single-image

„Wychowałam się w dużej biedzie. Co myślę jako dorosła?”. [List od czytelniczki]

Aleksandra Broda

Dzisiaj publikujemy list od naszej czytelniczki.

Wychowałam się w bardzo biednej rodzinie. Miałam dwie starsze o dwa lata siostry i jednego młodszego o trzy lata brata. Mieszkaliśmy w jednopokojowym mieszkaniu, ze wspólną ubikacją z mieszkańcami naszego piętra. Rodzice spali w kuchni, a my mieliśmy w pokoju dziennym dwa łóżka piętrowe. Nie było miejsca na przyjmowanie gości. Lekcje odrabialiśmy na łóżkach, bawiliśmy się na nich. Na obiad ziemniaki, a na śniadanie smalec. Zawsze było głośno, ktoś coś chciał, więc albo odrobiliśmy lekcje na świetlicy lub wcale. Wtedy były takie czasy i każdy miał podobnie przynajmniej na naszej dzielnicy. Ojciec pracował na pół etatu ze względu na swój stan zdrowia. Mama dorabiała w weekendy jako sprzątaczka.

Kiedy byliśmy nastolatkami, wstydziliśmy się swojej sytuacji i obwinialiśmy o to naszych rodziców. Akcja z podpaskami dla ubogich dziewcząt wydaje się odległa od rzeczywistości, a jednak z siostrami używaliśmy waty. Wstydziliśmy się zmieniać w ubikacji, do której dostęp miało całe piętro, więc zmienialiśmy w pokoju, pod kołdrą i chowaliśmy do plecaków. Nikt z naszego rodzeństwa nie skończył studiów, ale wszyscy szybko się usamodzielniliśmy. Właściwie to była ucieczka. Teraz pomagamy rodzicom, bo ich emerytura jest niewielka. Wychowali nas najlepiej, jak potrafili. Dawali dużo miłości. Nigdy nie było kłótni ani alkoholu w naszym domu. Wszystkim nam brakowało miejsca i przestrzeni na odpoczynek, ale zawsze mogliśmy rozmawiać. Mimo to wciąż zastanawiam się, czy ich decyzja o posiadaniu czwórki dzieci była słuszna. Z drugiej strony, gdyby nie oni, nas by tutaj nie było. Jednak w życiu nie dopuściłabym do tego, żeby mieć dzieci, na które utrzymanie mnie nie stać. Wiem, że są rodziny, które ledwo wiążą koniec z końcem i takie, w których alkoholizm jest ważniejszy od dobra dzieci.

Kocham moich rodziców i moje rodzeństwo, ale kiedy widzę ubogą rodzinę, w której jest dużo dzieci, bardzo mi szkoda tych dzieciaków. Mam ochotę podejść do ich rodziców i porozmawiać. To jest właśnie takie dziwne, że kocham moich rodziców, jestem wdzięczna im za życie swoje i rodzeństwa, ale wiem, że o naszej przyszłości zdecydowało bardziej szczęście i nasze samozaparcie. Co z tymi dziećmi, które tego nie będą mieć?

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider