single-image

Na polu bitwy, czyli jakie błędy popełniają rodzice nastolatków?

Aleksandra Broda

„Ja w Twoim wieku to w ogóle nie mogłam spotykać się z koleżankami”. „Ja w Twoim wieku to siedziałam na tyłku i książki czytałam”. „Nie możesz wrócić godzinę później, bo takie są zasady!”. Dzisiaj porozmawiamy sobie o błędach popełnianych przez rodziców. Błędach, przez które rodzice nie mogą porozumieć się z dzieckiem.

Niedostrzeganie zmian w rozwoju dziecka

Myślę, że to jeden z największych błędów, jakie współcześni rodzice mogą popełniać, wychowując nastolatka. Tak mniej więcej do 10 roku życia starają się dostosowywać język, sposób tłumaczenia pewnych rzeczy. Wszak 3-latkowi nie opowiemy tak samo, jak 9-latkowi skąd się biorą dzieci. To samo dotyczy się, chociażby wytłumaczenia dziecku, czym tata zajmuje się zawodowo. 3-latkowi wystarczy zazwyczaj informacja, że tata jeździ na tirach, natomiast 9-latka usatysfakcjonuje już więcej ciekawostek. I mniej więcej tak po 10 roku życia rodzice przestają się starać, dostosowywać do zmieniającego się dziecka, jakby dosłownie zatrzymali się na pewnym etapie. Dlaczego? Nie wiem. Być może tak jest łatwiej?

Rodzice, mam wrażenie, nie dostrzegają również tego, że potrzeby zarówno te emocjonalne, jak i fizyczne u dojrzewającego dziecka zmieniają się z dnia na dzień. Oczekują od 14-latka takiego samego zachowania, kiedy miał on lat 13. „Nigdy taki nie byłeś! Coś się z Tobą stało! To te twoje towarzystwo tak Cię zmieniło!” – o wiele łatwiej jest tak stwierdzić, drogi rodzicu, prawda? O wiele łatwiej, niż dać sobie chwilę na uświadomienie, że tak po prostu wygląda dojrzewanie i że to jest całkowicie naturalne. I że to rolą rodzica jest nadążanie za tym i bycie blisko.

Trzymanie się twardych zasad i ustaleń

Zasady są potrzebne. To właśnie one pozwalają wszystkim członkom rodziny czuć się pewnie i bezpiecznie. Nastolatkowi również. Ale zasady mogą być nieco elastyczne, a chodzenie na pewne kompromisy i ustępstwa w uzasadnionych przypadkach budują więź z nastolatkiem. Przykład? 15-letna córka zadzwoniła do mamy i zapytała, czy może być o godzinę później w domu, ponieważ chciałaby jeszcze posiedzieć z koleżanką. Nie oczekujmy od nastolatków, że podadzą nam „głębszy powód”. Oni mają swój świat, którym nie muszą się dzielić. Nic się nie stanie, jeśli pozwolisz dziecku wrócić tę godzinę później. Najwidoczniej tego potrzebuje. Być może jej przyjaciółka potrzebuje pomocy, czy też towarzystwa. Jeśli się nie zgodzisz, to albo Twoja córka wróci do domu o ustalonej porze, ale będzie czuła złość, zawiedzenie, albo nie posłucha i postawi na swoim. Wróci godzinę później. Czy naprawdę warto?

Ile razy nam coś wypada? Ile razy potrzebujemy dodatkowej godziny? Przecież też miewamy obsuwę.

Wytaczanie wojny 

„Nie posłuchałeś? Napyskowałeś? No to teraz będziesz miał!”. Zasada oko za oko, ząb za ząb nie przynosi żadnych skutków, a można dzięki niej szybko stracić autorytet w oczach dziecka. Dlaczego? Ponieważ to my, jako rodzice jesteśmy dorośli i mamy dawać przykład dzieciom. To my powinniśmy być konsekwentni, ale nie mściwi. Mszczenie się na dziecku to oznaka bezsilności, słabości i nieradzenia sobie z gniewem.

Nagrody i kary

Nigdy, ale to przenigdy ten system do mnie nie przemawiał. Być może dlatego, że sama byłam nastolatką, u której wszelkie kary wywoływały jeszcze większy bunt, czyli wręcz odwrotność. Zabranie telefonu? Spoko. Pożyczyłam od znajomych, uzbierałam drobne i wykupiłam 200 esemesów do różnych sieci. Meldowanie się w domu z telefonu domowego? Przyszłam do domu, zadzwoniłam i wyszłam, nim jeszcze rodzice wrócili z pracy. W dzisiejszych czasach też wszystko da się obejść. Swoją drogą wydaje mi się, że kary uczą dzieci cwaniactwa i kombinowania. Chyba nie o to, nam, rodzicom, chodzi, prawda?

Zabieranie e-papierosów, telefonów, kieszonkowego, telewizji i ograniczanie kontaktów ze znajomymi. Te wszystkie kary są tak nieadekwatne, najmniej edukacyjne, chwilowe…

„Kiedy ja byłam w Twoim wieku, to…”

Najgorsze co może być w wychowaniu dziecka, a w szczególności nastolatka, to porównywanie współczesnych realiów do tych, które były X czasu temu. Przecież czasy tak poszły do przodu, dynamika życia i problemy ekonomiczne, egzystencjalne tak się zmieniły, że trzeba być naprawdę leniwym rodzicem, żeby opierać swoje wychowanie na doświadczeniu z własnego dzieciństwa. Żyjemy w popapranych czasach. Dzieci są izolowane od rówieśników, świat został zdominowany przez konsumpcjonizm, cyfryzację i wieczny brak czasu. Współczesne nastolatki nie borykają się z takimi samymi problemami, jakie mieliśmy my, czy nasi rodzice w ich wieku. Psycholog Paulina Nowak na łamach naszego portalu o tym mówiła: To nie telefony są winne. Winni są rodzice.

Nie ma łatwo. Za nastolatkami trzeba nauczyć się podążać, próbować rozumieć i przede wszystkim być blisko nich. Nie można z wychowania w tak trudnym etapie robić pola bitwy. Jest trudno, jest ciężko, jest nerwowo. 

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider