single-image

Magia Świąt jest w sercach, a nie w idealnym mieszkaniu. | Opowiada Zosia

Aleksandra Broda

W zeszłym roku wyświetliła mi się pewna reklama: Pobierz za darmo poradnik, jak wysprzątać cały dom do Wigilii, czy coś w tym stylu. Oczywiście skierowany był do kobiet. Później wyświetlił mi się kolejny. Znowu uśmiechnięta kobieta próbowała udowodnić mi, że te błyszczące okna zagwarantują nam udane Święta. Poradnik? Dobra sprawa. Ale gdzie w tym wszystkim mężczyzna? A dzieci?

– Kochanie. Zostaw. Ja to sama zrobię. Ty weź dzieciaki na spacer, czy tam do galerii a ja sobie na spokojnie wysprzątam chatę.

Podczas kiedy oni rzucali się śnieżkami, ja szorowałam na kolanach podłogę. Podczas kiedy oni jedli lody (w tajemnicy przed trochę zbyt troskliwą matką), ja myłam okna w minusowych temperaturach. Zdążyć przed Świętami. Oni wracali zadowoleni, ja padałam na pysk i kąsałam na prawo i lewo.

– A tylko mi okna dotkniecie! Paluchy tłuste zostawicie!

Moim marzeniem było upieczenie pierników dwudziestodniowych. To takie, które muszą jakiś czas przeleżeć i idealnie nadają się jako ozdoby, np. na choinkę. Chciałam zaimponować rodzinie i wręczyć każdemu podczas Wigilii takie arcydzieło. Miałam powiedzieć, że robiłam z dzieciakami. Tak naprawdę te wszystkie tubki i posypki chowałam na samej górze, żeby ich nie zobaczyli. Już widziałam ich „pomaganie”. Ale pierniki mi w ogóle nie wychodziły. Jakieś takie za kruche, za cienkie. Wkurzyłam się. Namówiłam męża na nowy, mały piekarnik. Okazało się, że ja po prostu nie potrafię piec.

Szłam pod górę, zbliżając się do Świąt. Czułam, że na samym czubku, zamiast celebrować, będę półżywa.

W tym roku ten sam wydrukowany poradnik wręczyłam mężowi. Nie znalazłam poradnika dla par. Tak jakby to kobiety musiały dbać o to wszystko. Szorować kible i czyścić kafelki. Jakby to mężczyźni byli na tyle słabi, że ich nadgarstki wysiadałyby przy dwóch okrągłych ruchach podczas mycia okien.

Mycie okien już za nami. Zabawy było co niemiara. Okazało się, że mój mąż też ma ręce. Mało tego, radzi sobie szybciej i lepiej, niż ja. Z tym że ja mu na to wcześniej nie pozwalałam. Nie to, że mu się nie chciało. To ja z góry założyłam, że on się do tego nie nadaje.

Pierniki dwudziestodniowe odpuściliśmy. Za nami dwa opakowania „gotowców”, które od razu po ozdobieniu, zjedliśmy. Wszyscy razem. Moja córka namalowała przepiękne wzorki. Okazało się, że zaschnięty pisak do dekorowania, wysycha na podłodze i daje się odkleić w trzy sekundy. Mój syn zjadł całą czekoladową posypkę.

W tym roku postawiliśmy choinkę już dzisiaj. W zeszłym roku czekaliśmy do ostatniej chwili, żeby dzieciaki się do niej nie dorwały. Żeby te szklane bombki nie pospadały i się nie potłukły. Dzisiaj zawiesiliśmy dość krzywo światełka. 16 bombek się stłukło. Popijając ciepłą herbatę, słuchając „Jingle Bells Rock”, zbliżaliśmy się do siebie. Spędzaliśmy ten czas. Te grudniowe, magiczne popołudnie. Mikołajki.

Ten dzień się kończy, a ja ryczę. Albo jestem jakaś nadwrażliwa, albo naprawdę zdaję sobie sprawę z tego, co tak naprawdę jest ważne. To, że przygotowujemy się do Świąt razem. Nieważne, czy dzisiaj myjemy okna, czy robimy pierniki. Nie liczy się to, że nie mamy jeszcze kupionych produktów spożywczych na Święta. Liczy się to, że mój mąż, który rozwiesza światełka na choince, wygląda jak słodka pokraka. A moja córka, która zawiesza bombkę, unosi lekko prawą brew. Mój synek zna słowa do większości świątecznych piosenek. A ja? A ja cieszę się, że wreszcie mogę to dostrzec i mogę to poczuć, przeżywać.

Nie dajcie się zwieść świątecznej gorączce. Trzymajcie się razem w Święta. Życie jest takie kruche, a czas gna. W świątecznym klimacie liczy się to, że jesteśmy. Dajcie dzieciakom udekorować pierniczki. Dajcie im ubrać choinkę. Albo najlepiej, to róbcie to wszystko razem. Magia Świąt istnieje, ale jest w naszych sercach. W naszej rodzinie.


Cześć. Tu Zosia. W zeszłym roku dostałam poważnej gorączki. Gorączki Świątecznej. W tym roku wszystko chcę zrobić inaczej. Moim doświadczeniem postanowiłam podzielić się z Wami. Przeżyjmy te Święta razem. Na luzie. W gronie rodziny. To jest pierwsza moja historia. Jeśli jesteś ciekawa, co wydarzyło się w następnych dniach i jak zrobiłam pierniczki dwudziestodniowe za 300 zł, to udostępnij ten wpis, skomentuj, albo polub. To doda mi otuchy i skrzydeł. Bo przyznam szczerze, że trochę się wstydzę.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider