single-image

„Książkowe dziecko”. „Książkowi rodzice”. Dlaczego to nie działa?

Aleksandra Broda

Dzieci potrzebują pewnych siebie rodziców. Takich, którzy pilnują przestrzegania zasad, ale są niezmienni w przekonaniach. Takich, którzy do końca będą bronić swoich wartości. Dzieci potrzebują także dużych pokładów cierpliwości, mnóstwa rozmów i miłości! Te rzeczy są najważniejsze. I chociaż nigdy w życiu nie zgodzimy się na propagowanie zimnego chowu, wypłakiwania, a także wychowania bezstresowego, to wierzymy, że każdy rodzic ma swoje podejście, swój instynkt i swoje właśnie – przekonania i wartości. Kiedy w żaden sposób nie krzywdzimy swojego dziecka, a dokładamy wszelkich starań, aby rosło dobrze i szczęśliwie, jest naprawdę dobrze.

Ze skrajności w skrajność 


Czasami jednak popadamy ze skrajności w skrajność, a nasza rodzicielska droga oparta jest tylko i wyłącznie na podręcznikach, które przeczytamy. Są rodzice, których tak bardzo pochłonęło czytanie wszelkich poradników, że nie potrafią dostrzec realnych potrzeb i charakteru swojego dziecka. Nie ufają swojemu instynktowi, lecz ślepo wierzą w ludzi, którzy są poniekąd autorytetem. To ma się nie tylko do sposobów, metod wychowywania, ale także do całego świata. Ostatnio pisaliśmy o presji społecznej i jej wpływie na nasze życie. A co w sytuacji, kiedy zbyt łatwo i szybko poddajemy się jej? Co w sytuacji, kiedy nasze rodzicielstwo traci instynkt, ponieważ pochłonęły nas wizje o idealnym dzieciństwie naszych dzieci?

Zbyt dużo podręczników, za mało instynktu 

Wtedy dzieje się katastrofa. Wtedy dom zamienia się nie w zasady i bezpieczeństwo, lecz podręcznikowe schematy. Takie podręcznikowe schematy prowadzą do tego, że dziecko traci obraz jednostki, a zaczyna być postrzegane przez pryzmat kilku, kilkunastu zdań, które ktoś napisał. Prosty przykład. Według poradnika X, które mówi, jak wychować zdolne dziecko, w wieku 3 lat powinno już malować zniekształconą mamę i tatę. Jeśli tego nie robi, to powód to niepokoju. Jedzenie w ciszy, czytanie bajek na czas, czas na rozmowę i dla rodziców – to wszystko dyktują rodzicom współczesne podręczniki. Zapominając o tym, że każdy dorosły ma swoje preferencje czasowe, które z różnych przyczyn mogą być ograniczone, a i nie każde dziecko ma ochotę jeść wspólne śniadanie w skupieniu nad szyneczką. Czasami to jedyna okazja, aby naładować się pozytywnie na resztę dnia i pożartować z rodzicami. I jeśli rodzice będą ślepo ufać poradnikom, to zabronią dziecku rozmawiać przy stole. I jeśli rodzice nie dostosują słów ekspertów pod siebie i swoje możliwości, będą katować się po dwunastu godzinach pracy, wypełniając wieczorny obowiązek czytania dziecku bajki, której i tak nie zapamięta, bo czytana jest bez emocji.

Wiara w rodziców 

Lubię, jak rodzina układa swoje wieczorne rytuały. U niektórych to kąpiel, po której cała łazienka, ma się wrażenie, unosi się od baniek z mydła. U innych to sobotnie zabawy do godzin późnych. Gdzie, zatroskani, pochłonięci lekturami rodzice, książkowo kładą dzieci spać, nie pozwalając sobie na małe szaleństwa, które scalają rodzinę. Tylko dlatego, że to niezalecane przez filozofię Y, z podręcznika V.

Niektórzy stracili instynkt tak bardzo, że nie tylko zatracili się w podręcznikach, lecz i wśród opinii ludzi wykształconych. A przecież to rodzice znają swoje dziecko najlepiej, prawda? Tutaj mogę podać swój przykład, kiedy to moje dziecko przez pewien okres, noc w noc, wymiotowało od kaszlu. Byłam dwa razy w przeciągu kilku dni w przychodni, gdzie osłuchiwano jej oskrzela i WMAWIANO mi, że dziecko jest zdrowe i że to normalne, wśród przedszkolaków. Nakłaniali, aby wyczerpane po nocy dziecko wysyłać do przedszkola, aby nabyło odporność. Moja intuicja podpowiedziała mi, abym wykonała prywatne badania w laboratorium – wymazy. Laborant powiedział, żebym nie czekała na wyniki, a od razu poszła do laryngologa. Co się okazało? Oskrzela czyste, ale silne zapalenie uszu i zatok! To wszystko, najprawdopodobniej przerodziłoby się w zapalenie płuc, gdybym nie zaufała swojej intuicji.

I można opowiadać bez końca, że niektórzy rodzice zapominają o tym, że ich dzieci są wyjątkowe – inne mają potrzeby i oczekiwania względem rodzica. I właśnie dorośli nie wierzą w to, że ich instynkt powinien być pielęgnowany, a nie spychany na drugi plan z powodu tysiąca podręcznikowych rad. Że te porady, zbyt bardzo brane do siebie powodują, że dziecko jest nieświadomie krzywdzone. A później rodzice przychodzą do psychologa i mówią: „Coś z moim dzieckiem jest nie tak!”, gdzie często okazuje się, że problemem są oni sami.

Czytajmy, bo wiedza nie szkodzi. Szkodzi jednak coś takiego, jak brak krytycznego podejścia i analizowania wiedzy względem dziecka i możliwości rodziców.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider