single-image

Moje dziecko nie dostaje „kar”, za to uczy się konsekwencji.

Aleksandra Broda

W naszym domu nie ma kar ani nagród. Tzn. Oczywiście, że czasami idziemy na lody po ważnych badaniach. Staramy się unikać słów: „Jak dasz sobie pobrać krew, to dostaniesz coś słodkiego!”. Raczej mówimy: „Badania są dla Twojego zdrowia”. Jak dziecko nie chce posprzątać swoich zabawek, to nie wyrzucamy ich za okno w ramach „kary”. Raczej tłumaczymy, że w nocy ktoś może na nie nadepnąć, mogą się połamać, zniszczyć. I zazwyczaj to działa.

Nigdy nie rozumiałam fenomenu „kar i nagród”. Tzn. Jak dziecko będzie „niegrzeczne”, to rodzice wyłączą mu bajkę. Jak dziecko znów „zapyskuje”, to zabierze mu się telefon. Że jak nie da zrobić w spokoju zakupów, to nie dostanie lizaka. Dzieci, zwłaszcza te małe przecież poprzez takie „kary” nie uczą się praktycznie niczego i nie rozumieją, co ma w ogóle wspólnego jedno, z drugim. Zbieranie naklejek za dobre zachowanie? Odbieranie za złe? Nagroda: wymarzony smartfon lub hulajnoga elektryczna. Dla mnie to bez sensu. Po pierwsze, dzieci muszą robić pewne rzeczy z obowiązku i z potrzeby zasad, a nie dla naklejek, nagród. To błędne koło. Efekt? Dziecko prędzej zapyta: „A co za to dostanę?”, niż zrobi coś z czystego serca, bezinteresownie. Po drugie, lepiej dziecko uczyć konsekwencji, ponieważ to naprawdę przełoży się na przyszłość i rozumienie ZASAD.

Czyli, jeśli moje dziecko rozrabia w sklepie, to nie grożę mu, lub nie szukam „nagrody” za dobre zachowanie. Tłumaczę, że jeśli nie zrobimy tych zakupów, to nie będzie obiadu i kolacji. Teraz pomyślicie, że dziecka to nie obchodzi. A jednak za godzinę, dwie, zacznie być głodne. I to też warto tłumaczyć.

Kiedy moje dziecko nie chce iść do lekarza, to z nim rozmawiam. Pytam, jakie ma obawy i czego się boi. Jeśli po prostu ma „taki kaprys”, to znów tłumaczę, że konsekwencją tego będzie nawracający i nasilający się ból. Pytam: „Pamiętasz, jak Cię ostatnio bolał brzuch?”. Dzieci pamiętają ból. Więc tłumaczę, że jeśli z tym nic nie zrobimy, bardzo możliwe, że będzie on większy. Pomaga. Nie straszę, ale tłumaczę. Pokazujemy konsekwencje.

Kiedy spotykamy się w szerszym gronie, a moje kochane dziecko zaczyna rozrabiać, to, zamiast wymyślać, co dostanie lub co mu zabiorę, jeśli się nie uspokoi, zatrzymuję je na chwilę i pytam: „Kochanie. Rozejrzyj się wokoło. Tutaj są dorośli, oni chcą porozmawiać w ciszy. Czy Tobie byłoby dobrze, jeśli co chwile by Ci ktoś przerywał?”. To samo robię, kiedy jesteśmy w miejscu publicznym. To najczęściej pomaga. Jeśli nie, to wracamy do domu, wychodzimy z autobusu, z galerii. To nie jest kara. To jest konsekwencja.

Ze starszymi dziećmi i z nastolatkami sytuacja ma się podobnie. Pamiętam, jak kiedyś ojciec zabrał mi telefon za pewien dość poważny wybryk. Jeszcze wtedy nie było Facebooka, ale były SMS, co wtedy było jedynym „źródłem” kontaktu. Nie rozumiałam jednak właśnie konsekwencji swoich czynów. Byłam zła za odebranie kontaktu ze znajomymi, ale dalej nie wiedziałam, w czym zawiniłam. Zdenerwowanie i bunt przerodziło się tylko i wyłącznie w złe emocje w stosunku do ojca. Dopiero po latach rozumiem, co takiego złego zrobiłam, ale niestety, doszłam do tego sama. Nikt mi wtedy tego nie wytłumaczył, ale zabrał telefon w celu „kary”.

Być może dlatego właśnie mam taki uraz do „kar” i „nagród”. Nie czytałam na ten temat żadnych naukowych, najnowszych odniesień. Po prostu, kiedy urodziło się nasze dziecko, obydwoje wiedzieliśmy, że uczenie konsekwencji jest lepsze, niż zbieranie naklejek, albo kary, które uczą jedynie tego, że jeśli ktoś coś „przeskrobie”, to zabiera mu się coś, co dla niego w tym momencie po prostu ważne.

Uczenie konsekwencji przygotowuje dziecko do dorosłego życia, ale przede wszystkim pozwala rozwijać się w dobrych warunkach i czuć się bezpiecznie. Dziecko potrzebuje zasad, ale za przestrzeganie zasad nie powinno się nagradzać, tylko pokazać, że to wszystko dla dobra rodziny, innych ludzi. To wymaga dużo czasu i cierpliwości. Setki rozmów i zrozumienia. No bo wiadomo, szef w naszym dorosłym życiu nie zabierze nam telefonu za złe wyniki, ale nas po prostu zwolni. Kiedy będziemy zbyt szybko jechać, to narazimy życie innych ludzi, a w konwewencji – dostaniemy mandat. Nie wyłączą nam TV lub nie zabiorą za to laptopa.

Uczenie dzieci konekwencji – tak. Kary i nagrody – my mówimy nie.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider