single-image

Rodzicielstwo bliskości to nie definicja. To rozumienie i wychowywanie.

Aleksandra Broda

Kiedyś, pod którymś z naszym artykułów dotyczącego bliskości z rodzicami, ktoś napisał, że w dzisiejszych czasach popada się ze skrajności w skrajność. Że kiedyś były klapsy, dzisiaj jest rodzicielstwo bliskości. I że oba te „style” nie są do końca dobre. Wydaje mi się jednak, że bardzo często RB myli się z bezstresowym wychowaniem. Bezstresowe wychowanie to coś, czego nigdy nie będziemy akceptować. Bezstresowe wychowanie to brak zasad, brak poczucia bezpieczeństwa i zagubione dzieci. Rodzicielstwo bliskości to wyznaczanie zasad, prowadzenie przez życie, ale w sposób harmonijny, spokojny i jak najbardziej ludzki.

Prawda jest jednak taka, że o rodzicielstwie bliskości powstało wiele mitów. Przez to ten styl wychowania dzieci ludzie zaczęli traktować jak coś nierealnego, dziwnego i niepoprawnego. Moim zdaniem RB jest czymś cudownym, potrzebnym, zwłaszcza w dzisiejszych trudnych czasach. Chodzi jednak o to, żeby się w tym wszystkim nie pogubić. Czytać, ale nie brać wszystkiego do siebie. Interpretować, a nie powtarzać. Nie obwiniać się, jeśli nie spełniamy wszystkich „wytycznych”, bo to bez sensu!

Tymczasem rodzice praktykujący RB to zwykli ludzie, którzy też miewają gorsze dni, są zmęczeni i czasami puszczają im nerwy. Są wśród nich kobiety, które nie karmią piersią i nigdy nie nosiły dzieci w chustach. Są ojcowie, którzy dużo pracują i nie ma ich często w domu. Są rodzice, którzy popełniają błędy, denerwują się i miewają gorsze dni.

Moim zdaniem, rodzicielstwo bliskości to kilka filarów, które podnoszą jakość życia dorosłym i dzieciom. Opiera się na budowaniu więzi na wszelkie sposoby, a nie tylko na jeden, jedyny sposób. Każde dziecko jest wyjątkowe. Rodzicielstwo bliskości to po prostu dostrzeganie tego i .szanowanie.

1. Rozmowa
To główny filar RB. Z dziećmi od maleńkości się rozmawia, a nie zbywa. Wiadomo, są sytuacje, w których nie ma na to czasu, ale poza tym – rozmowa, rozmowa, dialog.

2. Zasady
Rb stawia dzieciom wiele zasad. To nieprawda, że rodzice pobłażają dzieciom i puszczają ich samopas! Z tym że każdą ustanowioną zasadę się tłumaczy, a przynajmniej stara. Unika się zdań: „Bo ja tak mówię!”, ale sprowadza się wszystko do racjonalnego wyjaśnienia. Dzieci muszą nie tylko znać granice, ale wiedzieć, po co one są. Oczywiście, że na tłumaczenia nie zawsze jest czas, ale się staramy.

3. Przytulanie, rozumienie potrzeb
RB nie uznaje tresowania dzieci, pozostawiania ich zapłakanych, zdanych na siebie. Jeśli dziecko płacze, trzeba je uspokoić. Jeśli dziecko jest złe, staramy się je zrozumieć i pokazać, jak radzić sobie z tą złością. Staramy się nie karać, ale uczymy konsekwencji. Przytulamy, odpowiadamy na potrzeby bliskości.

4. Budujemy swój autorytet w oczach dziecka
Rodzicom, którzy wychowują dzieci w bliskości, zależy, aby miały one autorytet w swoich opiekunach. Nie robią tego jednak za pomocą podniesionego głosu ani klapsów. Autorytet budują przez szacunek do dzieci i do innych ludzi. To, jak oni się zachowują względem innych, to, co mówią – to wszystko przekłada się na obraz rodzica jako kogoś inteligentnego. Kogoś, kogo warto słuchać. Kogoś, do którego warto zwrócić się o pomoc.

5. Rodzicielstwo bliskości – żyjmy wolniej, obserwujmy

My nie wychowujemy robotów, którzy muszą się całkowicie przystosować do Świata. Pielęgnujemy w dzieciach ich wyjątkowość, ale cały czas pokazujemy, czego może wymagać od nich życie. Nie śpieszymy się z odpieluchowaniem, nie każemy dzieciom myśleć jak dorośli, ale uczymy empatii. Wydaje mi się, że RB to takie nieco zwolnione tempo, które w dzisiejszych czasach wychodzi często na plus. No i traktujemy dzieci, jak dzieci – indywidualne jednostki pełne potrzeb.

To tyle. Założę się, że rodzicielstwo bliskości jest bliżej, niż myślimy. Nie wymaga od rodzica, żeby wszystko wiedzieli, nie denerwowali się, nie mieli gorszych dni. Prawdziwe RB to bycie sobą, wybaczanie sobie błędów. Wiadomo, że nie zawsze mamy czas na rozmowy, tłumaczenia. Wiadomo, że ponoszą nas czasami nerwy. Ważne jest jednak to, że jednak najczęściej znajdujemy czas, szanujemy nasze dzieci. Że nie wychowujemy robotów, ale przyszłych dorosłych ludzi – pewnych siebie, z odpowiednimi wzorcami. Z autorytetami, których nigdy nie stracą, nawet jeśli wyfruną daleko, daleko od gniazda.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider