single-image

O tym, jak „przeoczyłem” depresję mojej żony. [LIST]

Aleksandra Broda

Od dzisiaj znów zaczynamy publikować Wasze maile. Przypominamy nasz e-mail: [email protected]

Kobieta błyskawica. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, a i wszędzie jej było pełno. Nie no nie było zadania, którego się nie podjęła. Zawsze mówiła: „Dam sobie ze wszystkim radę!”. Robiła to z entuzjazmem i zapałem. Dzieci? Bajka. Rok po roku, tak jak chcieliśmy. Żona idealnie się odnajdywała. Ja zresztą też. Rodzina jak z obrazka. Dom pełen miłości.  […]

Dzieciaki podrosły, mają swoje towarzystwo i swoje ważne sprawy. Rodzina jak z obrazka. Ambitni rodzice, ognisko domowe, bystre dzieciaki. Rok 2019, piękne lato. Moja żona połyka garść tabletek w łazience. Obok w pokoju śpią smacznie dzieci, a ja czytam książkę. Wychodzi z łazienki: „Zrobiłam coś złego. Bardzo żałuję” i pokazuje mi puste opakowanie po tabletkach. Płacze. […]

Jedziemy na SOR. Płukanie żołądka, policja. Na szczęście nie wzięła zbyt wiele. Lekarz zasugerował, że może to być chęć zwrócenia na siebie uwagi. Pytał o różne rzeczy, na które ja nie znałem odpowiedzi. Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że właściwie nie wiem nic. Przez cały czas powtarzała mi, że jest ok. W życiu nie spodziewałbym się, że mamy jakieś problemy. Że żona zmaga się z czymś, z czym sobie nie radzi. […]

O nic nie pytałem. Czekałem, aż sama zacznie rozmawiać. Tylko mnie przepraszała za to, że nie dała rady być twarda. W końcu mnie olśniło. W naszym życiu brakowało jednego. Spokoju i luzu. Dzieci dostały miłość i najlepszą opiekę, w gratisie dwóch rodziców, którzy nie pozwalali sobie na błędy. Byliśmy tak zajęci ambicjami i celami. Tak bardzo wspieraliśmy się i gratulowaliśmy, że sobie radzimy, że to wszystko odbiło się na zdrowiu mojej żony. Perfekcjonistki, która cały czas próbowała udowodnić, że daje radę. Ja to wszystko spieprzyłem. Pozwoliłem mojej kobiecie na pisanie raportów po nocy, bo myślałem, że to jej sprawia przyjemność. Przyglądałem się jak po raz setny tłumaczy dzieciom to samo zagadnienie i podziwiałem za cierpliwość. Nigdy nie podniosła głosu na dzieci. Nigdy nie pozwoliła sobie na żadne opóźnienie. Wzorowa matka i żona. Myśleliśmy oboje, że jesteśmy szczęściarzami.

Chciałbym, tylko żeby wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że depresja jest niewidoczna a zachorować na nią może każdy. Nawet ten, co zapewnia, że czuje się w porządku. Ja do tej pory nie potrafię sobie wybaczyć, że nie zauważyłem niczego niepokojącego. Zamiast pozwolić sobie wzajemnie na jakiekolwiek błędy, my tylko gratulowaliśmy sobie tego, że dajemy radę. Co okazało się złudne i nieprawdą. Dzisiaj oboje się leczymy. Moja żona na depresję, stany lękowe (których nie podejrzewałem, kiedy zamykała się w łazience i mówiła, że czymś się zatruła) a wspólnie na chore ambicje i gonienie, w sumie nie wiadomo za czym.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider