single-image

„Rodzice skakali sobie do gardeł. Tak wygląda miłość – tłumaczyła mi babcia”. LIST

Aleksandra Broda

Dzisiaj publikujemy list od naszej czytelniczki.

Cały czas mówicie o przemocy wobec kobiet. Ja wychowałam się w domu, w którym rodzice bili i wyzywali się wzajemnie. Nie zawsze zaczynał ojciec. Czasami to matka zaczynała kłótnie, żeby rzucić się na niego. Nic miłego. Jakoś to dziesiątego roku życia ukrywali to przede mną, ale ja nie byłam głupia, wiedziałam o tym, później w niczym się nie hamowali.

Oboje tłukli talerze i rzucali w siebie przedmiotami. Mama wyzywała ojca najróżniejszymi przezwiskami, a ten nigdy nie pozostawał jej dłużny. W tym domu jedyną ofiarą byłam ja. Bo oni sami sobie świadomie zgotowali los patologicznego związku. Od totalnej pierdoły, gdzie co kto postawił, aż po długi, które oboje narobili. Zawsze znalazł się powód, że skakali sobie do gardeł. […]

Jedyną ostoją, którą wtedy miałam, była moja babcia, która mieszkała bardzo blisko nas. Szłam do niej z płaczem, pytałam dlaczego. Zawsze mówiła, że tak już jest w związku, a małżeństwo to świętość. Nie można się rozstać. Cały czas wmawiała mi, że rodzice tak się kochają.

Zaczęłam dojrzewać i bać się, że niedługo i mnie to spotka. Wyczerpana głośnym życiem rodziców, ciągle w niepewności. W końcu przestałam marzyć o normalnej rodzinie i spokoju. Uwierzyłam, że tak właśnie ma być. Nie chciałam takiej miłości. Dorastałam w przekonaniu, że właśnie tak wygląda miłość. Bardzo się tego bałam. Rozważałam nawet pójście do zakonu w przyszłości.

Pod koniec liceum się zakochałam. Nie wiem, co mnie wtedy podkusiło, ale bądź co bądź, chłopak miły i serdeczny. Razem wyjechaliśmy na studia, od rodziców się odcięłam. Codziennie, każdego dnia byłam podejrzliwa. Na myśl, że może to wszystko się skończyć, drżałam. Kochałam i nie mogłam uwierzyć, że to trwa bez skakania sobie do gardła. Mój chłopak miał kochających rodziców, będąc w gościach, widziałam serdeczność. Siedziałam i wyobrażałam sobie, jak kłócą się po naszym wyjściu. Nie mogłam uwierzyć, że żyją bez większych kłótni. Studia minęły, znaleźliśmy pracę. Ja tylko siedziałam i czekałam… […]

Nikt nie wie, jak ciężko zbudować nowe życie na tak posypanym gruncie, który zgotowali rodzice. Kiedy masz we krwi i w sercu miłość i chęć bliskości. To w końcu nasza natura. Z drugiej strony rodzina, która całe życie wmawiała Ci, że Ziemia jest płaska. Rodzice, którzy kochali Cię i nie możesz temu zaprzeczyć, ale nigdy nie kochali siebie. Pałali do siebie nienawiścią i przemocą. I wyrocznia w postaci babci, która mówiła, że tak ma być.

Niedawno skończyłam terapię, wzięłam ślub, a w drodze drugie dziecko. Piszę to i znowu drżę, ale traktuję to jako zakończenie tego smutnego rozdziału w moim życiu i przestrogę dla innych.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider