam dobrego spotu, który zachęcałby do zdrowego odżywiania. Zamiast tego, dowiedziałam się, że jak mam „frustrację” to muszę sięgnąć po ziołowy lek.

W każdym razie musimy nauczyć się szczęśliwie żyć. Chociażby dla dobra naszych dzieci. Do pewnego czasu byłam osobą, która bardzo przejmowała się tym wszystkim, co się dzieje. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że świata nie zbawię. Ale mogę iść na wybory i sprzeciwiać się rzeczom, które moim zdaniem szkodzą Państwu. Nie jesteśmy jednak portalem politycznym. Robimy wszystko, aby motywować rodziny, aby się nie poddawały i próbowały żyć pełnią życia. Da się to zrobić, chociaż wymaga to wiele czasu. Weźmy jednak pod uwagę to, że mamy dzieci. Coraz więcej z nich choruje na zaburzenia psychiczne, ma problemy ze zdrowiem fizycznym. W jakiś sposób jesteśmy temu winni. Dzieci nie wiedzą, co się dzieje na tym świecie. One widzą nas i chłoną nasze problemy i nastroje jak gąbka. Czas powiedzieć STOP.

3 kroki, dzięki którym możemy być szczęśliwsi.

Przede wszystkim możemy wprowadzić zbilansowaną dietę, chociaż kosztuje coraz więcej. Wtedy będziemy mniej sfrustrowani. Pieniądze, zamiast wydawać na rzeczy, które nie działają, będziemy mogli przeznaczyć na drobne upominki i kilo dobrych, soczystych jabłek.

Po drugie, możemy przestać patrzeć na innych. Że inni mają to, a my nie mamy. Że chcielibyśmy to, bo inni tak mają, zarabiają tyle samo, a jednak mają. Wiem, wiem. To miało tak zabrzmieć. Skupmy się na sobie i na naszych realnych potrzebach. Czasami mam wrażenie, że niektórym ludziom pomyliły się priorytety. Pamiętajmy, że nasze dzieci mają zachcianki i potrzeby. Zachcianki możemy odstawić na bok, a potrzeby bliskości i miłości musimy zaspokajać. Musimy je żywić zdrowo i dbać o nie. To jest realna potrzeba.

Szczęście możemy sobie podarować. Uśmiechając się do siebie będąc w pracy. Możemy być życzliwi dla innych, nawet jeśli zdenerwował nas pracodawca. (Swoją drogą, on też nie ma lekko!). Możemy przestać oceniać, piorunować wzrokiem. Ostatnio znów zauważyłam wylew jadu. Wchodzę do sklepu i mam wrażenie, że zostanę zaraz zjedzona przez ekspedientkę. Chcę coś załatwić w Urzędzie, a jestem traktowana jak nieproszony gość. Ale mam na to tajną broń! Ja zawsze staram się uśmiechać. Wiem, że to do mnie wróci. Szczęście wraca, dobro wraca. A na mnie patrzą dzieci. Nie chcę ich chronić przed jadem, bo wiem, że w dorosłym życiu dostaną nie jeden raz opluci. Ale chcę im pokazać, że pomimo tego wszystkiego, tej całej gonitwy, ja jestem szczęśliwa. Bo moje szczęście definiuje moja rodzina, ja sama. I pomimo tego, że świat pozostawia dużo do życzenia, wyłączam się i staram się jakoś dojechać do mety bez większego szwanku.

Ot, taka recepta na szczęście. Macie jakąś swoją? 

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider