single-image

To nie wina telefonów. Za wychowanie dzieci odpowiedzialni są rodzice

Aleksandra Broda

Autorką tego artykułu jest Paulina Nowak – psycholog, Cetena Tkalnia Świadomości.

„Kiedyś tak nie było. Każde dziecko było szczęśliwe, chciało żyć, dostawało po dupie i czuło szacunek”.

To jest najczęściej używany argument przez starsze pokolenia. Niestety, ale i niesamowicie krzywdzący. My, współcześni rodzice wychowywaliśmy się w innym środowisku, niż te, które jest dzisiaj. To zupełnie dwa inne światy. Dorośliśmy, stworzyliśmy rodzinę, ale to wszystko owiane jest technologią, pogonią za pieniędzmi, złudnymi definicjami piękna i szczęścia. Na każdym kroku współczesny człowiek: bez względu na wiek, jest atakowany. I ciężko nam, współczesnym rodzicom się w tym wszystkim odnaleźć. Nasz system wartości upada na rzecz dostosowania się do wymogów płynących z zewnątrz.

Nasze dzieci też są tak jakby wrażliwsze. Naszym dzieciom włącza się instynkt przetrwania: komunikują o swoich potrzebach na wszelkie możliwe sposoby. Też się w tym wszystkim gubią. I nie możemy tego ukrywać. Ale winą nie są trudne czasy: skomputeryzowane, przerysowane w Photoshopie. Winowajcą jest brak chęci lub umiejętności rodziców do dostosowania się do nich i do zrozumienia potrzeb własnych dzieci. To tutaj jest problem. I im wcześniej to zrozumiemy, tym mamy większe szanse na to, aby to naprawić.

Z tego artykułu dowiesz się, jakie błędy najczęściej popełniają współcześni rodzice w wychowywaniu dziecka i dlaczego nie warto obarczać za wszystko, co złe, telefonów i internetu. 

„Nigdy nie będę taką matką, jaką była moja matka”

„Wychować tak, aby nie powielać błędów moich rodziców” – czy nie to przypadkiem chodzi Ci przez całą drogę macierzyństwa, ojcostwa?

Opiekunowie często przyrzekają sobie, że nie będą powielać błędów swoich rodziców. Pamiętają wszystkie krzywdy, nieporozumienia, a także negatywne odczucia ze swojego dzieciństwa i chcą zrobić wszystko, aby ich pociechy były od tego wolne. Taką postawę przyjmują jako styl wychowania dziecka. Czy jest to jednak dobre?

Unikanie błędów swoich rodziców nie gwarantuje dobrego wychowania i budowania więzi z dzieckiem. To nie wystarczy, aby w pełni zadbać o pociechę. Dlatego, jeśli decydujesz się na wychowanie: „nie popełniać błędu swoich rodziców”, musisz nie tylko nie robić tego, co oni robili, ale przede wszystkim wiedzieć, jak to wszystko zrobić dobrze, poprawnie. Jak zapełnić tę dziurę. Prosty przykład: Twoja mama biła Cię, kiedy dopadała Cię histeria w sklepie. Kiedy Twoje dziecko zaczyna płakać podczas zakupów, to wiesz, że nie chcesz i nie możesz dać mu klapsa. Ale czy wiesz, jak w takiej sytuacji się zachować? Czy może po prostu trzęsiesz się ze złości i nie możesz zebrać kłębiących się w głowie myśli?

Druga wersja przyjęcia tej strategii przeradza się w nieświadome powielanie błędów swoich rodziców. Tak. Wychowując dziecko w duchu: „Nigdy nie będę takim rodzicem, jak mój ojciec, matka”, często wiąże się z popełnianiem podobnych zachowań. Sam rodzic może tego nawet nie dostrzegać. To najczęściej wychodzi podczas terapii, czy też w rozmowach z bliskimi.

„Ja tego nie miałam, więc ty masz to docenić”

 

Ile razy, jako opiekun mówisz do dziecka, że ty czegoś takiego nie miałaś w dzieciństwie? Jak często powtarzasz, że musi ono doceniać to, co ma?

Rodzice bardzo często żyją w przekonaniu, że wszystkie rzeczy materialne, których im brakowało lub których po prostu nie mieli okazji zaznać w dzieciństwie, są potrzebne ich dzieciom. Tak oczywiście nie jest, a kiedy pociecha nie wykazuje entuzjazmu, czy też docenienia, rodzice zaczynają dawać do zrozumienia dziecku, że się dla niego bardzo poświęcają, wykosztowują. Dzieci w ten sposób zaczynają czuć, że są ciężarem, problemem. Gdy kupujemy dziecku kolejną rzecz, to wielokrotnie kupujemy ją naszemu wewnętrznemu dziecku, zapełniamy „dziurę” w nas samych.

Często nasza pociecha nie potrzebuje kolejnej zabawki, gry. Jednak gdy widzi, że rodzic wtedy jest szczęśliwy, to powie: „TAK KUP MI”, choć w głębi siebie najbardziej pragnie rozmowy, wysłuchania etc. Pamiętajmy, że np. za naszych czasów telefon komórkowy był faktycznie czymś niezwykłym, ale dzisiaj jego posiadanie jest po prostu normalne.

„Jestem z Ciebie dumny, ale…”

„Ładnie to wygląda, ale mogłeś zrobić to dokładniej”. „Jestem z Ciebie dumny, ale nie wiem, ile to potrwa”. „Jesteś bardzo mądra, ale za dużo byś chciała”. Używasz tych zdań?

Niektórzy rodzice właśnie w ten sposób formułują zdania. Pamiętajmy jednak, że słowo: „ale” kasuje wszystko to, co powiedzieliśmy na samym początku. To tak jakby ktoś ważny dla nas powiedział: „Kocham Cię, ale czasami mam Cię dość”. Czy ucieszylibyśmy się z tego, że ktoś nas kocha, czy jednak najbardziej utkwiłyby nam słowa, że ta osoba ma nas czasami dość?

Dobrym przykładem może być sytuacja, w której dziecko wraca do domu później, niż oczekiwali tego opiekunowie. Z jednej strony ważny jest rytm dnia, trzymanie się ustalonych terminów, godzin. Z drugiej strony jednak rodzice zbyt pochopnie i agresywnie traktują takie, nazwijmy to „wybryki”. Z czym spotyka się dziecko, które wraca do domu później, niż miało? Często z krzykami i karami, czyli ze złością rodziców. W jaki sposób odbiera takie sytuacje? Myśli wtedy: „Wróciłam i na mnie krzyczą, więc po co mam następnym razem wracać? To bez znaczenia, czy spóźnię się pięć minut, czy dwie godziny. I tak dostanę karę, a rodzice będą niesamowicie źli – efekt będzie ten sam”.

Czy to daje jakiś skutek oprócz tego, że wszyscy zaczynają odczuwać frustrację? Nie. Tutaj lepsza jest rozmowa: wytłumaczenie, dlaczego rodzice chcieli, aby dziecko wróciło na czas. I danie do zrozumienia, że pomimo tego, że ciężko takie zachowanie zrozumieć, to wciąż dziecko jest najważniejsze.

Brak autentyczności w sposobie życia

Dzieci są doskonałymi i wnikliwymi obserwatorami. Możemy wychowywać pociechę w duchu rozmowy, bliskości i wyrozumiałości, ale tak naprawdę może to nie wystarczyć. Bardzo często spotykam się z rodzicami, którzy są zdziwieni, że ich metody nie działają, pomimo wielu starań. Najczęściej przyczyną tego jest właśnie brak autentyczności. Co z tego, jeśli rodzic potrafi z dzieckiem swobodnie rozmawiać, jak z innymi, np. z mężem, czy też z teściową już nie? Co z tego, że np. tata nie krzyczy na dziecko, jeśli podczas kłótni podnosi głos na mamę? Dzieci nie biorą tylko tego, co dajemy im bezpośrednio. Dzieci chłoną wszystko, co się dzieje wokół: w domu, w najbliższym środowisku. Dlatego tutaj ważną rolę odgrywa cały sposób i styl życia rodziców, a nie tylko model, schemat wychowania.

Dążenie do bycia doskonałym rodzicem

„Muszę być doskonałym rodzicem. Muszę wiedzieć wszystko. Muszę postępować zgodnie z zasadami” – zapewne niejednokrotnie takie myśli chodzą Ci po głowie.

Nie ma patentu na dobre wychowanie dziecka. Dzieci uczymy się przez całą naszą rodzicielską drogę. Dążenie do perfekcjonizmu może przysłonić ważne sygnały, które wysyła do nas dziecko. Dobrze jest czytać, dobrze jest radzić się, ale zawsze powinno się to robić ze świadomością, że dziecko jest jednostką: indywidualną, o wyjątkowych potrzebach, o różnych pragnieniach. To tak jakbyśmy pisali rozprawkę według podanego schematu. Każdy z nas zrobiłby to poprawnie, ale sama treść byłaby inna, prawda? Bo każdy z nas jest inny: inaczej patrzy na świat, inny ma system wartości. O tym rodzice bardzo często zapominają.

Rodzice też często myślą, że muszą być specjalistami we wszystkich dziedzinach życia. Wydaje im się, że dzieci oczekują od nich wielkich pokładów wiedzy, odpowiedzi na każde pytanie. Tymczasem dla dzieci liczy się przestrzeń do wyrażania emocji, zmartwień i szczęścia. Dzieci, bardziej niż wszystkowiedzących rodziców, potrzebują zapewnienia, że opiekunowie wysłuchają, pozwolą na wyrażanie wszelkich uczuć i odczuć.

Nie obarczaj winą telefonów i internetu

To nie jest wina telefonów, czy też nieograniczonego dostępu do internetu. Owszem, internet używany w nieodpowiednim wieku i w nieodpowiednich celach, może zaszkodzić. O tym planujemy napisać kolejny artykuł. Ważne jest jednak to, że rodzice, dorośli nie mogą obarczać za swoje błędy wychowawcze, czy też brak porozumienia prostokątnego urządzenia, które można kupić praktycznie na każdym rogu ulicy. Internet, social media  –  chociaż są zagrożeniami dla dzieci i młodzieży, to niestety w dzisiejszym świecie największym zagrożeniem i tak jest brak świadomości rodziców oraz niechęć w stosunku przystosowania się do dzisiejszych czasów.

Autor artykułu – Paulina Nowak, psycholog: Cetena – Tkalnia Świadomości

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider