single-image

Nie kupujmy nic na pokaz. | Jak mieć udane Święta? Opowiada Zosia

Aleksandra Broda

Black Friday to podstępny pomysł. Specjalnie chcą, abyśmy wpadli w szał zakupowy jeszcze przed Świętami. Niby polujemy na jakieś ciepłe sweterki i buty za „pół darmo”, a tak naprawdę nasze oczy zapamiętują te wszystkie piękne choinki stojące gdzieś w galerii. I tak zamiast czarnego sweterka przecenionego o 40%, kupujemy ten w świąteczne wzorki bez przeceny.

A jak matka bierze wolne od obowiązków domowych, zostawia dzieciaki z tatą i układa fryzurę, to są dwa wyjścia: albo idzie na piwo z koleżankami, albo jest Black Friday i chce wyglądać bardziej wyjściowo. I tak też zrobiłam. Poszłam na wielki szoping z pieniędzmi wyjętymi z różowej świnki. Żeby nie było, nie ukradłam jej dzieciakom. To moja chrumka.

Jeden sklep, drugi. Tu Mikołaj, a tam kurde Śnieżynka. Chcesz sobie kupić ten kalendarz adwentowy z kosmetykami, a jednak pan z brodą naklejony na ścianę patrzy na Ciebie z politowaniem i jakby chciał Ci powiedzieć: A ty wiesz w ogóle, do czego się co używa? Przecież ty nawet nie wiesz, co to jest beauty blender!

– Co to jest beauty blender? – patrzę na niego i odstawiam grzecznie pudełeczko.

Lepiej kup coś dzieciakom na Mikołaja! – słyszę jakieś głosy.

Myślałam, że to Mikołaj. A tu odezwał się jednak mój głos rozsądku. Matczyna miłość poklepała mnie po ramieniu. Kupiłam mikołajkowe prezenty. Przynajmniej wyrzuty sumienia odpuściły.

Miałam już wracać do domu, ale jak na złość, przy wejściu, spotkałam JĄ. Panią idealną. Siostrę mojego męża, która przy dwójce dzieci (w podobnym wieku do moich), ogarnia wszystko. Ma zawsze odpowiedź na wszystko, na wszystko ma czas i pieniądze. Zawsze wydawała mi się podejrzana, bo ilekroć się do niej nie przychodziło, to zawsze miała porządek. I jeszcze z uśmieszkiem przepraszała za bałagan.

Nie no, ogólnie miła kobieta. Taka wiecie, do rany przyłóż. Nie za bardzo jednak miałyśmy o czym rozmawiać.

– Kochana! A my dopiero lecimy na zakupy! Co ciekawego upolowałaś? Kiedy do nas wpadniecie?
– Tylko jakieś tam prezenty dla dzieci.
– No to kiedy wpadacie? Czy widzimy się już na Święta?

Kurde. Święta! W tym roku miały wypadać u nas. Duża rodzina, dużo gości. Sami zaproponowaliśmy, że Wigilia i pierwszy dzień Świąt u Zosi. Zrobiłam się blada, oblał mnie pot. Kompletnie o tym zapomniałam.

Szybko zbyłam szwagierkę. Włożyłam zakupy do naszego grata i wróciłam obczajać jakieś sklepy z lepszej półki. No bo obrusu taniego nie kupię. Namacałam się tych tkanin. Od tych gładkich po grube, chropowate. Oszaleć szło. No ale co? Jak Święta, to niech widzą, że sobie radzimy. Że mamy te pieniądze i wcale nie szczędzimy na firanach do salonu. Jeszcze talerze. A jak talerze, to kubki jakieś na bogato. Widelce ze srebra. W pudełku droższym niż chyba sama zawartość. Zwariowałam. Ale takie kupowanie uzależnia. Z każdą wydaną stówą, jakoś idzie ci lżej kładzenie kolejnych na blat.

Nabuzowana tym wszystkim. Cała w emocjach. Wróciłam do domu.

– Kochanie. Przepierdzieliłam wszystkie oszczędności i część Twojej wypłaty.
– Poważnie? A co sobie kupiłaś? Jak było warto, to przeżyjemy – uśmiechnął się mój mąż. Tak bardzo mi kibicował. Złoty człowiek
– Zabawki dla dzieci, obrus, firanki i talerze. No i kubeczki.

Myślał chłop, że coś sobie kupiłam. Takie trochę zażenowanie widziałam na jego twarzy, ale wiedział, że chciałam, żeby Wigilia u nas była piękna i wyjątkowa.

Do dziesiątego jedliśmy chleb z pasztetem. Ale na zwykłych talerzach, bo przecież te drogie to na Święta. Nie daj, żeby się coś stłukło.

Ale nie to było najgorsze. Kiedy wkładałam do tajnej szafki wszystkie super rzeczy, coś mnie podkusiło, żeby sprawdzić ich cenę na internecie. Z wysyłką, od najtańszych dystrybutorów, wydałabym na nie o połowę mniej.

Kurde. Nie dość, że uraz do pasztetu gwarantowany, to jeszcze tak dałam się wrobić. W tym roku na black friday nie poszłam. Wybrałam piwo z koleżanką.

Ale co sobie wtedy w sklepach namacałam i naoglądałam się, to moje!


Cześć. Tu Zosia. W zeszłym roku dostałam poważnej gorączki. Gorączki Świątecznej. W tym roku wszystko chcę zrobić inaczej. Moim doświadczeniem postanowiłam podzielić się z Wami. Przeżyjmy te Święta razem. Na luzie. W gronie rodziny. To jest pierwsza moja historia. Jeśli jesteś ciekawa, co wydarzyło się w następnych dniach i jak zrobiłam pierniczki dwudziestodniowe za 300 zł, to udostępnij ten wpis, skomentuj, albo polub. To doda mi otuchy i skrzydeł. Bo przyznam szczerze, że trochę się wstydzę.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider