single-image

Nie jestem złą mamą. Wystarczyło mi uwierzyć w siebie.

Aleksandra Broda

Tak bardzo cieszyłam się na Sylwestra z córką, że już kilka dni wcześniej kupiłam Piccolo. Wróciłam do domu cała w skowronkach i pokazałam córce zakup. Radość. Ale czekamy do Sylwestra. Następnego dnia przeczytałam komentarze w internecie, że dzieciom nie powinno się dawać tego typu wynalazków do picia, bo kojarzą się z alkoholem. Że niby takim sposobem pokazujemy dzieciom, że każdą uroczystość musimy dopełnić bąbelkami. W życiu o tym nie pomyślałam. Moje macierzyńskie ego zostało trochę zdeptane.

Tak przez kilka minut siedziałam i patrzyłam na naładowany cukrem napój. Tak mnie to ruszyło. Nie wiem kto na to wpadł i ile w tym racji. Staram się do macierzyństwa podchodzić świadomie, ale z rozsądkiem. Nie zamykam dziecka w klatce i nie chowam słodyczy. Nie traktuję cukru jako tematu tabu, zakazanego owocu. Po prostu wszystko z umiarem. A tu nagle okazuje się, że właśnie w tego Sylwestra mogę skrzywdzić ją na całe życie. Szampanem bezalkoholowym. Odrobiną cukru, który z lekkim hukiem wypłynie ze szklanej butelki.

Bez przesady, Ola. Tylko dorośli mają z tym problem. Dzieci nie widzą w tym żadnego podtekstu, dopóki rodzice im go nie pokażą. Czy mam zakrywać córce oczy, kiedy widzi alkoholika, który zbiera butelki? Zdecydowanie bardziej deprawujący jest widok człowieka w kale niż otworzenie napoju gazowanego raz, czy dwa razy w ciągu roku. Przecież chronimy dzieci, rozmawiamy. A najlepszą metodą na wychowanie jest właśnie rozmowa, a nie nakładanie klapek na oczy przed rzeczami, na które często nie mamy wpływu.

I czy ten szampan zadecyduje o tym, jakie dziecko będzie miało stosunek do świętowania? Czy bezalkoholowy napój naprawdę przekreśli moje dotychczasowe, rodzicielskie starania? Wyrządzi jej krzywdę? Nieświadomie da jej do zrozumienia, że bez bąbelków nie ma zabawy? I czy naprawdę tak bardzo nie wierzę swoim umiejętnościom wychowania dobrego dziecka, że jeden napój podany kilka razy w roku może zniszczyć mi dziecko?!

Po to przez kilka lat edukuję się na temat wychowania dzieci. Po to poświęcam każdą chwilę na rozmowę i zabawę. Po to wzięłam lekcję z radzenia sobie ze stresem, aby mniej się denerwować, a bardziej być efektywna. Po to tulę, noszę, kocham i sieję świadomość związaną z rodzicielstwem bliskości. Po to wstaję po dwadzieścia razy w ciągu nocy. Po to, żeby bezalkoholowy szampan wywołał u mnie tyle wątpliwości, czy robię dobrze? Nie. Dziękuję.

W 2020 rok weszłam świadomie bardziej niż poprzednio. Zaczęłam siebie doceniać i zrozumiałam jedną, ważną rzecz. Nie wolno popadać ze skrajności w skrajność. Robimy tyle dobrych rzeczy, tak bardzo się staramy. Nie dajmy sobie wmówić NIGDY, że przez taką rzecz zniszczymy wszystko, na co tak wiele lat pracujemy.

A dzieci? Nie wolno trzymać pod kloszem. Musimy dbać o ich zdrowe nawyki żywieniowe, wychowywać i dużo, dużo kochać. Ale nigdy nie dajmy sobie wmówić, że przez słodycze dawane od czasu do czasu, że przez karmienie mlekiem modyfikowanym, że przez Piccolo zmarnujemy im życie. Że przez obchodzenie Halloween, pokazujemy dzieciom świat duchów i potworów. Że skreślimy wszystko to, co do tej pory zrobiliśmy. To nie o to chodzi. To jest moim zdaniem w ogóle nieprawdą.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider