single-image

KOCHAM. CZUJĘ, CHCĘ MIEĆ PRAWO

Aleksandra Broda

Raczej nie zobaczysz mnie na protestach z wielkim transparentem: „***** ***”. Raczej nie usłyszysz z moich ust przekleństw i gróźb w stronę proliferów i rządu (zamiast krzyku, wolę argumenty. Nauczyłam się tego z czasem). Raczej nigdy nie wypowiem się szorstko i zimno o aborcji. Bo ta jest dla mnie czymś bolesnym, ale i niezwykle intymnym. Aborcja nie jest czymś prostym i nie uważam, że prosto należy o niej mówić.

A mimo to, kiedy rok temu zaostrzono prawo do aborcji, stałam wśród tłumu, maszerowałam i pogrążałam się w żałobie. Bo nic innego nie zostaje, niż pogrążyć się w niej, kiedy po raz kolejny środowisko skrajnej prawicy uderza w kobiety i wątpi w ich mądrość, miłość i uczucia. A jak nie wątpi, to chce za wszelką cenę pokazać, że oni wiedzą lepiej i to oni mają prawo decydować. Decydować za każdą kobietę w tym pięknym, chociaż coraz bardziej chorym Kraju.

„Ja bardzo chcę żyć. Mam dla kogo żyć”

„Ja bardzo chcę żyć. Mam dla kogo żyć” – powtarzała 30-letnia Iza, która zwijała się z bólu, z ogromnie piekielną gorączką. W domu czekał na nią kochający maż i córeczka. Córeczka, której obiecała, że wróci, kiedy jeszcze miała na to nadzieję.

I nie wiem, czy wypada, czy mi wolno, czy tak mogę. Ale ja bym wolała pożegnać się z nadzieją rosnącą pod moim sercem, niźli z córeczką, z całą moją rodziną. Wybrałabym nie siebie, lecz moich bliskich, którzy umieraliby po mojej śmierci każdego dnia, dokładnie tak, jak umiera za życia część rodziny tej pięknej kobiety. „Wolałabym” powinno być zmienione na: chciałabym, chciałabym mieć do tego prawo, mieć prawo wyboru. Chciałabym też nie być za to oceniana. Nie trzeba mi zyskać miana Joanny Bretty Molli, abym czuła, że postąpiłam dobrze*.

Ta piękna kobieta, Iza właśnie tak chciała i tego pragnęła. Pragnęła cała i zdrowa wrócić do córki i reszty rodziny. I miała (jeszcze) do tego prawo. Bo w sytuacji zagrożenia życia matki, polskie prawo wbrew pozorom pozwala na dokonanie aborcji, terminacji płodu. Tylko na papierze. W rzeczywistości wiąże się to z możliwością wszczęcia postępowania z prokuratory. Na wniosek ludzi PiS, Ordo Iuris i Kai Godek. Wszyscy wiemy, jak jest.

*Joanna Bretty Molla – włoska lekarka, która zdecydowała się donosić ciążę pomimo tego, że w tym czasie rozwinął się jej włókniak na macicy. Lekarze proponowali usunięcie ciąży ze względu na duże ryzyko śmierci kobiety. Ta mimo wszystko zdecydowała się urodzić. Osierociła 4 dzieci.

 

Nie wszystkie kobiety chcą być Bretty Molli, drogi rządzie!

Dlaczego nikt nie zareagował? Położne być może nie miały kompetencji, a może zabrakło im empatii. Lekarz bardzo możliwe bał się podjąć ostateczną decyzję ze względu na możliwe tego skutki prawne. A może jego w ogóle nie było? A może tak już się w zaściankowych szpitalach wpoiło, że kobieta w ciąży to potencjalna śmierć? Nie wiemy i raczej się nie dowiemy. Możemy tylko się domyślać, wysnuwać wnioski, współczuć i myśleć.

Po roku od wyroku dotyczącego jeszcze radykalniejszego ograniczenia praw do przerywania ciąży, do Sejmu trafił wniosek, który powinien być natychmiastowo odrzucony. Nic bardziej mylnego. Projekt „Stop Aborcji”, którego autorami są działacze fundacji Pro-Prawo Do Życia, złożyli go we wrześniu tego roku. Chcą oni wprowadzić do polskiego prawa definicję „dziecka poczętego” i ograniczyć jeszcze bardziej prawa do terminacji płodu, a także zwiększyć kontrolę nad wszystkimi poronieniami, a także przerywaniem ciąż.

Dokąd zmierzamy?

Już nie wierzę we wszystkie strajki, protesty, marsze i spacery. Nie wierzę, że one coś zmienią. Wierzę za to w mądrość kobiet, ich intuicję i wartości. To jednak nic nie zmieni.

Większość z nas, kiedy los przygotuje dla nas taką tragedię, nigdy już nie stanie przed żadnym takim wyborem, bo ten wybór już de facto nie istnieje. Ten brak wyboru, chore prawo i nieścisłości, niosą ze sobą niestety śmierć. Śmierć tych, których kochamy i śmierć nas – kobiet.

Spoczywaj w pokoju, piękna kobieto, mamo, żono, córko.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider