single-image

Masz prawo nie lubić dzieci. Nie masz prawa ich obrażać.

Aleksandra Broda

Jak zawsze o tej porze internet pochłaniają tematy związane z dziećmi. Ludzie narzekają, że są wszędzie, że są głośne, że wkurzają. I owszem, dzieci można nie lubić. Ja nikomu nie każę darzyć ich sympatią. Ale uważam jednak, że szacunek do drugiego człowieka, nawet tego młodszego, to podstawa funkcjonowania w tym dość już pogmatwanym świecie. Dzieci były, są i będą. I wcale nie jest tak, że to dzisiejsze dzieciaki są niewychowane, głośne i niegrzeczne. Ci, którzy tak uważają, chyba sami nie pamiętają swojego burzliwego dzieciństwa. A przecież dzieciństwo każdego z nas było krainą krzykiem i psotami płynącą

Mnie też denerwuje wiele rzeczy. Denerwuje mnie przeklinanie tak głośne i tak przesadne, że uszy więdną. Kiedy to dwóch mężczyzn wsiada do autobusu i nie omieszka na cały regulator, tak, aby wszyscy słyszeli, pochwalić się swoimi weekendowym szaleństwem. Bardzo wkurza mnie fakt, że ludzie w autach wiecznie gdzieś się śpieszą, nie uważają. Denerwują mnie osoby, które kradną. Czy wiecie, że przestępczość związana z kradzieżami rośnie w zastraszającym tempie? Nie mogę uwierzyć w to, że ktoś okrada drugiego człowieka, który uczciwą, ciężką pracą zarobił na auto, prosperujący sklepik, rower. I nie chcę nic nikomu narzucać, ale wydaje mi się, że warto denerwować się na rzeczy, które faktycznie uprzykrzają życie. Czym jest narażanie na śmierć niewinnych osób w porównaniu do dziecka, które płacze, bo nie wie, co się dzieje? Czym jest nienawiść, kiedy to ludzie plują sobie w twarz, w porównaniu z dzieckiem, które wpadnie w kilkuminutową histerię w sklepie?

Narosła, ośmielę się to powiedzieć, polska nienawiść do dzieci. Ludzie traktują je z góry, często niesprawiedliwe oceniają, nie szczędząc przy tym przykrych słów, a nawet przekleństw. I myślę, że tę nienawiść do nich każdy widzi. Zarówno rodzic, jak i same dzieci. Ja tutaj nie mówię o wulgarnych nastolatkach, którzy uważają, że cały świat do nich należy. Warto jednak wspomnieć o tym, że za każdym, nawet nastolatkiem, który ma się już za osobę dorosłą, stoją rodzice. Tutaj nie mówię, o młodszych dzieciach, które płaczą, tupią, na ulicy, a rodzic patrzy w telefon i się tym nie przejmuję. Chociaż nawet i w takich przypadkach należy winić za to tylko rodziców. Mówię o dzieciach, które mają prawo zapłakać, roześmiać się głośno, nie rozumieć funkcjonowania tego świata. Mowa o dzieciach, które jedzą z rodzicami w restauracji i chodzą na zakupy. Tymczasem spotykają się z odrzuceniem i traktowaniem „z góry”. Krzywe spojrzenia ludzi, krytyka, przewracanie oczami lub komentowania. I to już na starcie. Bez jakiegokolwiek powodu.

Nie musisz lubić mojego dziecka, może Ci ono przeszkadzać. Ja również mogę Cię nie polubić i mogę mieć do Twojego zachowania jakieś obiekcje. Ale wiesz, czym się zazwyczaj różnimy? Tak z własnych obserwacji. Tym, że ja Cię nie obrażam, nie krytykuję pod nosem. Nie patrzę nachalnie w Twoją stronę. Bo jeśli nie jesteś ani piratem drogowym, ani złodziejem, nie łamiesz prawa, to ja Cię szanuję. Ty nie szanujesz mnie, mojego dziecka, ale ja jestem bardzo dobrym człowiekiem. I wiem, że w dzieciństwie byłeś bardzo podobny do mojego dziecka. I to te wszystkie dzieci, które nienawidzisz i pokazujesz to na każdym kroku, będą Cię kiedyś leczyć, doradzać w kwestii prawa. Będziesz niejednokrotnie prosił je o pomoc. Podpisane – rodzice.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider