single-image

Nauczyciel, który daje drugą szansę, ale lekcja u niego czasami dużo kosztuje

Aleksandra Broda

W moim życiu spotkałam nauczyciela. Nauczyciela, który mnie inspirował. Nauczyciela, który zadziwiał swoją mądrością i sprawiał, że ja też taka chciałam być. Patrzyłam na niego z podziwem. A widziałam go codziennie. Od urodzenia. Z początku pokazywał mi, że wszystko jest proste, jeśli tylko uwierzę w siebie.

Później coś się zmieniło. Miałam może ledwo naście lat. Nauczyciel był coraz surowszy dla mnie. Pokazywał mnóstwo dróg, którymi mogę iść, ale już przestał wskazywać mi tę właściwą. Byłam zagubiona. Zagubienie zmieniało się w złość. Niejednokrotnie patrzyłam przez okno i krzyczałam: „No co ty robisz?”. Już nie wyglądał tak beztrosko, jak kiedyś. Już nie inspirował. Złość zmieniła się w bunt. Nienawidziłam go.

Zrobiłam kilka głupot, których bardzo żałowałam. Miałam wrażenie, że mój nauczyciel odwrócił się ode mnie i cały świat nastawił przeciwko mnie. Wylałam mnóstwo łez, żal chowałam po kieszeniach. I wtedy zdałam sobie sprawę, że on tu cały czas ze mną był i jest. Z tym że dał mi jedną z najsurowszych lekcji.

Przebolałam to. Poskładałam się do dorosłości. Znów mnie inspirował: miałam marzenia, plany, jakieś tam ambicje kryjące się pomiędzy kartkami. Patrzyłam w niebo i nie widziałam nic, oprócz horyzontów. I wspominałam wszystko, co do tej pory nauczył mnie on. A nauczył poczucia własnej wartości, wrażliwości. No wszystkiego mnie nauczył. Takie wtedy miałam wrażenie…

I znów się zawiodłam. Nie znałam złotego środka, by rozprawić się z fałszywymi ludźmi, chociaż wydawało mi się, że nauczyciel mnie na to wszystko przygotował. Bardzo cierpiałam. Myślałam, że zdobyłam wiedzę, jak posklejać złamane serce, ale tak naprawdę nie wiedziałam nic. A może złamanego serca nie da się posklejać i faktycznie to czas leczy rany? – zapytałam go któregoś dnia. Ale on nie powiedział nic. Miałam wrażenie, że znowu śmieje mi się prosto w twarz.

Ok. Otrząsnęłam się, chociaż i tak trwało to nieco za długo. Później były takie sytuacje, kiedy dziękowałam, że nauczyciel mi wtedy nie pomógł. Z doświadczenia zrobiłam bagaż, z którego wyciągałam, w zależności od sytuacji – moje wnioski, moje najsurowsze lekcje.

Czy mój nauczyciel przeszedł już na emeryturę? Nie. On nigdy na nią nie przejdzie, dopóki ja żyję. I wiesz, co ja myślę? Ty też masz takiego nauczyciela. Na pewno go pamiętasz, przypominasz sobie, zaczynasz kojarzyć.

Bo ten nauczyciel to nic innego, nikt inny niż życie.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider