single-image

„Na miłość musiałam zasłużyć. Przytulenie było nagrodą. Jestem ofiarą swoich rodziców”. [LIST]

Aleksandra Broda

Proszę, opublikujcie mojego maila. Postaram się jak najkrócej. A zacznę od tego, jak teraz się czuję. Mam 33 lata i jestem samotną matką. Jestem po rozwodzie i jednym gorzkim rozstaniu. Nie potrafię odnaleźć się w żadnych relacjach. Nie mam własnego zdania. Nie mam własnego charakteru. Czuję się nikim. W relacjach z jakimikolwiek ludźmi jestem szara, staram się być niewidoczna. Nie czuję się ładna, atrakcyjna i inteligentna. Wstydzę się tego, jak wyglądam. Nie mam przyjaciół. Jedynym człowiekiem, dla którego żyję, jest mój syn. Przed nim tylko potrafię się otworzyć i wiem, że dla niego jestem kimś wyjątkowym. Staram się być dobrą matką, ponieważ wiem, że te złe, potrafią zniszczyć dziecko. Dziecko, kiedy dorasta, staje się zepsutym dorosłym. Takim jak ja. Konsekwencje złych metod wychowawczych rodziców ciągną się za dzieckiem aż do jego dorosłości, śmierci.

Rodzice mnie nie wspierali, ale dawali mi jeść. Nasz rocznik wychował się w czasach, kiedy dyscyplina to były klapsy i słynne „dzieci i ryby głosu nie mają”. Wiecznie zajęci, zapracowani, mówili mi co mam robić i co myśleć. Nigdy nie zostałam pochwalona za coś spontanicznego, ale kiedy zrobiłam coś złego, nie mogłam o tym zapomnieć przez najbliższy tydzień. Rodzice mnie przytulali, ale kiedy byłam „grzeczna” i „posłuszna”. Czułość była wtedy, kiedy sobie na nią zapracowałam. Moja mama miała jakieś kompleksy, bo kiedy zaczęłam dorastać, stała się bardzo o mnie zazdrosna. W wieku 14 lat miałam długie, lśniące i zadbane włosy sięgające za piersi. Moja ciotka przy wigilijnym stole nie mogła się nimi przestać zachwycać. Była fryzjerką i powiedziała, żebym przyszła któregoś dnia do jej salonu, to zrobi mi przepiękną fryzurę. Po Świętach moja mama kazała mi ściąć włosy, bo, jak sądziła, bardzo mi wypadały i nie mogła znieść ich widoku na kafelkach. Nie wypadały. Prosiłam ojca, żeby mnie wsparł. Przyznał jej rację, ale widział mój ból. Widziałam to w jego oczach. Nie mogę o tym zapomnieć. Z każdym spadającym pasmem włosów, spadało moje poczucie godności.

Z dumą przychodzili na zebrania i przedstawienia w szkole. Zbierali pochwały od innych rodziców i nauczycieli. Nikt nie wiedział, że za tym wszystkim stały nieprzespane noce i wieczna kontrola. Każdy mój występ poprzedzały wymioty i biegunki. Nienawidziłam pokazywać się publiczności. Wiedziałam jednak, że konsekwencje mojej niedyspozycji będę odczuwać srogo i długo. Niedobrze mi jak to piszę. Nie miałam przyjaciół, bo nie potrafiłam rozmawiać z rówieśnikami. Wszyscy się ze mnie śmiali. Rodzice nie robili z tego nic, a nauczyciele udawali, że tego nie widzą.

Jestem „wykształcona”, chociaż skończyłam kierunek, który nie chciałam skończyć. Jestem wykształcona, ale nie potrafię zawalczyć o awans, bo najlepiej czuję się, kiedy z nikim nie rozmawiam. Są myśli w mojej głowie, że ja nawet na awans nie zasługuję. Są ode mnie lepsi. Jestem bardzo zepsuta w środku i bardzo smutna. Kiedy to piszę, to chciałbym, aby ktoś mnie skojarzył i mi pomógł. Takich jak ja jednak jest więcej. Ludzie mają cię za dziwaka, a ty jesteś ofiarą swoich rodziców.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider