single-image

REAGUJ na przemoc. [Historia i apel naszej czytelniczki]

Aleksandra Broda

To historia, którą przesłała nam nasza czytelniczka już jakiś czas temu. Ciężko było nam zebrać się do jej zredagowania i publikacji…

„Wszystko, co znajdzie się poniżej, będzie dedykowane wszystkim postronnym wujkom, ciociom, babciom, dziadkom, ale również wychowawcom szkolnym, pedagogom, nauczycielom, lekarzom, sąsiadom.

Przedstawiona tu historia nie jest ze średniowiecza. Nie jest też przeterminowana. Przemoc, która dotyka dziecko, jest ponadczasowa: nie ma rasy, koloru skóry, nie obejmuje jej pochodzenie etniczne, ani klasa społeczna. Ma tylko jedną wspólną cechę: NISZCZY KAŻDE ŻYCIE BEZPOWROTNIE.

Dorotka była ledwo żywym chuchrem. To, że żyła, oddychała, zawdzięczała swojej babci.

Był 83 rok. Malutka Dorotka zimą, w mróz sięgający ponad minus 20 stopni, brodząc bez butów w świeżym śniegu, pierwszy raz świadomie uciekła z domu przez pokojowe okno.

Tu zaczyna się historia znieczulicy ludzkiej, czyli kolejnego dramatu, który złamał, łamie i będzie łamał, jeśli nie będzie reakcji na dziecięce losy.

Maleńką, chudą dziewczynkę z gilem do pasa, która miała na sobie tylko białe rajstopki i krótką koszulkę z cekinowym motylkiem, stojącą na środku zaśnieżonej ulicy dostrzegła kobieta, która miała dziecko w jej wieku. I w tej kupce zmarzniętego nieszczęścia dostrzegła córeczkę sąsiadów. Dziewczynka została odprowadzona do domu i oddana matce.

Ta sąsiadka będzie w przyszłości świadkiem wielu śladów fizycznej przemocy stosowanej wobec Dorotki, a jej dom wielokrotnie będzie schronieniem dla małej, wystraszonej do szpiku kości dziewczynki.

Ta kobieta w przyszłości okaże się wyrachowanym, zimnym potworem nastawionym na czerpanie korzyści z ludzkiej tragedii.

Mija kilka lat. Jest rok 89. Jesień: deszczowa, zimna, ponura.

W domu od kilku dni kolejny raz trwa libacja. Zanim chuchro wyjdzie do szkoły, sprząta dom, zawiesza zerwane podczas nocnych awantur zasłony, chowa na miejsce rozrzucone garnki, które kilka godzin wcześniej służyły do okładania siebie nawzajem matki i ojczyma. Chuchro starannie zamiata i myje podłogi. To sprzątanie to była syzyfowa praca. Po szkole, gdy inne dzieci po powrocie do domu dostawały ciepły obiad z deserem i spokojny kąt do nauki, na Dorotkę czekały trzy możliwości zależne od tego, ile butelek zostało wcześniej opróżnionych, kto ile wypił, a w zasadzie to od niemal wszystkiego, bo przecież zawsze chuchro słyszało, że to wszystko przez nie, że to ona doprowadziła matkę do takiego stanu, że aż ta wyszła z siebie i uderzyła… […]

Ta jesienna noc złamała życie dziecka niczym wichura suchą starą gałąź. Chuchro ma dość sprzątania, dość sprzedawania pustych butelek, żeby mogło coś zjeść, ma dość całoweekendowych libacji. Pod osłoną nocy zostawiając za sobą pijacką melinę, oficjalnie drzwiami kolejny raz „wychodzi z domu”. Nauczona latami doświadczeń krótkiego życia, ubiera się stosownie do pogody. Zakłada granatowo-czerwoną kurteczkę, niebieskie adidasy, niebieskie spodnie na szelki i wychodzi na puste i szerokie ulice.

Chuchro nie ma wyznaczonego celu. Chuchro chce jak najdalej od domu.

Dwa wielkie dobermany brutalnie skracają drogę. Jest policja, jest odwiezienie do domu.

Dom, gdy weszła do niego policja, już nawet w 1% nie przypominał domu. Nawet rozmontowany w celu podkradania prądu licznik nie doprowadził do obudzenia w policjantach ludzkich odruchów.

Mijają 2 lata.

Dramat maltretowanego fizycznie i psychicznie dziecka trwa w najlepsze przy pełnej aprobacie nauczycieli, sąsiadów, policjantów, urzędników. Przy społecznym przyzwoleniu, życie dziecka jest łamane niczym trzcina na wietrze dosłownie co chwilę. […]

Kolejny raz nieco większe chuchro trafia na komisariat. Tu dzieje się istna magia z najwyższej półki. Dorotkę odbiera matka i dopóki się ona nie pojawiła, to w zalęknionej dziewczynce na chwilę budzi się nadzieja, że kobieta, z którą rozmawia, wreszcie coś zrobi i nie pozwoli jej dalej krzywdzić. Chociaż jeden raz w swoim krótkim życiu ta konkretna policjantka dała nadzieję na to, że nie nabierze się na sztuczki dorosłej kobiety. Niestety tak się nie stało. […]

Dorota już wie, jak mało kto, że na nikogo nie może liczyć, że dorośli mają swój świat, w którym nie miejsca na tzw. trudne sprawy i trudne dzieci. Wie też dobitnie, że to, co wypływa z ust o pomocy, wsparciu, zrozumieniu w czynach nic nie znaczy. […]

Nie zabiła się, skacząc z dachu. Nie spłonęła, gdy się podpaliła, nic się jej nie stało, gdy spadła z drzewa na kupę gruzu, a tabletki nasenne okazały się witaminami w zamienionym przez matkę pudełku. Jednym z dowodów na to, że babcia ma nieziemskie moce, jest to, co po wielu próbach miało się idealnie udać w ten poniedziałkowy poranek. Wbrew temu, co w czasach obecnych pokazują media, nie było ułożonych w rząd tabletek z namaszczeniem i szacunkiem połykanych z gracją jedna po drugiej.

Miało być szybko, wręcz ekspresem na tamten świat: bez świadków i bez możliwości odwrotu. XYZ (Nazwa środka, którą ze względów bezpieczeństwa nie wyjawiamy) 10 mg 38 szt. podbierane partnerce ojca od kilku miesięcy. Zachłannie, całymi garściami bez popijania. Łóżko, kołderka, poduszka. 9 godzin. Tyle miało wystarczyć: zero obecności kogokolwiek.

Godzina 6:30 matka wychodzi na pociąg, który zawiezie ją do jej rodziców, czyli dziadków Dorotki. Powrót jak zawsze miał być następnego dnia.

Ojciec rozpoczyna pracę na pierwszą zmianę. Rodzice nie mieszkają razem, jednak ojciec ma klucze. Pracę kończy o 14:00, gdy nie ma nic zaplanowanego. Zawsze wraca do swojej nowej rodziny do sąsiedniego miasta.

Po godzinie 7:00, gdy chuchro pochłonęło wszystkie tabletki i zapakowało się do łóżka, w zamku słychać przekręcany klucz. W pracy awaria: ojciec ma wolne. Pierwszy i ostatni raz w 20-letniej historii pracy postanawia mnie odwiedzić.

Chwile grozy: co powiedzieć, co zrobić. Wstaje z łóżka, szykuje się do szkoły. Jak ojciec sobie pójdzie, to chuchro dokończy plan w domowych pieleszach. Jednak ktoś na górze ma swój plan. Ten czeka jednak na to, abym wyszła do szkoły. Chce odprowadzić mnie kawałek. […]

Pierwszą lekcję prowadzi wychowawczyni. Ta sama, która od 4 lat nie raz i nie dwa słyszała od swojej uczennicy, że boi się matki, że nie chce wracać do domu, że matka to potwór. […]

Kilka minut po rozpoczęciu lekcji. Jest pogotowie, reanimacja i ogólnie widowisko dla wszystkich uczniów. Później jest OIOM. 11 dni spokoju i …powrót. Determinacja chuchra jest imponująca: jeśli zaszła tak daleko, to teraz musi zrobić wszystko, żeby już nigdy nie wrócić do domu, gdzie jej głowa za pomocą ręki ojczyma i przy pełnej aprobacie matki przechodziła bliskie spotkania z szafkami, krzesłami a ciało rękami matki 7 dni w tygodniu było przytulane kablem elektrycznym złożonym na cztery razy. […]

Ojciec myślał trzeźwo: chciał córkę umieścić w specjalnym ośrodku, gdzie miałaby opiekę psychologów i psychiatrów. Matka za nic miała swoje dziecko, a przy okazji zniszczyła relacje ojciec-córka. Matka zmanipulowała lekarzy, policję, pedagogów. Winą za próbę samobójczą córki w pełni obarczyła ojca, siebie stawiając w roli ofiary i osoby najbardziej pokrzywdzonej. […]

Jej krokodyle łzy i słowa jak słoma doprowadziły do zakazu zbliżania się ojca do córki. Dorota płonęła ze wstydu, żalu i tęsknoty. W szkole już nigdy więcej się nie pojawiła. Matka poinformowała placówkę, że córka… zatruła się kiełbasą. Dorota nie pojawiła się na zakończeniu 8-letniej edukacji, co położyło się cieniem na całym jej przyszłym życiu.

Zofia, Maria, Hanna, Lucyna, Aniela, Renata, Elżbieta, Beata, Julita, Halina, Krystyna, Wanda, Leszek, Krzysztof, Andrzej. To ścisłe grono, które NIGDY NIE ZAREAGOWAŁO.

DLATEGO PROSZĘ, REAGUJECIE ZAWSZE. NIE BÓJCIE się kołatać wielokrotnie do zamkniętych drzwi. Jeśli was zbywają, wróćcie.

Nawet gdy po wielu latach oprawcy już odejdą do wieczności ich, ofiary wciąż będą cierpieć i błądzić a w konsekwencji wpadać w sidła złych ludzi, złych zdarzeń, złych decyzji niczym mucha w sieci pająka.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider