single-image

„Mój ojciec wyparł się mnie, żeby stworzyć nową rodzinę” – list od czytelniczki

Aleksandra Broda

Miałam kilka miesięcy, kiedy moi rodzice postanowili się rozejść. Nie układało się im za dobrze: ciągłe kłótnie i brak jakiegokolwiek porozumienia. Sąd ustalił, że dopóki nie skończę dwóch lat, mój ojciec może przychodzić kilka razy w tygodniu, żeby mnie “odwiedzić”. Po tym czasie miał zabierać mnie do siebie na weekendy. Kiedy skończyłam dwa lata, taty już ze mną nie było. Tego czasu oczywiście nie pamiętam.

Później pojawił się, kiedy miałam cztery lata. Znów zaczął przychodzić “od czasu do czasu”. Mama nie chciała mi mówić, czemu nie było go wcześniej. Kiedy szłam do pierwszej klasy, znowu go już nie było. Czekałam i tęskniłam, chociaż go już wcale nie znałam. Na mojej Komunii się zjawił. Moja mama mówi, że nawet dorzucił się do uroczystości. Bardzo się cieszyłam, że mogłam mieć rodzinę obok siebie. Nie miałam jakichś nadziei, że znowu będziemy razem. Chcąc, nie chcąc-przywykłam do sytuacji. Byłam coraz starsza, a ojciec znowu bawił się ze mną w kotka i myszkę. Po Komunii obiecał, że od teraz, jeśli tylko chcę, będzie brał mnie co drugi weekend do siebie. Ponoć miał duże mieszkanie na obrzeżach miasta.

Sobota rano, czekam na tatę ze spakowanym plecakiem i kartką od mamy, jakie leki, o której godzinie ma mi podać (mam astmę oskrzelową). Tata nie przyszedł, a ja cały weekend przeryczałam. Może to dziwne, ale naprawdę chciałam zobaczyć, jak mieszka. Kim jest ten człowiek, który mówi, że od jutra będzie moim ojcem. Tym prawdziwym. Mama mi powiedziała, że tata ma dużo pracy.

Mamie udało się pozbawić go praw rodzicielskich po roku od tego zdarzenia, ale mógł odwiedzać mnie zawsze, kiedy chciał. Moja mama próbowała nie raz zadzwonić do niego, ale najwidoczniej zmienił numer. Minął rok, dwa-a ja już o nim zapomniałam. Nie wiem, czy dziecko może pogodzić się ze stratą ojca, ale ja na tamten czas odpuściłam.

[…].

Później skończyłam liceum i poszłam na studia. Alimenty dobrowolnie przelewał przez ten czas na konto mojej mamy. Gdy skończyłam 26 lat, od razu przestał, jakby znał na pamięć datę moich urodzin i czas, w którym przestanie przelewać te 400 zł. Niedługo miałam wyjść za mąż i byłam na początku ciąży. Kiedy urodziłam, po kilku miesiącach znalazł mnie jakimś cudem na Facebooku i napisał wiadomość. Zobaczyłam jego profil-dwójka dzieci i żona. Zdębiałam.

„Cześć. Chciałbym się z Tobą spotkać… Pewnie już wiesz, że mam rodzinę… chcę porozmawiać i Cię za wszystko przeprosić”.

Ku*wa. Naprawdę…

Wymiękłam i się z nim spotkałam. Bałam się iść z moją córką, zostawiłam ją z mężem i poszłam. Jeśli myślicie, że próbował zwalić winę na moją mamę, że ta ograniczała mu kontakty, że była zła czy coś, to niestety. Przyznał, że musiał dojrzeć i spotkać tę jedną osobę, z którą założy rodzinę. Bardzo mnie to bolało. Bo ja niby kim dla niego byłam: córką, saldem ujemnym, obowiązkiem alimentacyjnym? Czym ja do cholery byłam. Nie zapytałam, czułam się tak niezręcznie, że powiedziałam, że go rozumiem. Wtedy on wypalił, że chce, żebym poznała JEGO rodzinę. Podziękowałam i wyszłam.

[…].

I w życiu bym się tym z nikim nie podzieliła, ale dzisiaj sama biorę rozwód. Tak samo ustaliliśmy z mężem widzenia. Wiem, że dziecku potrzebny jest ojciec. Taki cholerny dobry ojciec, co ma czas dla niego i go kocha. I cholernie się boję, że mój były zrobi naszemu dziecku to samo, co mi zrobił ojciec. Że po roku czy dwóch znudzi się jak zabawką i zapragnie zakładać nową rodzinę, omijając szerokim łukiem nasze dziecko. A później odezwie się, kiedy sam będzie potrzebował pomocy albo zjedzą go wyrzuty sumienia.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider