single-image

Zakaz dzieci w restauracji – czy decyzja restauratorów jest słuszna?

Aleksandra Broda

Chociaż temat dzieci w restauracji co jakiś czas pojawia się w internecie niczym fala, to ostatnio ta fala wręcz wylała i zalała całą sieć. Wszystko za sprawą pewnej restauracji, która zdecydowała, że do lokalu zaprasza dzieci powyżej szóstego roku życia. Ludzie na takie informacje reagują zbyt szybko i zbyt gwałtownie. Jedni się oburzają, drudzy – gratulują, nie szczędząc obraźliwych słów kierowanych do wszystkich dzieci i ich rodziców. Warto jednak czasami usiąść, przemyśleć coś i dopiero wtedy wyrobić sobie zdanie.

Zdecydowanie nie pomaga tutaj widoczna moda na hejtowanie dzieci, która istnieje tylko w Polsce. Bo dzieci i owszem, można nie lubić. Ale po co aż krzyczeć o tym i czepiać się ich, nazywając „gówniakami” i „kaszojadami”. Większość nie potrafi dzisiaj kulturalnie dyskutować. Internet stał się miejscem do wylewania swoich frustracji i leczenia swojego wybujałego ego. Wystarczy przyjrzeć się komentarzom pisanym przez dorosłych ludzi pod tego typu artykułami.

Dzieciom do szóstego roku życia wstęp wzbroniony

Decyzja właścicieli tej restauracji niektórych rodziców wręcz wzburzyła. Opiekunowie mają dosyć obrzucania dzieci błotem i wrzucania wszystkich rodziców do jednego worka. Postanowienie restauracji dolało oliwy do ognia. Nie mniej jednak miała do tego prawo. A taki regulamin należy uszanować. Uszanować to nie znaczy zarzucać nienawiści do dzieci albo wręcz przeciwnie – pisać, że to najlepsza decyzja, bo się „gówniaków” nie lubi. Uszanować to znaczy zaakceptować i iść dalej, nie robiąc z tego powodu lamentu, dramatu. Czy decyzja restauratorów jest słuszna? Tylko oni sami mogą to ocenić. Na pewno policzyli wszystkie możliwe straty i zyski z tego powodu. Dzieci są różne, nawet te spokojne mogą mieć zły dzień. Rodzice również są różni. Bywają zmęczeni i bywają również tacy, którzy myślą, że są pępkiem świata.

Nieodpowiedzialni rodzice, którzy widzą czubek swojego nosa

Dzieci powinny „wychodzić do ludzi”, uczyć się zasad życia w społeczeństwie. Niektóre z racji swojego wieku jeszcze tych zasad nie rozumieją. Nie wszyscy rodzice chcą i wiedzą, jak wychowywać dziecko. Tutaj nie chodzi o to, że dziecko nie ma prawa nabrudzić, ale kiedy to zrobi – w kwestii rodziców jest posprzątanie po nich. Co z tego, że są w restauracji, czy miejscu publicznym, które jest codziennie rano czyszczone.

Jeśli moje dziecko biega po restauracji, krzyczy i wiem, że nie dam rady go uspokoić – dziękuję, przepraszam i wychodzę. Nie zarzucam obsłudze braku „zajęcia” dla dzieci i nieprzystosowanego lokalu. Szanuję innych i opuszczam miejsce. Ludzi postępujących podobnie niestety często jest za mało. I właśnie przez takich rodziców nam się „obrywa”. Chociaż nie wiem, czy to akurat dobre słowo, ponieważ takie regulaminy mają swoje plusy. Nie oszukujmy się, nie wszyscy rodzice są dobrze wychowani.

Po liceum zaczęłam pracę w gastronomii. Wiem, jak to jest. Kiedyś do restauracji, w której pracowałam (w bardzo turystycznej miejscowości), przyszła rodzina, która delektowała się lodami na patyku. Nie odpowiadając na „dzień dobry”, rodzice spojrzeli na menu,  po czym udali się do wyjścia. W tym czasie dziewczynce spadł lód na podłogę. Ojciec powiedział do niej: „Zostaw, posprzątają”.

I również bywały sytuacje, w których moja praca była utrudniona. Nie jeden raz nosiłam tacę, na której znajdowało się szkło, a dzieci biegały na sali. A rodzice, zamiast reagować – cieszyli się, że mogą zjeść w spokoju. Gdyby coś się stało, konsekwencje poniosłabym ja. Nie rodzice. 

A z drugiej strony, do restauracji przychodziły również bardzo sympatyczne rodziny. Rodzice zajmowali się dziećmi i pilnowali. Z najmłodszymi klientami cudownie się rozmawiało i dawało kolorowe słomki do napojów. Desery przygotowywało się jak najładniej, aby się cieszyły.

Miejsca dedykowane dzieciom i restauracje „bez dzieci” mogą być dobrym pomysłem

Są miejsca dedykowane dzieciom i takie, które są po prostu otwarte również na dzieci. I są restauracje, puby, do których te dzieci nie mają wstępu. Nie ze względu na to, że ktoś ma coś do Ciebie i do Twoich dzieci, ale ze względu na to, że jednak większość rodziców olewa zasady dobrego wychowania, albo zostawia je przed drzwiami. Kiedy chcesz zjeść obiad całą rodziną, wybierasz miejsce przyjazne dzieciom. Kiedy jednak idziesz na romantyczny lunch z mężem, wybierasz restaurację dla dorosłych. To przecież bardzo dobra opcja, która zapewnia komfort i zjedzenie posiłku w spokoju. Nie ma co się doszukiwać, niepotrzebnie złościć lub się ekscytować.

Dorośli bez dzieci też nie są wcale lepsi

I jeszcze tylko na koniec dodam, że również  niektórzy dorośli (niemający dzieci) potrafią nieźle napsocić.  Potrafią ukraść naczynia na sosy i filiżanki, a nawet zwymiotować pod stół, lub pobrudzić całą toaletę. Abo upić się do tego stopnia, że przewrócą wieszak lub upadną na stół „sąsiada”. No i jeszcze przy wyjściu targować cenę albo zjeść cały posiłek, po czym stwierdzić, że był niedobry i oczekiwać zwrotu pieniędzy. Skoro mówimy już o nieodpowiedzialnych rodzicach, warto również przybliżyć temat dorosłych, którzy dzieci nie mają. Na to w sumie reguły nie ma.

Akceptujmy takie decyzje i nie czujmy się urażeni. Sami wiemy, że niektórzy rodzice po prostu nie umieją się zachować i nie chcą się tego nauczyć, by przekazać wartości dzieciom. Nie obrażajmy się na miejsca, które wprowadzają ograniczenia wiekowe. Zróbmy tak: na rodzinny obiad do przyjaznej dzieciom restauracji, a na randkę z mężem lub relaksujący wypad z koleżankami – do miejsca, w którym mamy pewność, że unikniemy płaczu i skakania dzieci.

 

Zobacz również

# Ku przestrodze
close slider
Slider