single-image

„Kobiety bardzo często są ofiarami tyranów, a nawet o tym nie wiedzą”. Wywiad

Aleksandra Broda

Nie wiem, od czego to zależy, ale tak jest. Bardzo często wchodzimy w związki z miłości, a wychodzimy z nich obdarci z uczuć. Czy to ludzie się zmieniają? Okoliczności? A może w każdym z nas drzemie jakaś zła siła, która może, chociaż nie musi się ujawnić?

Pewne jest to, że często miłość zmienia się w przytłoczenie, a nawet koszmar. Ktoś, kto obiecywał nam szacunek, wierność i uczciwość, okazuje się mieć całkiem inne zamiary. Bawił się nami? Stracił zainteresowanie? A może po prostu odechciało mu się walczyć?

Beata ma dzisiaj 40 lat. Jak twierdzi, przeżywa drugą młodość, ale nie ze względu na prawie dorosłe dziecko, ale przez wzgląd na to, że wzięła rozwód. Śmiało mówi o tym, że dopiero od pewnego czasu czuje się kobietą. Wreszcie jest zadbana i… wypoczęta psychicznie.

Ile lat byliście parą?

Zaczęliśmy spotykać się, kiedy miałam 18 lat. W wieku 22 wzięliśmy ślub. Marek był w moim wieku. W rok po ślubie urodziłam dziecko.

Czyli to była szkolna miłość? Dojrzewaliście razem, wchodziliście w dorosłość.

Owszem. Znaliśmy się i tak już wcześniej, ale oficjalnie na pierwszą randkę poszliśmy zaraz po mojej osiemnastce. Wtedy jeszcze ślub w młodym wieku był czymś normalnym, moim zdaniem szybko zdecydowaliśmy się na niego.

Pracowaliście?

Tak. Marek po skończeniu technikum miał zapewnioną pracę w zakładzie ojca, a ja pracowałam jako kelnerka i obsługa hotelowa. Zawsze wiedzieliśmy, że na studia nie pójdziemy. Naprawdę wszystko dobrze szło. Po ślubie z pomocą rodziców mogliśmy kupić sobie już małą kawalerkę. Zaraz po tym zaszłam w ciążę.

Mówisz, że jesteś ofiarą męża „tyrana”, a jednak się rozumieliście. Kiedy to się zaczęło psuć?

Jak urodziłam syna. Mój instynkt podpowiadał, że od teraz muszę dbać o dom, o męża i dziecko. Zresztą zostałam wychowana tak, że to kobieta w domu sprząta, gotuje i chodzi na zakupy. Mój mąż miał fizyczną pracę, więc musiałam go „nakarmić”, uprać rzeczy. Z kolei Marek dorastał w domu, w którym ojciec był głową rodziny, ale jednak harował ponad 8 godzin i należał mu się szacunek i spokój. Tak zostaliśmy wychowani i tego od siebie oczekiwaliśmy wzajemnie…

Mogę przypuszczać, że wyczerpały Ci się moce? Potrzebowałaś jednak pomocy? Wiem, jak to jest.

Na początku to potrzebowałam głównie zainteresowania. Synek przesypiał całe noce, więc wieczory mieliśmy dla siebie. Mój mąż jednak nie chciał ze mną za bardzo spędzać czasu. Czasami zapytał, jak minął dzień i czy zdążyłam mu zrobić pranie, bo czyste majtki mu się już kończą. […] Później syn poszedł do przedszkola, a ja wróciłam do pracy. Pracowałam dalej w hotelu, szefowa poszła mi na rękę, więc pracowałam co drugi dzień po 6-7 godzin. Czasami było tak, że w niedzielę przyjmowaliśmy naprawdę dużo wycieczek i musiałam pracować 12 godzin, ale mój mąż twierdził, że nie da sobie rady z synem. Czasami na ten czas szedł do dziadków, a czasami rezygnowałam.

Kiedy Twój synek poszedł do przedszkola? Czasami mężczyźni boją się zostawać z niemowlakami, ale ze starszymi dziećmi?

Mój syn poszedł do przedszkola w wieku 3 lat, a mój mąż dalej nie wiedział, co lubi jeść na śniadanie, albo jak poznać, że zupa skisła. Tłumaczyłam to sobie tym, że przecież to normalne. Mój ojciec nigdy nie ugotował nam obiadu. Nigdy nie widziałam go, jak rozwieszał pranie. Moja mama harowała w hurtowni, a po pracy zajmowała się nami i domem. Nie wiem, jak ona to robiła, ale zawsze było czysto i nagotowane na dwa dni. Wysoko postawiła mi poprzeczkę – tak wtedy myślałam. […] Doszło do tego, że jak miałam właśnie jeden dzień wolnego, to przychodził z pracy i ręką wycierał meble, czy przypadkiem się nie nudziłam. Wiem, że brzmi to zabawnie, jak z „Perfekcyjnej Pani Domu”, ale zapytajcie inne kobiety, które żyły z tyranami, to powiedzą, że miały to samo.

Ile miesięcy, lat tak żyłaś?

Kiedy syn skończył 10 lat, był już na tyle samodzielny, że mogłam trochę więcej pracować. Zapragnęłam również zapisać się na tańce, to było moje spełnienie marzeń. Mąż kategorycznie mi tego zabronił, mówiąc, że w domu jest tyle roboty i lepiej, żebym się NIM zajęła. Wtedy powiedział mi, że czuje się zaniedbany. Zaproponował nawet częstsze wyjścia na miasto, do kina. Tak się z tego ucieszyłam, że szybko zapomniałam o tańcu. Do kina poszliśmy w sumie jeden raz…

Dlaczego? Co więc robiłaś po pracy?

To samo, co wcześniej. Prałam, prasowałam, gotowałam na dwa dni. Odrabiałam z synem lekcje i spędzałam z nim czas. Mąż tylko się przyglądał, dalej sprawdzał, czy wszystko jest na miejscu. Na tym jego rola w domu się kończyła.

A wieczory?

Wieczorami nawet na mnie nie spoglądał. Dużo czytał, grał w jakieś gry. Nasze życie umierało, zarówno te uczuciowe, jak i fizyczne. Żyłam pod ciągłą presją: „Doczepi się, że wyprałam w złym proszku, czy puści płazem”. Z czasem zaczęły przeszkadzać mu moje dania, a nawet to, w jaki sposób się poruszam. […] Jedyne co mnie wtedy cieszyło, to mój syn.

Czy Twoje dziecko widziało, co się działo?

Nie. My go też wychowaliśmy w przekonaniu, że tak ma być. Że kobieta stara się o dom i pracuje, a mąż tylko pracuje, bo ma ciężej. Synek bardzo ojca kocha. Wtedy też mógł się do niego przytulić, czasami porozmawiać. Wiedział, że taty nie można prosić o pomoc w lekcjach, bo to obowiązek mamy. […] Dopiero z czasem zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo skrzywdziłam syna takim obrazem rodziny. Popatrzyłam na niego i pomyślałam, że on też niedługo pozna swoją miłość. Nie chciałam, aby jego dziewczyna prała mu majki, lub podstawiała pod nos obiad. Pragnęłam, aby u niego wszystko było inaczej. Lepiej. Bardziej fair. Zrozumiałam, że to wszystko jest bez sensu.

Podjęłaś wtedy jakieś kroki? Czy rozmawiałaś z mężem o tym?

Kiedyś próbowałam, ale mąż był z tych, co pozjadał wszystkie rozumy. Zresztą… Naprawdę. My tak zostaliśmy wychowani. Mówił mi, że powinnam leczyć się psychicznie, że przecież nie mam na co narzekać. Gubiłam się w tym wszystkim…

Ale jednak podjęłaś decyzję o rozwodzie.

Tak. Po kilku latach mój dół się powiększył. Czułam się zaniedbana, niekochana i w ogóle nie czułam się kobietą. Goście w mojej pracy dawali mi kwiaty, dziękowali za miły pobyt. W domu harowałam równie ciężko, nigdy, wierzcie mi, nigdy nie dostałam złamanego kwiatka ani „dziękuję”. Ciągle tylko: Wypierz. Zrób zakupy. Pamiętaj o tym i o tym. […] Punktem zapalnym mojej decyzji była szczera rozmowa z moją mamą, która była bardzo spontaniczna.

Opowiesz o niej?

Moja mama miała imieniny. Nigdy nie była zwolenniczką imprez, ale postanowiłam zrobić jej niespodziankę. Syn nocował u kolegi, a ja kupiłam dwie butelki czerwonego wina i czekoladki. Zrobiłam jej niespodziankę. Bardzo się ucieszyła. […] Po trzech lampkach zapytałam jej:
– Mamo, a ty nie byłaś nigdy zmęczona, kiedy nas wychowywałaś?
– Byłam i to bardzo, kochanie.
Opowiedziała mi o tym, że niejednokrotnie była zdana na siebie, ale wciąż próbowała usprawiedliwiać ojca. Powtarzała, że miał swoją firmę, ciężko pracował. Ja czułam coraz gorsze wyrzuty sumienia i zaczynałam pogrążać się w nich. Najwidoczniej zrozumiała mój nastrój. Zapadła cisza. A później zaczęła płakać. Przytuliła mnie i powiedziała coś w stylu:
– Przepraszam. Wiem, że ty jesteś zmęczona. Nie popełniaj mojego błędu. Nie daj się złapać. Teraz wszystko jest inaczej. Myślisz, że nie widzę, ile Cię to wszystko kosztuje? Uciekaj. Ja nie miałam odwagi. Teraz już jest w porządku, ale najlepsze lata przetrwoniłam.

Bardzo szczera rozmowa. Co po niej zrobiłaś?

Zrozumiałam, że mam wsparcie w mojej mamie. Zawsze się jej bałam. Uważałam ją za wzór. Chciałam być taka świetna jak ona. Okazało się, że moja mama żałuje… Z jednej strony cios, a z drugiej jakaś siła. […] Rozwiodłam się. Nie liczyłam, że się z kimś zwiąże. Bardzo szybko jednak miłość zapukała do moich drzwi. Byłam w szoku, widząc mężczyznę z mopem, który potrafi ugotować rosół. Do tej pory każdy dzień z nim to dla mnie coś nowego. Dalej sprzątam i pracuję. Tym razem jednak nie jestem w tym wszystkim sama. Kiedy mój szok całkowicie ustanie, kto wie, może stwierdzę, że to ten właściwy?

Życzę Ci tego! Wszystkiego dobrego, jesteś WIELKA.

Dziękuję!

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider