single-image

Przemoc w rodzinie to nie to, co myślisz

Aleksandra Broda

Przemoc w rodzinie. 

Małżeństwo z kilkuletnim stażem. Dwójka dzieci — sześcioletni Staś i czteroletnia Hania. Z pozoru zgrana rodzina, która radzi sobie świetnie w życiu. Mąż robi karierę kierowniczą i dzielnie wspiera żonę w jej działalności gospodarczej. Stojąc z boku, można by pomyśleć, że wszyscy dobrali się idealnie.

Jednak mury domu, który budowany był z wielkim zapałem i niezwykłą starannością, czasami szepczą jakieś sekrety, których niestety nikt z zewnątrz nie słyszy. Dochodzi czasami do ogrodu trzask talerzy, które zbiły się, niby przypadkiem. Nie jest to jednak natężenie na tyle wysokie, żeby ktoś zareagował.

Czasami w tym domu, między biegającymi urwisami i dźwiękiem ich stóp, z sypialni słychać odgłosy płaczącej mamy. Dzieci są za małe, żeby zrozumieć, co się dzieje, a mama zawsze je uspokaja, że nic się nie stało. Że znowu upadła. Upadła i potłukła kolana. Tata wie, gdzie bić, żeby nie było widać i wie, co mówić mamie, żeby ją bardzo bolało. Ale dzieci o tym nie wiedzą. Tata dzieci kocha. Mamę zresztą też.

Weekendy? Spędzają razem. Latem odpoczywają nad jeziorem, a zimą jeżdżą na nartach. Na rodzinnych i firmowych imprezach robią wrażenie idealnego małżeństwa. Zawsze uśmiechnięci i chętni do rozmowy. Szkoda tylko, że nikt nie chce dostrzec w jej oczach bólu spowodowanego tym, co było i tym, co się wydarzy, kiedy wrócą do domu. Ona wie, że po powrocie do domu bańka pryśnie i znowu będzie błagać męża na kolanach, aby miał dla niej litość. Żeby nie szarpał za włosy, żeby nie wyzywał jej od najgorszych. Przecież nie zasłużyła. Niech chociaż oszczędzi gróźb, że zabierze dzieci, że już ich nigdy nie zobaczy. Że zniszczy ją doszczętnie. Ona już o tym wie i cała w strachu dzielnie walczy o lepsze jutro. I liczy na to, że coś się zmieni. Cokolwiek.

Czy ona go kocha? Nie. Absolutnie. Ona trzęsie się na myśl o nim. Ona nie czeka z utęsknieniem, aż wróci do domu. Ona modli się, żeby on nie wrócił. Niech, go nawet licho weźmie. Gdyby mogła, to jeszcze by zapłaciła.

Czasami coś wspomina koleżankom i matce, że źle się czuje, że chciałaby odejść. Ukradkiem pokazuje siniaki i nie próbuje zamaskować spuchniętych oczu. Ale nikt nie widzi jej cierpienia. Wszyscy każą jej być wdzięczni. Jej mąż to przecież skarb. Dba o dzieci, wybudował dom i robi karierę. Czego chcesz więcej, niewdzięcznico?

Myślisz sobie: „ale ona głupia! Niech zabiera manatki i dzieci. Niech ucieknie, gdzie pieprz rośnie. Obdukcja i na policję. A później sprawa w sądzie i hyc, spokojne życie. Niech pomyśli o dzieciach!”.

Ale ona nie myśli jak zdrowy człowiek. Przez lata była katowana i poniżana. Z początku go kochała, myślała, że on się zmieni. Później urodziły się dzieci i było za późno. On robił karierę, wywalczył sobie miejsce nie tylko w domu, ale przede wszystkim w pracy i na mieście. Wiedział, co robić i  jak zyskać sympatię wśród wszystkich. To on codziennie przeszukiwał jej rzeczy, w poszukiwaniu podsłuchów i powodów, do kolejnej kłótni. To on stworzył tę cholerną bańkę mydlaną wokół domu i postawił mury tak grube, że nie można usłyszeć wołania o pomoc. To on z dorosłej kobiety zrobił przestraszoną niewolnicę. Wciąż myślisz, że ta kobieta i tak jest sobie poniekąd winna? Właśnie tacy zaściankowi są ludzie. Łatwo im oceniać sytuacjębbez jakiegokolwiek doświadczenia i empatii. To tak, jakby obwiniać kobietę, że została zgwałcona, bo wyszła na miasto w sukience. A kiedy kobieta w końcu robi krok ku lepszej przyszłości. Krok, który jest przełomowym w jej życiu, większość się pyta:
-Dlaczego tak późno?

Albo, co gorsza nie wierzy jej i nie bierze jej problemów na poważnie:
-Wymyślasz.

Nie bądźmy obojętni. Traktujmy poważnie to, co mówią nasi znajomi. Interweniujmy, kiedy mamy podejrzenia, że dzieje się coś złego.

I przede wszystkim — dodajmy sił kobietom, które się boją. Wspierajmy je i pokażmy, że jesteśmy tutaj po to, żeby je chronić. Jak nie pomogą odpowiednie służby, to my pomożemy. Zburzymy te grube mury, które wybudowali przestępcy, aby bić, katować, zastraszać i poniżać kobiety.

Fundacja Centrum Praw Kobiet – TELEFON ZAUFANIA – (22) 621 35 37
TELEFON INTERWENCYJNY – 600 070 717

Skomentuj, polub, wyślij koleżance! To nic nie kosztuje, a może wyrwać z piekła niejedną kobietę.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider