single-image

Przyjaciółka obraziła się, bo zaczęło mi się „powodzić”. [LIST]

Aleksandra Broda

Dzisiaj publikujemy list od naszej czytelniczki.

Muszę się wyżalić, ostrzec, cokolwiek. Miałam przyjaciółkę, którą znałam od czasów liceum. Mieszkałyśmy niedaleko siebie i w bardzo podobnym czasie zaszłyśmy w ciążę. Nasi mężczyźni wiecznie w robocie, więc razem pokonywałyśmy trudy początkowego macierzyństwa. Teraz ona ma trójkę dzieci, a ja zostałam przy jednym i wszystko się zmieniło. Poszłam do pracy zaraz po macierzyńskim, a ona została w domu. Stwierdziliśmy z mężem, że musimy oboje pracować, jeśli chcemy wybudować dom. Ja dostałam awans w pracy, więc moje zarobki wzrosły o dobre 40%.

Wszystko było ok, do momentu, w którym moja przyjaciółka zaczęła pożyczać ode mnie pieniądze. Z początku były to niewielkie kwoty, tu 50 zł na pieluchy, tam 30 zł na leki dla dziecka. Oddawała mi, ile mogła, chociaż nigdy całej sumy. Później pożyczała znacznie więcej. Mąż trochę kręcił nosem, ale nic nie mówił. Planowaliśmy wziąć duży kredyt, ale okazało się, że rodzice Bartka chcą nam odsprzedać dom za niewielkie pieniądze, ponieważ z racji wieku, chcą przeprowadzić się do kawalerki, w samym centrum, aby mieć łatwy dostęp do lekarzy.

Dla nas to była cudowna wiadomość, zwłaszcza że dom był na obrzeżach miasta, a do pracy i szkoły mieliśmy zaledwie 20 minut samochodem. Tak więc wzięliśmy mniejszy kredyt, kupiliśmy gotowy dom od rodziców, a za resztę wyremontowaliśmy go po swojemu. Moja przyjaciółka przestała się do mnie odzywać. Bardzo mnie to bolało. Myślałam, że chodzi jej o to, że już nie będziemy dla siebie tak blisko, zawsze i o każdej porze.

Napisałam więc jej długą wiadomość, w której zapewniłam, że nic się nie zmienia, że zawsze będziemy się spotykać, że będę po nią i dzieci przyjeżdżać i brać na weekendy. Czekałam na wiadomość bardzo niecierpliwie, a to, co mi napisała, sprawiło, że omal nie zemdlałam. Napisała mi, że ja mam wszystko, a ona nie ma nic. Że ma za złe mi to, że czasami zapytałam, kiedy odda mi pieniądze (łącznie pożyczyłam jej ok. 15 tysięcy, a 8 mi z tego nie oddała). Pisała też, że jestem egoistką i przez swoją zachłanność mam tylko jedno dziecko, a ona jest szczęśliwą matką trójki i jako przyjaciółka, która, zacytuję: „Dostała DOM”, powinnam bardziej jej pomagać.

Rozryczałam się. Tak bardzo ją kochałam, ufałam jej i chciałam dla niej jak najlepiej. Myślałam, że będzie cieszyć się z mojego szczęścia. Nie oczekiwałam od niej pomocy przy remoncie ani nic. Oczekiwałam jej obecności i przyjaźni. Gdyby nie mój mąż, który podszedł na chłodno do tego, byłabym w stanie ją przepraszać i żyć w poczuciu winy. Ponad rok nie mamy ze sobą kontaktu, a ja chciałabym Was ostrzec przed fałszywymi przyjaźniami.

Śmieję się przez łzy, że prawdziwych przyjaciół poznajesz w biedzie, albo jak osiągniesz jakiś tam sukces, powiedzie Ci się, będziesz pracować, kupisz dom, takie normalne rzeczy.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider