single-image

Moje dziecko jest lepsze od Twojego. Jestem lepszą matką od Ciebie.

Aleksandra Broda

Spotkałam ostatnio znajomą, która jakiś czas temu urodziła dziecko. Popatrzyła na mnie z lekką pogardą i powiedziała: „Nie wiem, o co Ci chodziło, jak mówiłaś, że Ci tak trudno. U mnie wszystko w jak najlepszym porządku”. Faktycznie, kilka lat temu zapytana o to, jak sobie radzimy z córką, powiedziałam, że bywa ciężko.

Bo bywało i bywa dotąd. Cieszę się ze szczęścia znajomej i wierzę jej, że radzi sobie świetnie. Ale dzieci bywają różne, a i rodzice są różni. Każdy niemowlak ma inne potrzeby i nie jedna mama nie od razu tym potrzebom sprosta bez najmniejszego kłopotu. To samo dotyczy się starszych dzieci. Jedne potrzebują wiecznej uwagi, inne z kolei najlepiej zamknęłyby się w swoim świecie.

Problem pojawia się wtedy, kiedy nie rozumiemy tak prostej rzeczy, jaką jest właśnie odmienność. Za bardzo zapatrzeni, za bardzo obiektywni, oceniamy innych poprzez pryzmat swoich doświadczeń i myśli. Kiedy macierzyństwo dodaje nam codziennie powera, a my skaczemy z radości nawet o 21:00, to myślimy, że tak właśnie powinno być u każdej mamy. Że wszelkie uchybienia karcimy lub wysyłamy pogardliwe spojrzenia. Kiedy Twój poród był zły i chcesz o tym powiedzieć, znajdą się takie, które powiedzą, że tak właśnie jest i że robisz z siebie ofiarę.

Albo wieczne porównywania. „Mój Jasiu jak miał roczek, to siedział cichutko w kącie i sam się bawił kilka godzin”. I nie ma nic złego w tym zdaniu, niezależnie czy mówi to koleżanka, czy teściowa. Złe jest to, kiedy ich ton brzmi oskarżycielsko, lub dodają: „Powinnaś coś z tym zrobić. To nie jest normalne”. Wywyższając się i wpływając na nasze poczucie bezradności. Wymuszając na naszych dzieciach zachowania, których nie odziedziczyły i próbując zmieniać ich potrzeby, na które nie mają wpływu.

Dzieci to nie są roboty, chociaż wiem, że niektórym wciąż się tak wydaje. Każde dziecko jest wyjątkowe, inne, inaczej emocjonalne i z innymi potrzebami. Są dzieci, które muszą być cały czas w ruchu i takie, które najchętniej by siedziały. Są dzieci, które dużo płaczą, a i takie, u których łzy to coś rzadko spotykanego. Każdy rodzic jest inny. Jeden pada na twarz o 18:00, gdzie już o 8:00 na próbę wystawia się jego cierpliwość. Inny z kolei cieszy się, że może z dziećmi posiedzieć do 22 i się z nimi bawić. Ja mówię wprost: Czasami bywa trudno, hardcorowo wręcz. Ty możesz czuć się szczęśliwa, spełniona 24 godziny na dobę. Ale żadna z nas nie ma prawa podważać zdania, uczuć i gardzić drugą osobą. Nie wolno patrzeć na inne dzieci przez pryzmat swojego. Nie można porównywać i zwalać wszystkiego na złe wychowanie.

Więc nie mów matce, że nie ma prawa być zmęczona, bo ty nie byłaś. Więc nie gardź dzieckiem, które płacze, bo Twoje takie nie było. Spójrz troszkę dalej i wyjdź ze swojej strefy komfortu. Bo nigdy w ich skórze nie byłaś. Bo nigdy nie miałaś innego dziecka niż swoje.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider