single-image

O presji dzieciństwa i wypaleniu dzieci

Aleksandra Broda

Bardzo dużo mówi się o tym, że dzisiejsi rodzice żyją pod presją. Sama jej doświadczam z różnych środowisk. Ale co z dziećmi, które również żyją pod presją? Dlaczego tak mało mówi się o tym, że dzisiejsze dzieci i mówię tutaj już o trzy, czterolatkach również mogą być wypalone, ale dzieciństwem?

Zaczyna się od presji związanej z samodzielnym zasypianiem albo z takim, gdzie dziecko po szybkich przytulasach zasypia w swoim łóżeczku, najlepiej w swoim własnym pokoju. A na czym kończy? Na osiemnastce, po której dziecko i tak jest traktowane jako niemyślący zdrowo człowiek, niezdolny do samodzielnych decyzji? To pytanie otwarte.

Każde dziecko powinno mieć prawo do rozwoju. To rodzice w głównej mierze są za niego przecież odpowiedzialni. Wydaje mi się jednak, że bardzo często niektórzy rodzice i to na siłę próbują ten rozwój dziecka przyśpieszyć, a powodem tego stanu jest właśnie ta presja. Rodzice są pod presją, w konsekwencji czego ich dzieci też muszą pod tą presją żyć.

Od pieluchy do życia pod presją 

Prosty przykład? Odpieluchowanie i gorączka związana z tym, że trzylatek, który zaraz idzie do przedszkola, popuszcza w majki i to zarówno siku, jak i kupę. „Ale wiesz, że dzieci się będą z Ciebie śmiały, kiedy zsiusiasz się w spodnie?”. Albo: „Jak założę Ci pieluszkę do przedszkola, to Panie będą się z Ciebie śmiały, jak Cię będą przewijać”. Ja szanuję pracę wychowawców przedszkolnych. Wiem, że dla nich to nic miłego, jak muszą przewinąć, czy przebrać trzylatka. Ale tak się zdarza. Przeraża mnie to, że tak ważny etap, jak przejście z pieluch na toaletę ma otoczkę presji, wielkiej presji, a nie czegoś naturalnego i czegoś, co naprawdę może być całkiem przyjemne.

„Mamo, ale ja nie chcę”. Na co mama, tata: „Nie chcesz, ale musisz”. To chyba jedno z najczęściej powtarzających się stwierdzeń w naszych domach. Albo jeszcze lepiej: „Ja też nie chcę, ale muszę”. I wpajamy tak dzieciom tę presję. Wstrzykujemy ją. Zamiast się zatrzymać na chwilę i zapytać: „Ale dlaczego kochanie nie chcesz?”. Bo może okazać się, że dziecko ma wiele ważnych powodów do tego, aby dzisiaj nie chcieć pójść do przedszkola, czy do szkoły. Ok, wiadomo, że i tak pójdzie. My nie mamy z kim dziecka zostawić, nie możemy przecież być hipisami, którzy pozwalają dziecku ot tak opuścić zajęcia. Ale najczęściej wystarczy wsłuchanie się i użycie odpowiednich, ważnych dla dziecka argumentów, a wizyta w placówce będzie kojarzyła się nie z przymusem (presją), lecz najlepszą opcją na tę chwilę i to całkiem fajną.

Presja na dzieciach: oceny, umiejętności, wyścig szczurów 

Presja ocen, dościgania swoich rówieśników, a nawet bycia wyżej, niż oni, też prowadzi do wypalenia dziecięcego. I myślcie sobie, co chcecie, ale my, pomimo tego, że MUSIELIŚMY chodzić do szkoły i MUSIELIŚMY przynosić jakieś dobre oceny, to mieliśmy mnóstwo zajęć pozalekcyjnych w postaci długich powrotów do domu, podczas których odpierdzielało się różne rzeczy i przede wszystkim wakacje, czy też wszelkie dni wolne, podczas których beztrosko spędzaliśmy 80% czasu na podwórku. A co mają z dzieciństwa nasze dzieci? Odwózki pod samą szkołę, autobusy, wakacje z rodzicami nad morzem, na Mazurach i mnóstwo zajęć dodatkowych, których nadmiar po prostu im szkodzi. Szybkie odbieranie z przedszkola, bo w domu jeszcze tyle spraw czeka. Pomyślmy sobie teraz wszyscy: czy nasze dzieci nie mają powodów do tego, aby czuć dziecięce wypalenie i czy aby na pewno nie zarażamy ich swoją presją?

Kiedy ostatni raz zrobiliśmy wagary? Kiedy ostatni raz machnęliśmy ręką i powiedzieliśmy: „Nauczysz się tego później”. Kiedy udowodniliśmy dziecku, że życie nie składa się tylko z obowiązków, lecz spontanów? I ostatnie: Kiedy zaczniemy wreszcie żyć dla siebie, dla naszych dzieci. Dla ich dzieciństwa i dla naszego cudownego rodzicielstwa?

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider