single-image

System edukacji jest do wymiany. Nie złość się na dziecko za złe oceny

Aleksandra Broda

Zbliża się zakończenie roku szkolnego. Niektóre dzieci mają już wystawione oceny, inne jeszcze nie. W niektórych domach odbywa się istny wyścig po jak najlepsze świadectwo, a nagrodą za to ma być zadowolenie rodziców i oczywiście coś materialnego. Niektóre dzieci przeżywają z tego powodu załamanie nerwowe – są pełne lęków, obaw. I nie chodzi już o sam fakt ocen, ale tego, jak na nie zareagują bądź już zareagowali rodzice.

System edukacji w Polsce i oceny

Czy oceny zawsze odzwierciedlają wiedzę, przykładanie się do obowiązków i starania? Bylibyśmy naiwni, gdyby tak było. Doskonale wiem, jak wygląda system szkolnictwa i system oceniania. Pozostawia dużo do życzenia i potrafi zniszczyć dzieci, które są niesamowicie zdolne, pełne pasji i miłości do nauki.

Swoje w szkole przeżyłam. Szkoła podstawowa to były czasy, w których najlepiej miały dzieci lekarzy, przedsiębiorców i osób pracujących w publicznych instytucjach. Ja i inne dzieci byliśmy po prostu plebsem. Przynajmniej tak było w klasie 1-3. Później zmieniła nam się wychowawczyni, która była naprawdę w porządku, ale inni nauczyciele w dalszym ciągu kategoryzowali dzieci. Najbardziej pod górkę miałam w liceum. Opuszczając je, poczułam ogromną ulgę. Zwłaszcza że byłam wtedy już niezależna: mój ojciec nie mieszkał już z nami, a moja mama zaufała mi i dała wolną rękę. Jako dusza artysty, z wrażliwością przekraczającą ludzkie pojęcie, strasznie stresowałam się, że będę powtarzać ostatnią klasę liceum. Moją zmorą były nauki ścisłe. Nie olewałam jednak tematu. Chodziłam regularnie na korepetycje z matematyki i prosiłam koleżankę, aby na okienkach tłumaczyła mi fizykę i chemię. Niestety to nie przynosiło żadnego skutku, pomimo naprawdę wielkich starań. Ja ogólnie lubiłam czytać, lubiłam się uczyć. Rzadko który nauczyciel jednak to doceniał.

Dlatego, kiedy nasze dziecko poszło do przedszkola, zrozumieliśmy, że czeka je być może podobny scenariusz.  I pomimo tego, że obydwoje wynieśliśmy ze szkoły bardzo dużo i wiemy, ile ta ważna instytucja wymaga poprawek, to i tak się martwimy. My mamy teraz świadomość wielu rzeczy, o których nasi rodzice nie mieli wtedy pojęcia i to dodaje nam sił. Odkąd zaczął się lockdown, na skrzynkę e-mail trafiło mnóstwo wiadomości od Was, a wszystkie łączy jedno: wątpienie w szkolnictwo, oceny i sens tak dziwnej podstawy programowej.

Książka, która podniosła nas na duchu

„Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens”. To była pierwsza książka o rodzicielstwie, którą pochłonęliśmy wraz z ojcem naszego dziecka momentalnie i która wywołała ogrom rozmów. I polecam Wam ją z całego serca. To przewodnik, który pokaże Wam, jak możecie wspierać dzieci w edukacji, a także uświadomi, że polska edukacja szkolna jest naprawdę słaba, masakryczna. A będzie niestety coraz gorzej.

Wiem, że ten post nie jest dość ścisły, ale o edukacji naszych dzieci możemy rozmawiać cały czas: powoływać się na własne doświadczenia, na własne obiekcje i zdania innych. Wracam więc do meritum dzisiejszego artykułu, a mianowicie do ocen.

Dlaczego oceny nie są wyznacznikiem inteligencji i wiedzy

Autor książki, Mikołaj Marcela, który jest ekspertem edukacji dzieci, mówi wprost, rodzice, dla których ważne jest, aby dziecko miało świetne oceny z wszystkich przedmiotów, powinni zmienić system wartości. Twierdzi, że oceny nie są wyznacznikiem wiedzy, lecz przede wszystkim zdolności do zapamiętywania i rozwiązywania testów. Swoją wiedzę opiera nie tylko na własnym doświadczeniu, lecz na zdaniu neurobiologów, którzy podkreślają, że „z punktu widzenia biologicznego nie ma po prostu szans, by przy takim tempie pracy zrozumieć to, czego człowiek się uczy”.

I jest w tym dużo prawdy. Pamiętacie program „Matura to bzdura”? Niektórzy przechodnie dziwili się, że pomimo dobrych wyników w nauce, czerwonych pasków, nie znają podstawowych definicji, czy chociażby wydarzeń historycznych. Czy jesteś pewien, że Twoje dziecko rozwiązałoby poprawnie dzisiaj ten sam test, który pisało w zeszłym roku? Czy ty sam pomagasz dziecku w nauce, bez wcześniejszego przypomnienia tematów, z którymi ostatnio miałeś styczność 15 lat temu?

Dzieci są ofiarą nie tylko systemu, ale i swoich rodziców

Niestety nie jest mitem to, że dużo rodziców chce, aby ich dzieci miały bardzo dobre oceny, a nawet świadectwa z czerwonym paskiem. Niestety nie jest mitem to, że niektórzy rodzice w dalszym ciągu wynagradzają dzieci za oceny, a nawet szantażują je nagrodami, czy też ograniczeniami. Czym są oceny w porównaniu z pasją i chęcią do nauki dziecka? Co dają szóstki w prawdziwym życiu? Czy naprawdę miarą zdolności, inteligencji i mądrości dziecka jest ocena wyciągnięta ze średniej z całego roku?

Czy naprawdę dziecko ma być ofiarą polskiego szkolnictwa, które pozostawia wiele do życzenia i tak naprawdę w większości przypadków zabija wybitne jednostki, tysiące? Ja tutaj nie mówię o nauczycielach. Znam wielu nauczycieli, którzy po prostu mają powołanie do tego, co robią. Są jednak ciśnięci przez oświatę i tak naprawdę niewiele mogą. Oczywiście zdarzają się tacy, którzy jakby pracowali za karę, ale nie możemy wszystkich wrzucać do jednego worka.

Do jednego worka, uważam, należy wrzucić jedynie cały system edukacji, który wymaga natychmiastowych zmian i unowocześnienia.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider