single-image

„Najsmutniejsze są Wigilie” – wzruszająca opowieść i apel do wszystkich

Aleksandra Broda

Muszę to z siebie wyrzucić, chociaż Święta jeszcze nie minęły. Jestem po przepięknej Wigilii. Na stole dwanaście dużych potraw, a może i nawet więcej. Napoje, herbaty, które ledwo mieściły się przy wielkim stole. Gości chyba z dwadzieścia. Tutaj dzieciaki zaglądają pod choinkę, tam dorośli śmieją się i żartują. A przy stole siedzę ja. Synek ciągnie mnie za rękę: „Mamo, chodź, zobacz, w co się bawimy!” Mama nakłada mi na talerz pierogi: „Jedz dziecko, bo marnie wyglądasz”.

Sceny jak ze świątecznego filmu. Wszyscy są dla siebie mili. Jest ciasno, ale przytulnie. Czuć zapach grzybów i smażonej ryby. Chociaż jest trochę za ciepło, nikomu to nie przeszkadza. Nawet mi, chociaż czuję, że zaraz nie wytrzymam. Patrzę na puste miejsce i dobrze wiem, że kto powinien tam siedzieć. Mam wrażenie, że zaraz ktoś zapuka i on tam będzie. W pewnym momencie jestem tego tak pewna, że mam ochotę wyjść i zadzwonić. Zapytać: „Gdzie jesteś? Wszyscy tutaj na Ciebie czekają!”.

Znam ten numer na pamięć, chociaż od dłuższego czasu nie odpowiada. Są dni, w których oddałabym bardzo dużo za to, aby jeszcze raz się pokłócić i podać sobie ręce na zgodę. W Święta oddałabym wszystko to, co mam, aby to miejsce nie było puste. Aby pachniało tymi perfumami i witało wszystkich serdecznie.

Mija już kolejny rok, odkąd mojego męża nie ma ze mną. To pełne smutku i żalu lata, w których uczę się żyć inaczej, a każdą moją pustkę wypełniam czymkolwiek. Chociaż wiem, że on by wolał, abym już wypełniła go kimś. Czasami mi się śni i mówi, że to najwyższy czas, abym nie czuła się samotna. Kiedy zaczynam w to wierzyć, nadchodzi Wigilia. A na niej mój wzrok cały czas skierowany jest na puste miejsce przy stole. Na pusty talerz, na który mam ochotę nałożyć dwa krokiety i dwa pierogi. Tak jak to zwykle robił on.

To nie mój mąż osierocił swojego malutkiego syna i odszedł od wszystkich zdecydowanie za wcześnie. Osierocił nas ten, który teraz odsiaduje łagodny wyrok za spowodowanie wypadku po pijanemu ze skutkiem śmiertelnym. On cały czas myśli, że zabił człowieka. TYLKO CZŁOWIEKA. Jego adwokat żądał łagodnego wyroku.

Ale on zabił mi męża, z którym miałam spędzić całe życie. On zabił ojca, który miał nauczyć syna mówić i radzić sobie w życiu. On zabił jedynego syna swojej matki i jej resztki nadziei na to, że ludzie są dobrzy. On zabił tak naprawdę całą rodzinę, która do tej pory nie może spokojnie przejść przez przejście dla pieszych.

Jedna decyzja nieodpowiedzialnego człowieka zniszczyła wiele żyć. Czy naprawdę tak ciężko nie wsiadać do auta po wypiciu alkoholu? Niedługo Sylwester. Każda taka dedycja to odebranie komuś szansy na miłość, spełnianie marzeń, wychowanie dzieci i bycie całym światem na rodziny. Pamiętajcie o tym. Udostępniajcie, jeśli się zgadzacie. 

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider