single-image

„Mówili mi, że nie dam rady, bo jestem za młoda. Że zabiorą nam dziecko” [LIST].

Aleksandra Broda

Miałam 16 lat, jak dowiedziałam się o ciąży. W wieku 17 lat urodziłam. Z chłopakiem, który był ojcem dziecka spotykaliśmy się od roku. Łzy, rozpacz. Co ja powiem rodzicom? Co ja zrobiłam? Najpierw powiedziałam Mariuszowi. Mariusz zaczął płakać i poprosił, abym nie mówiła jego rodzicom, a najlepiej to nikomu. Że coś wymyślimy. Przez dwa miesiące udało mi się wyprzeć myśl o ciąży. Miałam nadzieję, że któregoś dnia obudzę się i okaże się to snem. Po cichu myślałam, że poronię. Zaokrągliłam się, wysypały mnie pryszcze. Zaczęłam się gorzej czuć. Mariusz unikał ze mną rozmów, chociaż chodziliśmy razem do tej samej szkoły. Dałam sobie tydzień. Albo zdobędę się na odwagę i powiem rodzicom, albo popełnię samobójstwo. Któregoś dnia spojrzałam w lustro i powiedziałam sobie, że dam radę i że jestem silna. Pierwszy raz dotknęłam z czułością brzucha i wyszeptałam: „zrobię to dla ciebie”. Poczułam miłość. Pierwszy raz. Jakaś taka siła. […]

Rodzice byli piekielnie źli. Pamiętam płacz mojej mamy i wrzask ojca. Stałam i brałam to wszystko na siebie. Czułam, że sobie damy jakoś radę. Emocje opadły. Powiedzieli, że pomogą. Naciskali tylko, że Mariusz musi się zaangażować, ale on nie chciał, aby jego rodzice wiedzieli. Podziwiam moich rodziców, bo wstali, i kazali mi jechać ze sobą. Odwiedziliśmy dom Mariusza i sami poinformowaliśmy jego rodziców. Obraził się na mnie, ale po pewnym czasie dziękował za to. Szybko zaczęłam naukę w domu, bo znajomi się ode mnie odwrócili. Byłam obiektem żartów i westchnień. Nawet nauczyciele rzucali dwuznaczne teksty w moją stronę. „Życie sobie spieprzyłaś” – usłyszałam kiedyś od dobrej znajomej. Moja ciocia powiedziała, że mam szczęście, że mam takich rodziców, bo byłabym już w domu dziecka. Jedyne przed kim było mi wstyd, to przed rodzicami. Miałam wrażenie, że ich bardzo zawiodłam, chociaż już nie dawali mi tego nawet odczuć. Mariusz stwierdził, że w weekendy będzie pracował dorywczo i sami skompletujemy wyprawkę.

Nasi rodzice zaakceptowali to, chociaż z trudem przychodziło im niekupowanie nic dla maluszka. Widziałam, jaki był zmęczony, ale pracował i powtarzał: „Zobaczysz, skończymy liceum i się wyprowadzimy”. Urodziłam śliczną córkę i rok czekaliśmy na to, aby być jej opiekunami. Krępowałam się, że podczas wizyt w przychodni zawsze musiałam być z moją mamą. Widziałam oczy innych matek, ojców i pielęgniarek. Mariusz zaproponował, że rzuci szkołę i zacznie pracować. Bardzo zależało mu na tym, abyśmy mieszkali razem, bez rodziców i żeby udowodnić wszystkim, że daliśmy i dajemy radę. Rodzice przekonywali, żebyśmy skończyli, chociaż liceum i żeby nam się nie spieszyło, że to nie jest wcale łatwe. Dzisiaj z perspektywy czasu widzę, że mieli rację. Nie dałabym sobie rady z małym dzieckiem, szkołą i utrzymaniem mieszkania. Mariusz nie byłby w stanie aż tyle zarobić weekendowo na czynsz.

Po maturze Mariusz dostał dobrze płatną pracę jako kucharz. Pracował znaczną część dnia, praktycznie codziennie. Było nas stać na wynajem kawalerki. Chwila nadeszła. Cieszyliśmy się ogromnie. Wreszcie we trójkę. Po pół roku wspólnego mieszkania przyszedł kryzys. Ja całymi dniami byłam sama, a Mariusz po pracy umawiał się ze znajomymi i chodził na piwo. Pracę zaczynał o 11, a wychodził do niej już o 9, chociaż miał zaledwie kilka minut drogi. Zaczęły się kłótnie. Nie mogłam znaleźć sobie koleżanki z dzieckiem w podobnym wieku. Nikt ze starych znajomych nie chciał ze mną rozmawiać, zresztą nie mieliśmy o czym. Byłam zazdrosna, ale starałam się zrozumieć Mariusza. Bardzo kochał córkę. Daliśmy radę i z kryzysem. Córka miała 4 lata, kiedy poszła do przedszkola. Ja zaczęłam pracować w pewnej sieci fast food, ale dzięki temu mogłam pracować na zmiany poranne. Mariusz dostał awans i został zastępcą managera restauracji.
[…] Znajomi zaczynali powoli brać śluby i tworzyć rodziny. Stare znajomości wróciły. Pisali do nas i pytali o różne rzeczy. Maja była już na tyle duża, że mieliśmy więcej czasu dla siebie: oglądaliśmy filmy, chodziliśmy na randki. Wzięliśmy kredyt i kupiliśmy mieszkanie. Nasi rodzice byli z nas dumni.

Dzisiaj już mamy parkę, a córka jest idealną, starszą siostrą. Tworzymy cudowną rodzinę. Widzę, że w wieku 17 lat nie byłam gotowa na dziecko. Wiem, że nie byłam ani trochę dojrzała i przygotowana na to. Nie wiem, jak skończyłoby się to bez pomocy rodziców, ale codziennie dziękuję za to, że ich mam.

Nie robimy z siebie bohaterów. Przeżyliśmy jednak wtrącanie nas do jednego worka z patologią. Spotkaliśmy się z naprawdę niesmacznymi żartami. Niektórzy życzyli nam wręcz, aby nam odebrali Maję. Młodociana ciąża, zbyt wczesne rodzicielstwo to nie jest coś, co powinno się promować. Ale to jest coś, co powinno się nagłaśniać i mówić o tym otwarcie. Rodzice powinni rozmawiać z dziećmi o seksie, u nas rozmów nie było i myślę, że za to rodzice mieli wtedy żal do siebie. Nie piętnujcie nastolatek w ciąży. Okażcie wsparcie. Nauczcie, ale też nie wyręczajcie.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider