single-image

W naszej rodzinie rozumiemy i rozmawiamy. [O emocjach dzieci i dorosłych.]

Aleksandra Broda

–Dlaczego ty mówisz do mnie takim tonem? – spytał ostatnio mój partner.
–Bo jestem zła! – dosłownie wykrzyczałam. Nie byłam zła na niego, ale na sytuację, w której się znalazłam. Mój głos mimowolnie przybrał nieco głośniejszy ton.
–Rozumiem – odparł, a mi zrobiło się jakoś lepiej na duchu. Emocje nieco opadły, poczułam się bezpiecznie.

To nie jest tak, że my na siebie krzyczymy cały czas. Zdarza się, że któreś z nas ma „muchy w nosie”, lub jest po prostu głodne, zmęczone po pracy. Często więc czekamy, aż odpoczniemy lub podstawiamy jedzenie pod nos, bo wiemy, że to może w takiej sytuacji pomóc. Każdy, kto czyta ten post, na pewno rozumie, o co chodzi. Bo chodzi o nic innego, niż o emocje, z którymi czasami sobie nie radzimy, albo potrzebujemy po prostu chwili, aby się z nimi oswoić. Nie da się mieć relacji z drugim człowiekiem, w której nie dochodzi czasami do momentu, w której uczucia/emocje biorą w górę. I wiecie co? To całkowicie normalne, dopóki się rozumiemy i nie krzywdzimy.

Dlaczego więc niektórzy rodzice wymagają od dzieci całkowitej umiejętności panowania nad emocjami? Dlaczego, zamiast okazywać dzieciom zrozumienie i prowadzić za rękę, karci się je i wymaga „posłuszeństwa”, całkowitej kontroli nad emocjami? Zdarza się, że moje dziecko krzyknie na mnie tak głośno, że mam wrażenie, że zaraz pękną mi uszy. Co wtedy robię? Staram się ze stoickim spokojem zaczekać, co będzie dalej. I wiem doskonale, że gdybym na agresję zareagowała agresją, efekt byłby gorszy. Kiedy moje dziecko krzyczy, to wiem, że nie radzi sobie z czymś, nie rozumie. I bardzo potrzebuje wsparcia. Dlatego zazwyczaj, jak widzi, że ja zachowuję spokój, ona za chwilę zaczyna płakać i mnie przeprasza. Wiem jednak, że tak naprawdę dziękuje za to, że jej w tej chwili słabości, chociaż niektórzy powiedzą, „chwili nieposłuszeństwa”, nie zostawiłam. Ważne jest również, co się dzieje po tym wszystkim. Najlepiej wyjaśnić sytuację i rozmawiać, jak emocje już opadną.

Nie wyobrażam sobie, że podczas największej złości, jaką czuję, moja bliska osoba mnie zostawia. A jestem już dorosła i to zdarza mi się naprawdę rzadko. Nie wyobrażam sobie gniewania się za gorszy dzień, za smutek lub za rozdrażnienie. Niezależnie, czy obecnie to tata mojego dziecka, czy moja najlepsza przyjaciółka tak się zachowuje.

Myślę, że najgorsze co ludzie mogli sobie zrobić przez ostatnie dziesięciolecia co najmniej, to to, że posegregowali emocje na negatywne i pozytywne. My, dorośli zatraciliśmy umiejętność ich wyrażania, chociaż bardzo za tym tęsknimy. A wszelką złość, zawiedzenie, smutek – traktujemy jako słabość i wkurzamy się na drugą osobę. I to niestety przeniosło się na wychowanie dzieci wśród większości (nie mówię, że wszystkich) rodziców. Zbyt dużo oczekują, ale nie starają się rozumieć. Nie pozwalają dzieciom płakać, chociaż sami najchętniej w niektórych momentach wypłakaliby się głośno w czyjeś ramie. Nie chcą, aby ich dzieci krzyczały, chociaż sami poszliby w las i głośno wyrazili to, co ich boli. Kiedy dorośli się kłócą, chociaż im bardzo zależy, trzaskają drzwiami i rzucają talerze, a tak naprawdę chcieliby się do siebie mocno przytulić. I wyjaśnić wszystko, na spokojnie.

Trzeba uczyć dzieci radzić sobie z emocjami, ale nie wolno tych emocji tłamsić i sprowadzać do czegoś złego. Trzeba dużo cierpliwości, aby z dziecka nie wyrosła tykająca bomba uczuć i emocji, których nie rozumieją. Tutaj nie chodzi o to, jak mi ktoś kiedyś powiedział, żeby dać nastolatkowi pozwolenie na wyzywanie rodzica. Tutaj chodzi o to, aby nauczyć się o uczuciach rozmawiać przez cały okres dzieciństwa, by później, jako nastolatek, nawet jeśli popełni błąd, powie coś w gniewie, wcale tak nie myślał i czuł się dobrze w naszym towarzystwie. Bezpiecznie. Tutaj chodzi o to, aby cała nasza rodzicielska droga sprowadzała się do tego, aby nasza dorastająca córka, wypłakała się nam, niźli szukała pocieszenia nie tam, gdzie trzeba. To wszystko da się osiągnąć, ale przede wszystkim pozwólmy na wyrażanie i naukę radzenia sobie z emocjami.

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider