single-image

Trening snu, trening posłuszeństwa… Co jeszcze wymyślą, aby tłamsić nasze dzieci?

Aleksandra Broda

Trening snu dzieci stał się nową modą wśród rodziców. Wchodzimy w wyszukiwarkę Google, wpisujemy odpowiednią frazę i już mamy setki tysięcy propozycji na to, jak nauczyć dzieci zasypiania. Mało tego. Czasami możemy natknąć się na propozycję wynajęcia trenera snu albo skorzystanie z jego płatnych kursów. Niektóre z nich proponują naprawdę dobre, humanitarne sposoby. Inne z kolei są po prostu bestialskim sposobem na uciszenie potrzeb dzieci.

Takie mamy czasy, że duża część rodziców traktuje wychowanie dzieci jak trening. Oczywiście, paradoksalnie, wszystko dla ich dobra. Że mają nauczyć się sobie radzić w każdych okolicznościach, że mają być twardzi, że nigdy nie mogą się poddawać, a liczyć muszą tylko na siebie. Tak naprawdę za większością z tych argumentów, stoi tylko i wyłącznie wygoda rodziców. Szkoda, że takie wartości jak wrażliwość, chęć podzielenia się swoimi problemami i szukanie pomocy odchodzi do lamusa. Dzisiaj pięciolatek ma wstać, jak skręci kostkę i sam iść na SOR.

I jeszcze raz tylko przypomnę. Rodzicielstwo bliskości nie sprawia, że dzieci stają się rozwydrzone, źle wychowane. Rozmowy i poświęcanie dzieciom uwagi na rozmowę nie są powodem patologii społecznej. Zazwyczaj patologiczne zachowania przejawiają ci, którzy tej miłości i uwagi nie mieli. To ich wołanie o pomoc. A to, że dziecko od czasu do czasu zrobi coś nie tak, nie oznacza braku wychowania. Często świadczy o tym, że mamy do czynienia tylko z dzieckiem. Że krzyknie, szarpnie, rozzłości się. Dzieci to nie są roboty. Ty nigdy się nie wściekasz? Zwłaszcza, jak czegoś nie rozumiesz?

Trenerki snu dzielą się na te dobre i na te złe. Jedne podpowiadają rodzicom, jaki powinni wybrać materac do pokoju dziecka, jakie wprowadzić oświetlenie. Tak. Często rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, że takie „błahostki” są kluczowym elementem prawidłowego snu dziecka. Ich metody są normalne, spokojne i nie brakuje w nich czułości, których potrzebuje dziecko. Inne z kolei zmuszają rodziców do pozostawiania dzieci na pastwę losu. Kąpanie, pielęgnacja, mleczko i NARA. Podczas płaczu dziecka zalecają wkładać rodzicom zatyczki do uszu lub słuchać muzyki. I czekać, aż dziecko przestanie płakać Z BEZRADNOŚCI. Ze zmęczenia. Czasami dzieci od płaczu wymiotują. Niedobre bestie. Manipulują.

I nieważne, czy dziecko ma sześć tygodni, czy sześć lat. Te mniejsze nie należy przyzwyczajać do czułości, bo nie. A te starsze mają nauczyć się radzić ze swoimi lękami, potworami w szafach lub bezsennością (często spowodowaną złym trybem dnia). Sześciolatek nie może tęsknić nocą, kiedy po całym dniu w szkole lub w zerówce, nie zdążył porozmawiać z rodzicami. Rodzice muszą odpocząć. Muszą się wyspać. A dziecko, które ma w sobie miłość, wrażliwość, już nie? A no tak, trzeba to stłamsić, bo świat jest okrutny. Nie na rękę czułości.

Większość „problemów” zniknęłaby, gdyby rodzice od najmniejszego, czytali dzieciom bajki. Śpiewali im kołysanki lub tulili mocno przed snem. I chociaż wieczór powinien należeć do rodziców, to wieczorne rytuały już nie. Dzieci potrzebują miłości, zainteresowania i uwagi. Dzieci kochają się przytulać. I przy odrobinie rozsądku, chęci – da się to wszystko zrobić. Tak, aby zaspokajać potrzeby najmłodszych, jak i rodziców. Nie trzeba wcale przy tym nauki wypłakiwania niemowląt i ignorowania sennych koszmarów starszych. Wystarczy chcieć i zdać sobie sprawę z tego, że jednak zdecydowaliśmy się na dzieci. A dzieci to odpowiedzialność, ale też mała chodząca miłość, którą nie należy tłamsić, zgniatać, ugniatać.

I powiedziałabym, że powinniśmy cieszyć się tym, że chcą czułości. Że przecież zaraz nam odfruną z gniazda. Że jeszcze zatęsknimy. Ale wiem, że niewyspanie się powoduje irytację. I wiem, jak to jest, kiedy chcesz obejrzeć film, lub się poprzytulać. A tu przyleci jeden, a zapłacze dugi. I znowu oczy na zapałki, a z romantycznego wieczoru nici. Gdyby jednak popatrzeć na to z drugiej strony, to ma to swój urok. Ktoś mógłby nakręcić z naszego życia komediodramat. Po latach stałby się po prostu pamiątką. I filmem dokumentalnym, że BYŁO WARTO.

Nie pozwólmy, żeby dzieci płakały nam do porzygu w imię zasad, które zostały stworzone, aby stłamsić miłość. Nie możemy dopuścić do tego, że trening snu dziecka (ten bez żadnych wartości) zagwarantuje nam szczęście. Szczęście jest wtedy, kiedy dziecko domaga się przytulasów, całusów. I szczęście jest wtedy, kiedy opracujemy wspólny rytm dnia, który daje satysfakcję zarówno dzieciom, jak i NAM. RODZICOM.

Korzystajmy z porad tylko tych, którzy nauczą nas łapać równowagę pomiędzy wychowaniem dzieci a spełnianiem się i odpoczynkiem. Omijamy szerokim łukiem tych, którzy chcą robić z naszych dzieci roboty. A z nas wyprutych rodziców bez serca.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider